7 listopada 2015 roku, godz. 15:08 6,3°C

Siła przyjaźni

Cztery ściany niejednokrotnie były jej azylem lub więzieniem. Skrywała się w kącie własnych myśli, nie odzywając się i nie reagując na jakiekolwiek sugestie. Żyła, ale tak jakby była martwa. Oddychała, ale jej serce jakby nie biło w jej duszy. Wszystko, co działo się w jej głowie było zapuszkowane. Nikt nie miał wglądu w jej duszę, oprócz niej. Jedynej osoby na świecie, której owa krucha istotka postanowiła zaufać i wcale nie wyszła na tym źle. Gdy budziła się z krzykiem, Marta już obok niej była.
Były tylko przyjaciółkami. A może aż przyjaciółkami; osobami, które poznały się w całkiem zwyczajnych okolicznościach, bo w szkolnej ławce za czasów liceum. Zarówno ona w tym czasie nie trzymała się zbyt dobrze, a choroba postępowała codziennie o krok do przodu, zarówno Marta nie była w najlepszym momencie swojego życia. Obydwie się zmagały z duchami przeszłości i przyszłością, która była przerażająca i nieznana. Jedna z nich była bardziej poważna i odpowiedzialna, druga żyła z dnia na dzień i nie przejmowała się niczym; problemy były jej dewizą. Gdyby na to spojrzeć z boku, nie pasowały do siebie kompletnie. Dwa zupełnie inne charaktery, jedna większa od drugiej wzrostowo, ruda i szatynka. Obydwie pochodzące z różnych części miasta, prowadzące się w zupełnie innych towarzystwach, a spotykające się tylko w szkole. Czy ktoś by pomyślał, że złączy je nierozerwalna więź?
- Spokojnie… Już wszystko w porządku. Jesteś bezpieczna. – Szeptała Marta, siedząc obok Joanny, która dyszała ciężko rozglądając się z niepokojem po pokoju. Kolejny koszmar będący spadkiem po tamtej nocy. Kolejna ciężka noc, która zapowiadała kolejną ciężką noc. Wszystko, co niegdyś wydawało się takie proste, teraz już proste nie było.
- Oni… Boże, oni nie żyją… Nie mam nikogo, rozumiesz? Jestem sama… Marta! Oni nie żyją…
Cichy szloch niczym z horroru rozległ się po całym pomieszczeniu. Kobieta przytuliła Joannę, nie wiedząc, co ma poradzić. To prawda, narzeczony Joanny jechał wraz z rodzicami do babci, do Warszawy, w dzień kiedy ona pracowała. Zginęli w wypadku samochodowym. Samochód dachował, i może byłoby jeszcze wszystko dobrze, gdyby nie wjechał w niego samochód ciężarowy. Kobieta straciła miłość swojego życia i teściów. Jedynych ludzi, których kochała najmocniej na świecie i których uważała za swoją prawdziwą rodzinę. Mężczyznę, z którym miała mieć dziecko i z którym planowała wybudować dom. Czy los był naprawdę tak okrutny, że dobrych ludzi obdarzał złymi wydarzeniami? Kolejny szloch, tym razem mocniejszy, rozległ się po pomieszczeniu. Ich sypialni. Joanna nie radziła sobie psychicznie z ową sytuacją, nie wychodziła z sypialni, nie schodziła do kuchni, nie jadła, nie piła. Wykorzystywała co rusz jedynie nowe opakowanie chusteczek i ciągle płakała. Najzabawniejsze jest w życiu to, że rzeczy, których boisz się najbardziej, najczęściej się zdarzają.
- Wiem, Kochanie… Ale wszystko będzie dobrze. Damy sobie radę. Zobaczysz. Pomogę Ci. Będę z Tobą, we dwie damy radę. Jak zawsze.
Puste słowa, wyrzucane z ust Marty, miały załagodzić sytuację. Zamiast tego, stało się odwrotnie. Joannie przypomniało się, jak to niegdyś ukochany mówił do niej, że we dwoje dadzą sobie radę ze wszystkim, że nigdy jej nie zostawi, że choćby miało im brakować pieniędzy będą razem. Płacz się nasilił, wtuliła się w ramiona przyjaciółki i płakała, nie mogąc się opanować. Strata bolała najbardziej. Świadomość, że nigdy nie ujrzymy drugiej osoby, była straszna. Jak wrócić do normalnego trybu życia, gdy depresja zżera nas od środka, a my nie mamy siły wstać? Pokręciła głową, śmiejąc się i płacząc jednocześnie.
- Mam nadzieje, że to pieprzony żart… Że obudzę się jutro rano i nie będę sama w tym pieprzonym domu. Że zobaczę mamę chodzącą po kuchni i robiącą śniadanie, tatę coś majsterkującego i Adama z zakupami, świeżym chlebem.
Mruczała pod nosem, płacząc i śmiejąc się w ramię przyjaciółki, nie wiedząc zupełnie co jest gorsze. Czy to, że się śmieje, czy to, że płaczę. Czy w ogóle powinna pozwalać, aby ktokolwiek widział ją w takowym stanie? Marta mogła, jej ufała i temu pozwoliła jej zamieszkać ze sobą chwilowo, aby pomogła jej stanąć na nogi. Po pogrzebie kompletnie się załamała, a od pogrzebu minął już miesiąc. Nie chodziła do pracy, nie wychodziła na spacery, odizolowała się. Czasami odpowiadała na zadawane pytania, jednakowoż najchętniejsza do rozmowy była w nocy, gdy budziła się z krzykiem z conocnych koszmarów. Tak, jak dziś.
Westchnięcie Marty oznaczało rozmowę, gotowość do kolejnych ciosów. Nagle po całej sypialni rozpaliło się światło, kobieta je włączyła, aby wstać i spojrzeć na przyjaciółkę.
- W ten sposób nie wygramy tej walki… Joanno, jesteś w ciąży. Czy tego chcesz, czy nie jest to dziecko Adama. Aby dać sobie radę, musimy zacząć działać. Ja wiem, że życie młodej, samotnej matki jest koszmarem, ale spójrz na to inaczej. Ty masz dla kogo walczyć, rozumiesz? Będziesz miała syna, który będzie podobny do Adama, o którego będzie trzeba zadbać. I nie będziesz do końca sama, bo we wszystkim Ci pomogę. Nauczymy się, jak codziennie schodzić na dół do kuchni i robić samemu śniadanie. Nauczę Cię pić kawę, choć teraz niekoniecznie Ci na to wolno. Nauczę Cię ponownie gotować, lecz tym razem tylko dla Ciebie. Nauczymy się wychodzić do ludzi, załatwiać sprawy w urzędzie i w pracy. Nauczymy się chodzić do lekarza co miesiąc, na spacery i na zakupy. Pomogę Ci we wszystkim, nawet później w zmienianiu pieluch, w karmieniu, w bawieniu i chodzeniu na zastrzyki. Będę matką chrzestną w końcu, to zobowiązuje. I jestem Twoją najlepszą przyjaciółką, która nie zostawi Cię w potrzebie. Nie pozwolimy, aby depresja zabrała mi Ciebie całkowicie. Tak samo, jak Ty niegdyś nie pozwoliłaś wrócić mi do anoreksji. Kocham Cię, bardzo mocno, najmocniej na świecie i tak samo, jak Ty jesteś mi bliska, ja jestem Tobie. We dwie damy radę.
- Martuś… A jak Ty też odejdziesz?
- Ja się nigdzie nie wybieram.

2 lata później
Świat był piękny, gdy przybierał najróżniejsze kolory tęczy. Wiosną było zielono, słonecznie. W lato było gorąco i kolorowo, poznawało się najcudowniejsze smaki świata. Jesienią było żółto i brązowo, lecz słonecznie. Zima zaś przechodziła całą siebie gdy pokrywała wszystko na biało. Mój syn uwielbiał oglądać to wszystko z okna, jak jego ojciec. Uwielbiał też mówić tata i słuchać opowieści o ojcu, który był całym jej światem. Uwielbiał też dodawać matce sił i jednocześnie dawać w kość.
Joanna przetrwała okres załamania. Poradziła sobie z depresją, ciążą i samotnością. Wiecie jak? Nie była do końca sama. Miała przyjaciółkę.
Czasami wiele nie potrzeba, aby wyjść z dołka. Wystarczy pomocna dłoń.

M44G Marjan
 7 listopada 2015 roku, godz. 16:48

Wzruszająca historia, z dobrym zakończeniem.