17 sierpnia 2019 roku, godz. 22:38 5,4°C

tam, gdzie nad brzegiem ust ułożyłam Twoje imię

https://www.youtube.com/watch?v=KQ2LWI5iOYY

- Dlaczego tam poszłaś?
- Nie wiem. Bezradność uznała, że powinnam. Nie sprzeciwiałam się jej.
- Uległaś, rozumiem, ale była w tym pewna świadomość. Dlaczego więc?
- Zdaje się, że wcześniej chciałam, by wrócił i pozostał... Teraz chciałam odzyskać każde ze słów, które wypowiedział, każde, które przemilczał i którego powiedzieć nie zdążył. Kiedyś wyobrażałam sobie, że kiedy znów przyjadę spotkamy się przez przypadek i...
- To naiwne.
- Jak każde moje marzenie?
- Nie chciałam żebyś tak pomyślała.
- Dzielę się z Tobą najskrytszymi odczuciami, a Ty mnie krytykujesz. Jak mam Ci ufać?
- Mi również blisko do miejsc, w których nad brzegiem ust w ciszy układasz jego imię.
- Zdaje się, że tylko tyle o nim wiem. Gdybym tylko mogła mieć pewność, że wszystko z nim w porządku, że będzie stawać się kimś lepszym, kimś wznioślejszym...
- Nikt nie zrozumiałby Twojej bezinteresowności.
- Wiem. Dlatego nie mam zwyczaju dzielić się nią z ludźmi. Staram się myśleć, że to rozsądniejsze, by przestał ze mną rozmawiać, odpowiedzialne i takie dojrzałe. Ach, gdyby to tylko mogło zależeć ode mnie, nigdy bym na to nie przystała.
- Może jednak mu się znudziłaś?
- Ratuję się każdą myślą, by jak najdalej od siebie odsunąć niepokój o to, że może jednak...
- Za bardzo ufasz zapewnieniom "na zawsze".
- Może faktycznie to mój błąd. Przytłacza mnie łatwość, z jaką przychodzi zapomnienie. Każdy człowiek odchodzi, wypiera, zapomina... Każdy. Każdy tylko nie ja.
- Tylko nie Ty.
- Dlaczego? Dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć "czas stać się odpowiedzialną", "nienawidzę Cię za to, co mi zrobiłeś", "nie ma ludzi niezastąpionych"... albo odreagować, rozgryzając kogoś innego. Przecież są ludzie, do których głębi chciałabym się dobrać. Dlaczego nie mogę sięgnąć po najprostsze rozwiązanie?
- Zależy Ci na nim?
- Bardzo, choć czuję też do niego żal, uczucie odtrącenia, które myślałam, że zawsze było mi bliskie, ale teraz ktoś odrzucił tą mnie, którą naprawdę jestem. Okazał się tylko człowiekiem. Uwierzyłam w głębię, co do której on sam ma wątpliwości.
- Poradzisz sobie.
- Wiem. Odkąd pamiętam zawsze radzę sobie sama. Pomyślałam teraz o tym, jak chciał bym go znienawidziła, zaakceptowała to, że to on mnie skrzywdził.
- Tak czujesz?
- Powinnam tak czuć. Powinnam była w ostatnich momentach uderzyć go i wykrzyczeć, że to tak bardzo nieuczciwe stwarzać w drugiej osobie całe światy, a później bezdusznie pozbawić ją w nich życia...
- Wykrzyczałabyś, że to... nieuczciwe?
- Ach, a on chciał żebym go znienawidziła... Nawet nie wiedziałabym co mu wykrzyczeć.
- Uderzyć też byś go nie uderzyła. Znając Ciebie najgorszym złem byłoby zamknąć wszystko w dumnym uśmiechu i odejść bez słowa, czując się ponad. W pewnym sensie teraz też silisz się na taką postawę. Pokazać, że nie rozumiesz, nic nie wiesz, nie widzisz... Zacięłaś się we własnym uporze odkąd zaczął mówić, że nie masz głębi, duszy, nic więcej ponad przewrażliwienie. Powinnaś zaakceptować fakt, że w tej całej bliskości byliśmy bardzo odlegli. Nie pasowaliście do siebie. Jesteś zbyt delikatna, krucha.
- Masz rację. Te ostatnie krzyki... robiłam to tylko dlatego, bo to był jego sposób na rozmowę. Tylko wtedy, gdy się postawiłam był skłonny pozostać na dłużej. Ja wolałabym usiąść obok, uchwycić jego dłonie, stanowczo spojrzeć w oczy i tym spojrzeniem zapewnić, że może zaufać najbardziej irracjonalnym uczuciom, bo to, co czuje jest tylko jego i jeśli tylko zechce to ja jestem też po to, byśmy mogli przeżyć to wszystko razem. Ułożyłabym jego głowę na kolanach, załagodziła każdy niepokój, który wywołuje wzburzenie, uśmiechałabym się w zrozumieniu, wsłuchiwała, zadawała pytania...
- I taką Ciebie odrzucił.
- Może po prostu nie mógł... Tak staram się myśleć. Nie mógł mieć mnie do końca. To są właśnie te ludzkie ograniczenia. Nie winię go. Szanuję, bo miał odwagę przyznać się do tego. I ten szacunek okazałam kompletnym jego brakiem. Nie chciałam zostawiać mu dróg na powrót, na wypadek gdyby nie uwierzył, że taka jestem...
- A jeśli chciał żebyś tak pomyślała?
- Nie układałam go nigdy w całość, nie dochodziłam po pozostawionych śladach. Kochałam to, że był chwilą, zrywem, zamarzającym ogniem. I... Ty mnie znasz. Wiesz dobrze, że nie wierzę słowom. Nigdy nie było dla mnie ważne to, co widziałam, a to czego te wizje chciały ode mnie i dla mnie. Choćbym pragnęła pozostać tylko w znaczeniu, nie potrafię sprowadzić go do kilku słów i ułożyć się w niezrozumieniu. Jeśli jednak prawdą jest, że uwierzył w moją zwyczajność to taka powinnam dla niego pozostać. Taką mu siebie pozostawiłam, zacierając każdy ślad na powrót. Jego wnikliwość nie sięgnęła mojej głębi, ale nie rozpatruję tego w kategoriach winy. To po prostu się wydarzyło. Nie jestem ani pierwszą, ani ostatnią, ani jedyną.
- Był taki, jak każdy?
- Niegrzecznie jest podsumowywać ludzi.
- Nie potrafisz?
- Nie był jak każdy. Był każdym, ale nigdy kimś innym.

doremi miredo
 18 sierpnia 2019 roku, godz. 16:12

To dobry pomysł żeby w dialogi wplątać historie. Ja najlepiej się czuję pisząc szczelnie, a cele ujawniam tylko fasadowe. Taki styl... Wiem, że niektórym to się nie podoba, może nudzić brak akcji, ale czasem sięgam po taką formę żeby jedynie delikatnie poszerzyć świadomość czytelnika.

Dziękuję za Twoje wrażenia i podpowiedzi. A już w ogóle pod tym tekstem szczególnie miło było mi Cię gościć...

Jacob_Filth Jot
 18 sierpnia 2019 roku, godz. 10:13

Jednostronne się wydaję, gdzieś w połowie zacząłem się nudzić i tylko pedziłem do końca czekając na puentę, ale takz trochę jak z romansideł, chociaż przez dialogi i lekką teatralność to, jakby zaciekawić opowieścią czytelnika, może dałby się wciągnąć,

Oczywiście IMHO