1 lutego 2017 roku, godz. 19:55 6,3°C

Uduszona

Czy czujesz ten wszechobecny mróz? Cieniutkie szpileczki zimna wbijajace się w twoje dłonie i policzki? Ten chłodny wiatr, który porusza kosmyki twoich włosów? Dookoła jest tak cicho... Stoisz sam w środku tak gęstej mgły, że ledwo widzisz czubki swoich czarnych butów. Otwierasz buzię, aby złapać oddech, ale krztusisz się mroźnym powietrzem. Czujesz, że coś jest nie tak. Chcesz złapać się za szyję, ale napotykasz na coś twardego wokół niej. To coś, to samotność.
Budzę się gwałtownym wdechem. Oddycham głęboko, próbując uspokoić rozszalałe serce. Przyciskam do niego dłoń, która jest zimna i blada. Rozglądam się. To tylko sen, mówię sobie. Spoglądam w okno. Pada śnieg. Nasłuchuję. Woda kapie z kranu. Odwracam się twarzą do ściany, nakrywam się kołdrą. Patrzę przez chwilę, czy w pokoju nie ma jakiejś zbłąkanej duszy. Pusto. Nakrywam głowę kołdrą i próbuję znowu zasnąć. Liczę wydechy. Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... Pięć...
Czuję wszechobecny mróz. Cieniutkie szpileczki zimna wbijają się w moje dłonie i policzki. Chłodny wiatr delikatnie porusza moje włosy. Stoję we mgle. Biorę oddech, ale ksztuszę się, a gdy łapię za szyję, czuję wokół niej twardą samotność.
Budzę się o 7:15. Ubieram się, maluję, jem śniadanie złożone z twardej bułki i dziwnie wyglądającej mielonki. Wychodzę do szkoły. Siedzę tam długich osiem godzin złożonych z klepania tematów i dziwnie wyglądających uśmiechów. Uśmiecham się i ja, choć najchętniej uciekłabym daleko, daleko, daleko stąd.
Wracam. Idę spać.
Czuję wszechobecny mróz. Cieniutkie szpileczki zimna wbijają się w moje dłonie i policzki...
Budzę się, cicho płacząc. Udaję, że śpię. Że jest mi dobrze, że wcale nie jestem smutna, że to tylko sen.
Po godzinie budzi się moja współlokatorka. Uczymy się razem, żartujemy, odrabiamy lekcje, słuchamy muzyki.
Chciałabym wtedy krzyczeć. Że jest mi źle, że nienawidzę swojego życia.
Chciałabym krzyczeć, żeby ktoś w końcu zauważył mój ból.
Po nauce idę wziąć kąpiel. Nalewam całą wannę gorącej wody, z nadzieją, że to gorąco przegoni chłód z mojej głowy.
Leżę w tej gorącej wodzie, rozmyślając o Teletubisiach, Tabaludze, o dzieciństwie, o domie, o domie, o domie... Na myśl o rodzicach wpadam w płacz tak głęboki, że aż mną trzęsie, woda trzęsie się ze mną, wylewa się na podłogę. Staram się być cicho, żeby wspolokatorka nie usłyszała mojego szlochu. Odkręcam wodę, wyjmuję korek z wanny i nurkuję. Wypuszczam bąbelki z ust, staram się wytrzymać jak najdłużej. Gdy wyjmuję głowę na powierzchnię, już nie płaczę. Piszę do przyjaciół, skarżę się na swoje życie, na bursę, na samotność. Pragnę wrócić do domu, do ciepła, do radości. Ale pisałam im to już chyba zbyt wiele razy, bo nie mają mi nic pokrzepiającego do powiedzenia.
Nurkuję.
Jeszcze raz.
I jeszcze raz.
I kładę się znowu spać.
Czuję wszechobecny mróz. Cieniutkie szpileczki zimna wbijają się w moje dłonie i policzki. Chłodny wiatr delikatnie porusza moje włosy. Stoję we mgle. Biorę oddech, ale ksztuszę się, a gdy łapię za szyję, czuję wokół niej twardą samotność. Samotność ściska mnie coraz mocniej, moja twarz czerwienieje, nie mogę oddychać. Samotność zgniata mi kark, słyszę głośne "pyk", a potem już nic.

sernik Ola
 1 lutego 2017 roku, godz. 21:13

Dziękuję :)

Smurf007 Tomek
 1 lutego 2017 roku, godz. 20:27

ładnie rysujesz ;)