1 kwietnia 2021 roku, godz. 13:02

- Słowa, które powinny mieć obrys na chodniku - (fragment)

Człowiek to złożone stworzenie, które mimo wszystko woli prostotę. A ta wymaga podejmowania odpowiednich decyzji, również takich, które dotyczą własnego bycia, tego, kim się jest, jakie czyny podejmuje, jakim emocjom nie pozwala się mieć wstępu do głowy, a które trzyma blisko siebie, jak oręż. Rozmyślałem nad tym długie lata, chociaż poszczególne rozmyślania trwały krótkie chwile, stanowiły ledwo uchwytne przebłyski, by następnie pozostawić mnie w poczuciu utraty, którą próbowałem rekompensować wspomnieniem cichego wrażenia, na próżno. Mogło się równie dobrze okazać, iż była to kwestia wyłącznie braku skupienia, ciągłej gonitwy myśli, rozkojarzenia, rozdrażnienia, rozczulenia nad samym sobą, kwestia, w której nie wybierałem rozsądku. Długo zastanawiałem się, dalej zastanawiam, co znaczy postępować w zgodzie z sobą. I stwierdzam, iż jedyna zgodność, która jest czymś realnym, to satysfakcja. Nie ma nic innego jak ludzki hedonizm, który objawia się w następstwie czynów.

Nie chodzi jednak o zadowolenie. Krótkotrwały stan emocjonalny, po których następuje ciąg innych, często negatywnych, które można określić rozczarowaniem, wyrzutami, pretensjami, agresją do samego siebie. Krótkotrwały hedonizm jest tak na prawdę gwałtem. A długotrwałe zadowolenie jest wyłącznie pustką.

Nie można uniknąć wyrzutów sumienia, jeśli ktoś posiada do nich skłonności. Nie można też liczyć w gruncie rzeczy na zadowolenie, które przetrwa falę pustki. Nie można na nic liczyć. Ciągle mnie to zastanawia, metafizyczna natura człowieka, wiedza na temat tego, kim jestem, samoświadomość. Jeśli jestem w stanie nie istnieć, to tak na prawdę definiuje moje istnienie. Dla mnie filozofia stała się ucieczką. Rozważania, tak, rozstrzygania, roztrząsanie w każdy, możliwy sposób, bez własnych emocji, okazało się być azylem oraz więzieniem. Teraz pamiętam wyłącznie gorycz rozczarowania.

Żyć w zgodzie z sobą, to pogodzić się z własną naturą. To, niejednokrotnie, nie przychodzi łatwo. W szczególności w kontekście własnych skłonności. Miewam porywy serca, czyste, szlachetne, bezinteresowne. Posiadam w sobie empatię, a nawet współczucie. Czym są one, jeśli nie narzędziem? Człowiek, który ma możliwość wyboru pomiędzy empatią a pogardą, przez lęk i słabości wybierze empatię, przez samoocenę, którą sobie narzuci, określi własne ja mianem czegoś złego. Jednak, jeśli ktoś ma wybór i go dokonuje, zamiast ulegać sentymentom, tak na prawdę nie posiada empatii. Nie potrafiłem znaleźć słowa lub tak właśnie brzmi: empatia. Empatia nie oznacza jednak niesienia pomocy, nie oznacza współczucia, ani troski. Nie oznacza tym bardziej litości. Empatia oznacza tylko i wyłącznie rozumienie. Pozwala dostrzegać akcję i jej konsekwencje. Potrafi dostrzegać wpływ oraz jego efekt. Empatia to wyłącznie zrozumienie.

A jak może zrozumienie wykorzystać ktoś mojego pokroju? Gdy jest mi smutno, tak po prostu, wychodzę w nocy na balkon, mieszkam na dwunastym piętrze. Wypijam te kilka łyków szkockiej, odpalam papierosa, a potem wspinam się na barierkę balustrady. Zawsze w jajach czuję to mrowienie, łaskotanie, ten lęk, który nie jest lękiem, ten lęk, który pociąga, podnieca, ożywia. Ten lęk, który nie jest lękiem. Głęboko, w tym lęku, w obawie, w tym strachu przed upadkiem, głęboko tam jest ukryta istota fizycznego życia - tak na prawdę nie ma głębokiego lęku, a jest tylko powierzchowna interpretacja zdarzeń. Bo w tym łaskotaniu, którego bodźcem jest gniew, a efektem podniecie, kryje się prawda o tym, że żyję, a to poczucie jest czystym popędem.

kuloodporna kamizelka...kulokropkowa
 2 kwietnia 2021 roku, godz. 00:12

Hmmm.....myślałam, że tym razem bardziej poznam bohaterkę, która była w zeszłym fragmencie.......;) tu coś chciałam napisać, ale swoje spostrzeżenia zachowam dla siebie......:)