30 grudnia 2013 roku, godz. 18:28 30,3°C 6

Krzyże

Do domu miała już niedaleko, jednak przystawała co parę kroków. Stare już buty i przyduży płaszcz sprawiały, że jej cierpienie wydawało się jeszcze większe i boleśniejsze. Sunęła się powoli poboczem mało uczęszczanej drogi. Słońce rzucało promienie na zniszczoną twarz, a wiatr osuszał łzy. Gdybyś był tym wiatrem, słyszałbyś jej ciche lamenty do Boga, i wiedział, że ocierając łzę, czynisz dobro całemu jej światu.
- Boże, Mój Boże... Czemu tak mnie doświadczasz? Ile jeszcze cierpieć przyjdzie mi się w tym życiu? Umierać czas, a zmartwień moich przybywa. Mateczko Święta jak długo jeszcze krzyż ten nieść będę?
Szła niezauważana z wielkim bólem i zmęczeniem. Ciągle wracała myślami do swoich dzieci i wnuków, dla których życie nie było łaskawe. Liczyła ostatnie drobne, zastanawiając się czy wystarczy, aby im pomóc. Z lękiem zbliżała się do domu, mając nadzieję, że wszystko zostało tak jak przed wyjściem. Bała się, że pijany syn, w końcu podpali dom… że może dziś nie przeżyje jego ataków.
Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że zamartwianie się o jutro jest niczym, w porównaniu do lęku przed dniem dzisiejszym. Tak właśnie czuła się każdego poranka, gdy otwierała oczy. Wszechobecny strach towarzyszył jej na każdym kroku. Czuła jak zacieśnia jej gardło i przyśpiesza tętno. Z takim uczuciem wracała i tym razem.
- Już prawie w domu – szeptała do siebie.
Ręce drżały jej coraz bardziej. Marzyła o tym, by usiąść na wersalce, pomodlić się do Świętej Panienki i choć na chwilę zapomnieć o wszystkim. Zbliżała się do furtki domu, jednak nie dane jej było szybko odpocząć. Przy płocie stał starszy mężczyzna. „Jakiś handlarz” - pomyślała. Miał długą, białą brodę i jasne odzienie. Spokój, który od niego bił, był na tyle duży, że kobieta postanowiła do niego podejść.
- A co pan sprzedaj?
- To czego pani potrzebuje.
- A skąd pan wie czego potrzebuje?
- Patrzę w oczy i wiem. Dusza sama mówi czego potrzebuje.
Kobiecie w jednej chwili zaszkliły się oczy. Przetarła je ręką i drżącym głosem zaczęła:
- Panie, mi nic nie potrzeba. Ja mam wszystko, nawet o wiele za dużo. Ciężko mi bardzo. Nie daję rady już iść. Krzyż mój za ciężki. Ledwo co nogami sunę.
- Nie musisz przecież go nieść. Spójrz – obrócił się, a za jego plecami rozpostarło się kilkadziesiąt krzyży opartych o płot. – Wybierz taki wedle swej siły. Tak by nie było ci już ciężko.
Staruszka z radością spojrzała na dobytek nieznajomego. Zdjęła swój krzyż i zaczęła przymierzać inne. Zdejmowała i zakładała kolejne, duże i małe. Przykładała wedle siebie następne, jednak trudno jej było znaleźć taki, który byłby lekki i wygodny zarazem. W końcu po długich poszukiwaniach znalazła idealny. Nie był za duży, i nie był też mały. Wygodnie układał się na plecach, nie uwierał, takiego właśnie szukała.
- I jak zadowolona pani?
- Wie pan, myślałam, że znajdę lepszy, że może z innym będzie mi łatwiej iść, ale kiedy doszłam do swego zrozumiała, że taki ma być. To mój krzyż, dla mnie ciosany i tylko ja jestem w stanie nieść go przez życie.
Kobieta zapłakała raz jeszcze, jednak na twarzy pojawił się delikatny uśmiech i spokój.

Albert Jarus Albert
 16 marca 2014 roku, godz. 21:00

czekam czekam czekam z niecierpliwością
i odpłacam sie tym samym... moze kidys faktycznie przyjdzie nam razem wypic tę czekoladkę

WilceeQ` Di.
 16 marca 2014 roku, godz. 12:10

Z tegoż miejsca więc po naganie, głaskam, buziaka w policzek ślę i pyszną gorącą czekoladę stawiam. Pięknem jest przyznanie się do pomyłki a na chorobę "bezwenności" też cierpię. Jednak sam fakt zdolności, zamiany czyichś słów w obraz, jaki nam przekazałeś - jest wszelką rekompensatą a i historię dzięki temu poznałam. Może sama skorzystam z tej opcji, bo dłonie mi płaczą i skargi piszą, że nazbyt rzadko trzymam w nich pióro (choć rzec chciałoby się pędzel ;))

Przyjmę tą prośbę niczym przykazanie z zobowiązaniem gratis i nie omieszkam tegoż wykorzystywać ;)

Albert Jarus Albert
 15 marca 2014 roku, godz. 20:53

Brakowało mi tego jak miodu na serce. Nie wiem czemu nikt (przepraszam są nieliczne wyjątki, które uwelbiam) nie chce mnie zbesztać, a ja przecież tyle błędów sadzę, sam siebie poprawiam po ileś razy. Miło, że czytasz i patrzysz. Co do tych fragmentów masz rację, nawet się spierać nie będę, bo "już" nie wiem do czego było mi potrzebne- chyba do wydłużenia zdania ;p, a opcja druga miała być mało skaładna, bo babcie tak "mówią", co wiem, że w tekstach pisanych nie zdaje testu... liczy się byle jaka ale jednak poprawnośc... Wybacz, tekst zosytawię póki co bez poprawek, abym mógł napawać się swoją omylnością :D

Temat faktycznie wyszedł z rozmowy ze starszą Panią. Cierpiałem na brak weny i bardzo chciałem cokolwiek napisać... czasami brakuje mi pisania, szczególnie gdy siadam i na siłe chce coś napisać, a plącze mi się tylko pustka. Aj usprawiedliwiam się...

Zadręczaj mnie wiecznie :)

WilceeQ` Di.
 15 marca 2014 roku, godz. 17:17

Wszystkie (Panie) Cie głaskają i zachwalają to ja będę na tyle "złą" Wilczycą, że wskażę dwa miejsca jakie zaburzyły moją lekkość (mimo ciężkości tematu) czytania. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że są to błędy - tak więc obierz to jako wyłączność mego osądu.

"Sta­re już bu­ty i przy­duży płaszcz spra­wiały" - Pierwszy przystanek, zastanawiałam się czy zasadnie pojawiło się tu "już" - po prostu gdy przeczytałam to pierwsze dwa razy coś mi nie pasowało. (Jak czytam następnych 5 - już nie wadzi [...]

Marcysia23 Martyna
 1 lutego 2014 roku, godz. 19:19

Widzę nowe opowiadanie i jestem mile zaskoczona :D pozdrawiam gorąco :)

Ta, co lubi marzyć... ?
 18 stycznia 2014 roku, godz. 21:26

Czekałam na Twoje opowiadanie... Jak zwykle wychodzi, że nie jestem na bieżąco, ale tak już bywa... Cieszę się, że w końcu to przeczytałam. Opowiadanie napisane jakby specjalnie dla mnie w momencie, w którym teraz się znajduję.

Jak wielu z nas nosi zbyt ciężkie krzyże? Jak wielu z nas boryka się z problemami otaczającego nas codziennie świata. Niezliczone twarze, mijane na ulicy, próbujące się uśmiechnąc, tak naprawdę kryjące w sobie tą mroczną prawdę. Boimy się komuś o tym powiedzieć... Tak jak ta kobieta. Nie powiedziała nikomu, jak jej ciężko, tylko niosła ten krzyż i niosła by go wieczność, gdyby nie ten "staruszek" stojący pod jej domem. Każdemu życzę takiego staruszka czekającego na niego w każdym momencie życia, wiedzącego, co tak naprawdę jest Tobie potrzebne.

W tym opowiadaniu podoba mi się również połączenie życia codziennego z tą religijnością. Niby tak zwykle, a jednak mało kto jest w stanie takie coś napisać.

Nie zawiodłeś mnie, Albercie. Dziękuję za to.
~ Oliwka

Albert Jarus Albert
 9 stycznia 2014 roku, godz. 23:44

dziękuję Wam za odwiedziny i miłe słowa.
Krzyży nie życzę, ale jak już ktoś jakiś ma, to niech z Nowym Rokiem będzie wyjątkowo lżejszy :)

fyrfle Mirek
 9 stycznia 2014 roku, godz. 16:59

Warto nieśc swój krzyż, ale warto też niosąc go śpiewać, jak czyni to trupa Monthy Pythona w Żywocie Brajana, ale po mojemu błogosławieni ci, którzy rzucają swoje krzyże w cholerę , bo przecież raz na zawsze pewien Gość dał się ukrzyżować, by pozostali już tego nie musieli ni nieść, ni znosić, ni być krzyżowanymi. Opowiadanie jest dobre i dobrze się czyta i zmusza do zastanowienia się nad swoimi krzyżami, że może warto je chociaż na chwile porzucać gdy nadarzy sie okazja do uśmiechu, zabawy, że przysparzającym nam krzyży czasem warto ssię postawić i nawet syna, czy wredną córkę pogonić i zmusic do uczciwego życia, bez nałogów, a pracodawcy powiezieć , że jest na przykład tępym, pozbawionym sumienia wyzyskiwaczem. Krzyżowców i inkwizytorów jest mnóstwo, chcących ułożyć nam nasze myśli, nasz los, dlatego trzniać ich! Dzięki! Super było poczytać! Ament!

PearlSoul25 Joanna
 1 stycznia 2014 roku, godz. 15:04

Na pewno po takim opowiadaniu (który jest snem), trzeba się zatrzymać i pomyśleć, bo ma w sobie ogromny sens i ogromną mądrość, którą należałoby wykorzystać w swoim życiu.

Trzeba pamiętać, że są też krzyże, których my byśmy za żadne siły świata nie dźwignęli.

Poruszasz, Albercie. Uwielbiam Cię czytać.

czarna_owca Iwona
 31 grudnia 2013 roku, godz. 17:26

łatwiej pogodzić się ze swoim krzyżem, zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi...

Dziękuję, tego dziś potrzebowałam :)
Wszystkiego dobrego Albercie :)

Naja Ela
 30 grudnia 2013 roku, godz. 21:44

Przejmujące, piękne opowiadanie. Takie opowiadania powstają z miłości do człowieka Albercie...:-)

Wszystkiego Lepszego w Nowym Roku :-)

krysta krystyna
 30 grudnia 2013 roku, godz. 20:58

Dziękuję ,że napisałeś to opowiadanie ...
Najlepszego w Nowym Roku !

Albert Jarus Albert
 30 grudnia 2013 roku, godz. 20:48

Dorotko, dzięki za "bicza", który strzelił mi wczoraj nad uchem :) skupiłem się i jestem :)

Aniu - bardzo mi miło, że jesteś, czytasz i czuwasz jak Anioł :) również miłego wieczoru

Krystyna - tak miło widzieć Cię u mnie :) dziękuję za ciepłe słowa, bardzo mi miło po ta długiej przerwie.

A teraz muszę się przyznać, że nie jest to moja wena, lecz bardziej historia prawdziwa. Przyszła do mnie, do pracy właśnie taka staruszka i opowiedziała swój sen, bardzo mnie poruszy, dlatego pomyślałem, że warto aby inni też wiedzieli jak to jest z tymi krzyżami. Teraz i mi łatwiej :D
Pozdrawiam ciepło i tylko szczęścia w 2014, takiego prawdziwego... szczęścia w zdrowiu, miłości, rodzinie, przyjaźni... po prostu szczęścia :D

krysta krystyna
 30 grudnia 2013 roku, godz. 19:36

Bardzo, bardzo poruszające serce...
pięknie napisane...
pozdrawiam