7 marca 2010 roku, godz. 12:21 1,8°C

ucieczka w nieznane

część 5 (ostatnia)

Świat niczym globalny syf, którego nie da się wycisnąć. Na którego, żadne kremy nie mają celnej amunicji. To tu znajduje się zbiorowisko ludzi, którzy wsiadają do metra, przemieszczając się z punktu A do punktu B. To tu człowiek zabija człowieka. To tu niewinna krew nienarodzonych dzieci przelewa się przez ręce wyrodnych matek. To tu zamiast oczu błyskają monety. To tu pudło podłączone do sieci zastępuje przyjaciół. To tu...
Ale ten świat, został za drzwiami. Bo czasem wystarczy krok, by przejść prze próg. Dosięgnąć ręką wielkiej wartości, jaką jest miłość. Czymże byłby świat bez niej?
Andrzej nie spodziewał się takiej reakcji żony na swój powrót. Łzy szczęścia, który spływały po jej twarzy spijał pocałunkami. Zostawił walizki w przedpokoju i wziął Anię na ręce, przenosząc przez próg sypialni. Jak na początku ich małżeństwa. W końcu dziś zaczynali od nowa. Dostali drugą szansę, czy będą potrafili ją wykorzystać?
***
Minęło kilka tygodni. Śnieg stopniał. Życie budziło się z zimowego snu. Wiosna pukała w okiennice. Rześki, wiosenny wiatr pohukiwał, poruszając gałęzie zieleniących się drzew. Ania wpadła na pomysł, zrobienia niespodzianki mężowi. Była sobota. Andrzej miał dzień wolny. Anka nie budząc męża, wczesnym rankiem wyszła na zakupy do pobliskiego sklepu. Kupiła świeże pieczywo, owoce, warzywa, plastikowe kubki, serwetki, wino. W domu zrobiła śniadanie. Zaparzyła kawę. Jej aromat przywołał Andrzeja do kuchni. Zaskoczony widokiem uczty, jaka czekała go na stole, zastanawiał się dłuższą chwilę czy nie zapomniał o jakiejś rocznicy...
- Zapomniałem o czymś? - zapytał, bacznie obserwując swoją żonę, ubraną w szare jeansy rurki, przylegające do jej ciała i zielony top, opięty na biuście, podkreślający jej kocie oczy.
- Nie - odpowiedziała, śmiejąc się do niego. - Po prostu zrobiłam śniadanie. Siadaj, proszę - powiedziała, podając mu filiżankę kawy.
- Wpadłam na pomysł, nie wiem czy Ci się spodoba, co byś powiedział na piknik? - Andrzej znów został zaskoczony.
Śniadanie? Piknik? Co jeszcze dziś go spotka?
- Masz inne plany? - zapytała znienacka Ania.
- Nie. Nie. Po prostu mnie tym zaskoczyłaś. Czy aby na pewno o czymś nie zapomniałem? - uśmiechnął się promiennie do Ani.
W tym uśmiechu zobaczyła dawnego Andrzeja. Tego, w którym się zakochała.
***
Ania nie pozwoliła sobie pomóc. Sama przygotowała przysmaki na podróż. Sama piekła szarlotkę. Sama wszystko spakowała. Andrzej mimo dobrych chęci, za każdym razem, gdy chciał coś zrobić został wyrzucany: to z kuchni, przy pieczeniu ciasta, to z przedpokoju, gdzie Anka szukała koszyka i kocy. Andrzeja zaczęła bawić ta sytuacja. Czuł się właściwie niepotrzebny, więc ostentacyjnie włączył sobie telewizor oglądając jakiś durny serial.
- Gotowe - zakomunikowała Ania o 14:14. - Możemy ruszać.
-Dokąd? - spytał Andrzej, lecz jego żona, ani myślała powiedzieć mu cokolwiek.
***
Na miejscu byli dokładnie o godzinie 15:04. To Anna prowadziła samochód. I chociaż Andrzejowi wydawało się, że doskonale zna okolice, w której mieszka, na tej polanie był po raz pierwszy. Zewsząd otaczał ich las. Gdzieś z oddali słychać było płynący potok. Niebywale urokliwe miejsce na piknik.
- Skąd Anna go znała? - zastanawiał się Andrzej. - Czego jeszcze nie wiem o swojej żonie? - pytał siebie.
Czas na łące, wśród zielonej trawy płynął jakby wolniej niż zwykle. Nikt donikąd się nie śpieszył. Być może ilość wypitego wina, a może to miejsce działało na dwojga małżonków. Andrzej zerwał stokrotkę z łąki. Zaczął przesuwać nią po ciele Anny. Wywołując śmiech swojej żony.
- Mógłbyś mi zrobić masaż? - spytała Ania.
- Mógłbym - odpowiedział Andrzej, pomagając ściągnąć Ani bluzkę.
Ania położyła się na brzuchu wpatrując się zamglonymi oczami gdzieś w oddal. Andrzej zwinnie, palcami, a potem całymi dłońmi zaczął masować jej nagie plecy. Od szyi pod włosami, po ramiona. Okrążył palcami łopatki, przesuwał dłoń po kręgosłupie z góry na dół, do góry. Kreślił palcami niezrozumiałe znaki. Robiąc koła i pół kola, zygzaki, i linie proste. Później musnął ustami delikatnie jej szyję. Przejechał językiem linię kręgosłupa. Dreszcz przebiegł przez ciało Anny. Serce zaczęło bić jak oszalałe.
I jakby na zawołanie, jak to często zdarza się w filmach w najciekawszych momentach, dzwoni komórka Andrzeja, która leżała rzucona gdzieś na dnie koszyka.

twoje plecy polaną nową wiosną pachnąca
ustawiam na nich ślady pocałunków
znowu niewinnych
nakarm mnie swoim ciałem
i niech słońce zgaśnie
by świt przyłapał nas na gorącym uczynku

Andrzej oczywiście nie wziął do ręki tego ryczącego oczekiwaniem bydlaka. Nie obchodziło go, kto i co chciał mu powiedzieć. Teraz liczyła się tylko Anna. Powoli wtapiali się w wiosenny cykl rodzenia się nowego życia. W śpiew ptaków wabiących partnerów i rechot żab w leśnych mokradłach, czekających na to, by złożyć skrzek. W odgłosy walki leśnych kozłów walczących o względy samiczek i pisk zająca po skończonym zbliżeniu. Dokładali do tej wiosennej symfonii lasu swoje westchnienia i głośne jęki, towarzyszące licznym orgazmom.
Już było ciemno, gdy Anka naga niczym leśna nimfa, nalewała do szklanek gorącą herbatę z termosu, a ta od razu stygła, uwalniając przy tym jasne, pełzające w ciepłym powietrzu wężyki. Poruszały się zdawać, by się mogło w ściśle zaplanowanym szyku, jeden za drugim, splatając się z wężykami, idącymi z drugiego szkła, wydzielając przy tym drażniący zapach czekania.
- Aniu, czy teraz wyszłabyś za mnie?
- A czy ty byś teraz poprosił mnie o rękę? - Andrzej nagi uklęknął przed siedzącą równie nagą Anką.
- Aniu, czy chcesz być ze mną już zawsze? - chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
- Pewnie, że chcę. Bo wiesz... Dla mnie istniejesz tylko ty. - Anka na chwilę zamilkła, po czym wstając dodała: - Na razie liczysz się tylko ty.
- Na razie? A co będzie później? - zaniepokoił się Andrzej.
Zbliżyła się do niego przysuwając swój brzuch do jego twarzy.
- Nie biorę od jakiegoś czasu tabletek, a dziś był ten najlepszy dzień i być może pojawi się niedługo ktoś, kto będzie się też bardzo dla mnie liczył.
Wtulił swoją twarz w dygoczący kochany brzuch. I choć wydaje się to bezsensowne, ale wydawało mu się, że już słyszy głos budzącego się w nim życia. A może to tylko był odgłos rozszalałej nagle wiosny? Wracali rankiem do swojego domu, na nowo zakochani, zamyśleni, wioząc w bagażniku wiarę w swoją dobrą przyszłość.

A z ich szklanek nadal dobywa się zapach czekania na to, co nastąpi za dziewięć miesięcy.

_______________________
W tym miejscu pozwolę sobie podziękować współautorowi tego opowiadania za niesamowitą frajdę, jaką sprawił mi przy tworzeniu tego "dzieciaka", za poświęcony czas, genialne pomysły i wspólne wykonanie.
Dziękuję Dionizy...

"Ucieczka w nieznane"
napisana: grudzień 2009
edytowana: marzec 2010
autorstwo: eyesOFsoul i Dionizy

majowywiatr.
 4 września 2010 roku, godz. 12:39

Zwariowałam? Zwariowałam.

(już nie myślę na stołeczku z policzkiem w dłoni).

Wylatuję w kosmos, dziękuję.

eyesOFsoul Kaś(ka)
 10 czerwca 2010 roku, godz. 23:12

Bo czytelnika trza zaskakiwać... :)

IBELLA KAJA
 7 czerwca 2010 roku, godz. 22:32

Muszę przyznać, że mi się spodobało...Nie spodziewałam się niektórych rozwiązań i porównań.

eyesOFsoul Kaś(ka)
 11 marca 2010 roku, godz. 22:47

Taaa...
Za rok, może dwa... Schodami na strych ;)

Friend Martyna
 11 marca 2010 roku, godz. 16:05

I skromna w dodatku... (pozwolę sobie na Ty ;P)
Jeżeli wydasz książkę kiedyś to ja ją na pewno kupię ;)

eyesOFsoul Kaś(ka)
 10 marca 2010 roku, godz. 22:59

hahaha :D
Talent :D hahaha :D

Friend Martyna
 10 marca 2010 roku, godz. 17:57

I bardzo dobrze, bo talent też ;)

eyesOFsoul Kaś(ka)
 10 marca 2010 roku, godz. 13:58

Może, może...
Takie są plany.
Albo marzenia.

Friend Martyna
 9 marca 2010 roku, godz. 16:00

eyesOFsoul muszę ci powiedzieć, że porywa mnie sposób w jaki piszesz...
Czy jest szansa, że doczekamy się kiedyś Twojej książki? ;)