19 stycznia 2021 roku, godz. 20:26

/***/

Dla osoby nieśmiałej lub by pewniej powiedzieć - pozbawionej pewności siebie, z zaburzeniem w sferze poczucia własnej wartości, która nosi ze sobą bardzo widoczne ślady kompleksów, a lepiej je nazwać - ich znamiona nakreślone ostrym paznokciem na wewnętrznej skórze, na cienkiej powłoce, która teraz jest bardziej pełnym blizn płótnem walki o przetrwanie.

Poświęcić ciało bólowi w trakcie pisania zdaje się nierozerwalnym wejściem w przeżycie. Skurcz żołądka w trakcie pisania, migotanie serca, potliwość, mokre ręce, pozbawione komfortu uczucie potu pod pachami, mokre jajka, wilgotny odbyt, wszystko wskazuje na nerwowość, na lęk i strach, na pozbawione poczucia bezpieczeństwa zezwierzęcenie.

Ten fizyczny stan emocjonalny ukrył głęboko w swym łonie tajemnice tego świata i wielkości. Ta rosnąca z ciała pewność, niby korona drzewa, rozpościera liście nad głową dostępującego tej wiedzy, poczucia, stanu, świadomości. Ta mistyczna pewność siebie, która wolna jest od agresji, od poczucia siły i wyższości, ta lekka, która potrafi unieść, zrobić to po prostu, bez zbędnego komentarza, bez zbędnego, osobowego przeświadczenia toruje drogę ku lepszej jakości życia.

Wracając jednak do Blogera, jego nerwowości, do podmiotu tutejszej rozkminy, która upatruje przemiany a raczej zrzucenia zabliźnionej skóry, jak czynią to węże i wzbicia się spomiędzy chłodnego i ożywczego strumienia samouświadomienia, można rzecz, że teraźniejsze cierpienie jest mierzeniem się z traumą minionej walki, a jednak dalej jest to konfrontacja, ale bardziej z duchami niż ciałem, bardziej z głosem w bani, który imituje głos nosiciela. Bo pasożyt wplata się pomiędzy myśli, wyciąga do nich macki pozwoli zajmuje całą przestrzeń mózgu a następnie mózg ten zostaje wypełnionymi jednomyślnym werdyktem na temat przegranego życia, braku możliwości zmiany, całkowitym zatraceniu w stanie porażki. A walka przestaje być walką i staje się kłamstwem. A skoro jest kłamstwem, to nie ma sensu i nic nie ulegnie zmianie.

Przy takich myślach trudno hodować wiarę, trudno mieć nadzieję, może nawet lepiej je porzucić, podobnie jak warto porzucić chęć przetrwania. Przywiązanie do życia jest tylko ciężarem, który ogranicza przestrzeń, ogranicza ruchy, krępuje, wprowadza niepewny krok, nerwowość, jak lęk przed fizycznym bólem powoduje agresję, potrzebę ataku albo ucieczki, tak, jak krzywda powoduje strach i niezrozumienie.

I z tej racji walczę w imię kłamstwa. Walczę za kłamstwo, które stworzyłem i przegrywam tą walkę każdorazowo. Za każde spojrzenie w lustrze płacę poczuciem porażki, niechęci, wrażeniem tego, że jestem paskudny, a na twarzy mojej rysują się zmartwienia, załamanie, ból, słabość, niepewność. Nie mogę znieść tego widoku w lustrze. Biorę się do ćwiczeń, robię, co mogę, zmienia się nie wiele, bo niewiele mogę.

.
.
.
.
.
https://www.youtube.com/watch?v=lz4Mtkt3hBs&list=RDlz4Mtkt3hBs&start_radio=1

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa sekta poetycka, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.