20 czerwca 2010 roku, godz. 00:52 8,2°C 1

Wieczór z Erykiem

Część 10.
Czułam się jakbym w czymś pływała, a dokładniej głosach świata wokół mnie. Pielęgniarka plaskała klapkami, później szeleściła kroplówką. Skórzana torebka mojej mamy skrzypiała przeraźliwie. Pluskała kawa w kubku taty. Po jakichś trzech dniach zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Do mojej salki wtargnęła grupka dziewczyn. Nie byle jakich. Po głosach poznałam Olkę, Izę i Weronikę. Bardzo je lubiłam, ale teraz ich obecność w ogóle nie poprawiała mi humoru i mojej sytuacji. Paplały coś bez ładu i składu. Słyszałam ich łamiące się głosy. Aż tak strasznie wyglądałam? Wezbrało się we mnie jakieś dziwne uczucie. Może wdzięczność za to, że tu przyszły. W poczuciu, że naprawdę jestem kochana i obdarzana miłością, zapadłam w letarg.
W pewnym momencie straciłam rachubę czasu. Wiedziałam, że na ciele jest ze mną coraz lepiej. Poza tym nie czułam w ogóle bólu, więc i tak było mi to obojętne. Rodzice przychodzili codziennie przynajmniej na godzinę. Zabierali książki i mi je czytali. Byłam im za to bardzo wdzięczna, bo nuda już mnie przerażała. Mama wybrała „Dumę i uprzedzenie”. Żałowałam, że nie widzę tych zmaltretowanych kartek usianych drobnym druczkiem, że nie mogę poczuć ich faktury pod opuszkami palców. Kuba nie był ciągle ze mną. Siadał na brzegu mojego łóżka tylko wtedy, kiedy nikogo nie było w pobliżu. Żyłam tymi spotkaniami, nie mogłam się ich doczekać. Kiedy był przy mnie, nie bałam się niczego. Mój rycerz i opiekun. Od czasu do czasu śpiewał coś dla mnie z Upiora, ale bardzo rzadko. Domyślałam się, że po prostu bał się, że Salowa go wygoni.
To się stało chyba szóstego dnia mojej śpiączki, a może siódmego. Powolutku wracały do mnie zmysły. Był wtedy przy mnie. Obok myśli i słuchu kolejno pojawiały się czucia w różnych częściach ciała. Jakaś aparatura zapiszczała przeraźliwie. Wydała podobny dźwięk do tego, który pojawia się w filmach, kiedy pacjent umiera. Najpierw jest takie tut, tut, tut, a później już tylko tuuuuuuuuuuuuuuut i pacjent nie żyje. Kuba szybko zerwał się z łóżka, aż zgrzytnęły w nim sprężyny.
-Siostro!- usłyszałam jego krzyk dziwnie zniekształcony przez emocje. Moje powieki zaczęły trzepotać, a przed oczami stanęły mi białe i czarne plamy. Otworzyłam je szeroko i się rozejrzałam. Stał tam i patrzył na mnie zamglonym przez łzy wzrokiem. Miał pogniecioną koszulkę i potargane włosy. Wokół mnie latały jak natrętne muchy pielęgniarki i coś tam trajkotały. Miałam ochotę je wszystkie wyrzucić. Musiałam mu powiedzieć tyle ważnych rzeczy, a one nie dawały mi spokoju robiąc jakieś badania, sprawdzając odruchy.
Wreszcie wyszły zostawiając nas samych. Popatrzył na mnie, a później na drzwi pytając w niemym geście, czy ma wyjść. Pokręciłam energicznie głową i opadłam na poduszki, bo wszystko nagle zawirowało. Musiałam wyglądać strasznie blado, bo podszedł do mnie bardzo szybko i ujął za dłoń siadając obok. Uśmiechnęłam się. Przy nim byłam szczęśliwa i bezpieczna.
-Wszystko słyszałam…- szepnęłam nie wiedząc jak zacząć. Popatrzył na mnie, jakby nie rozumiał, o co mi chodzi.- Byłam w śpiączce?- skinął głową.- Wtedy, kiedy przychodziłeś mówiłeś, że mnie kochasz…
-Tak, tak mówiłem, ale byłem pewny, ze nic nie słyszysz. Jak chcesz, to mogę zniknąć z Twojego życia.- odwrócił się zmieszany. Przez jego twarz przebijały wszystkie emocje i uczucia. Miłość, radość, strach.
-Nie!- odpowiedziałam stanowczo. Przyjrzał mi się niepewny, czy ma uwierzyć.- Przepraszam Cię za to, co się stało podczas naszego ostatniego spotkania. Nie byłam sobą.
-O nic się nie obwiniaj. Mogłem wszystko załatwić inaczej.- mruknął prze ściśnięte gardło.
-Ale Twój głos wlał w moją duszę nowy, słodki dźwięk. W mojej głowie grała muzyka, a ja uniosłam się do gwiazd.- szepnęłam i przysunęłam się do niego bliżej. Bolała mnie każda komórka mojego ciała, ale wiedziałam, że to ostatnia szansa na szczęśliwe zakończenie „Upiora w operze”. Tylko tu i teraz mógł wyśpiewać swoją miłość do końca. To, co zostało mu przerwane podczas Don Juana Triumfującego miało szansę odżyć i nabrać nowego sensu. Kochałam go bezgranicznie i niby czemu nie miałabym tego pokazywać. Już nie targały mną sprzeczne uczucia. Odczuwałam spokój i harmonię. Oparłam się wygodniej o ścianę, a on patrzył z wyczekiwaniem. Otworzyłam usta i się zawahałam, jednak szybko złamałam opory. Wyśpiewałam ostatnią, samodzielną partię Aminty przesiąkniętą pasją i oczekiwanie. Zrozumiał, o co mi chodzi. Muzyka do nas przyszła i teraz nas połączyła niewidzialnym związkiem. Połączyliśmy nasze głosy, które drżały teraz od emocji. Stanowiliśmy jedność.
-Na Twój znak na świata pójdę kres. Christine, o tyle proszę Cię!- zakończył to, co musiał, aby się dokonało. Teraz już wszystko było w porządku i na swoim miejscu. Przynajmniej tak mi się zdawało. Objęłam go. Przepełniała mnie bezmyślna euforia. Znalazłam swoje miejsce na ziemi. Już nie byłam samotna. Wtuliłam się w jego ramiona. Jedną dłoń zanurzyłam w jego brązowej czuprynie.
-Kocham Cię.- szepnęłam mu do ucha. Skamieniał. Odsunął mnie kawałek od siebie i spojrzał w oczy. Nie wierzył.
-Naprawdę?- spytał niepewnie. Rozumiałam go. Sama nie wiedziałabym, co o tym sądzić, gdybym była w takiej sytuacji.
-Naprawdę!- wykrzyknęłam i pocałowałam go w kącik ust.
Zadzwonił gdzieś i po dwudziestu minutach zwaliły się dziewczyny. Wymknął się gdzieś szybko. Szczęściarz. Wycofał się na z góry upatrzone pozycje, a mnie zostawił samą na froncie. Przysięgłam sobie, że się mu za to odpłacę. Obsiadły mnie jak muchy albo co gorsza komary i zaczęły o czymś głośno trajkotać. Spiorunowałam je wzrokiem, bo zaczynała mnie już boleć głowa. Westchnęłam, a one patrzyły na mnie uważnie jakby sprawdzały czy się do czegoś nadaję. Zaraz później popatrzyły na siebie znacząco jakby coś ukrywały i wahały się, czy mi to powiedzieć czy też nie.
-Powiedzcie.- szepnęłam pełna najgorszych obaw. Siedziały jeszcze chwilę piorunując się wzrokiem.
-Przepraszamy…- powiedziała Olka.
-Za co?- spytałam niepewna, o co im chodzi.
-No bo…- zaczęła niepewnie Weronika.
-…każda z nas…- ciągnęła Iza.
-…coś chlapnęła przy Kubie.- skończyła dobitnie Olka patrząc uważnie na mnie niepewna reakcji. Mogłam przywalić jej poduszką albo jakimś ciężkim przedmiotem, który akurat znalazłby się pod moją ręką. Siedziałam spokojnie i nic nie robiłam. Kiedy nabrały pewności, że mój stoicki spokój nie jest wstępem do wybuchu furii, zaczęły opowiadać jak to każda z nich przy przypadkowych rozmowach z Kubą coś powiedziała o tym, co do niego czułam. On po złożeniu wszystkich faktów w całość zaprosił je do kawiarni. Kiedy przyszły do kawiarni, zdziwiły się, że jeszcze inne zaprosił. Ot, taki psikus. Już nie mogły się bronić, więc mu wszystko opowiedziały. Podpowiedziały nawet jak może zdobyć moje serce, ale to do niego należało więcej pomysłów.
-Zaproponował mi nawet, żebym zrobiła u siebie maskaradę. To był najlepszy pomysł!- powiedziała zafascynowana Iza.
-Cóż, ale ta gra pozorów zaczęła mu się wymykać spod kontroli. Zapomniał, że normalne życie nie jest jak film czy książka i to go zgubiło.- podsumowała zgrabnie Ola.
Popatrzyłam na nie z podziwem, a w oku zakręciła mi się łza. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrych przyjaciółek. Nie zasługiwałam na nie, byłam tylko marnym robakiem przy nich i w porównaniu z nimi.
-Dziękuję. Naprawdę za wszystko Wam…- nie dokończyłam, bo przerwało mi pukanie. Spojrzałam na drzwi, w których stał Kuba. Odświeżony, ogolony i uczesany. Przebrany w jakieś normalne i czyste ubranie. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wolałam oglądać go takiego „niezrobionego”. Ukląkł przy moim łóżku biorąc mnie za dłoń. Popatrzyłam mu w oczy, a on wyciągnął coś z kieszeni. Malutkie pudełeczko. Otworzył je, a w mgnieniu oka wpadły tam słoneczne błyski zaklinając w jakimś lśniącym kamyczku życie.
-Czy wyjdziesz za mnie?- powiedział jasnym, pewnym siebie głosem, chociaż brzmiała też niepewność. Wydarzenia działy się zbyt szybko, nikt nie mógł mieć pewności, ale ja miałam.
-Czy będziecie moimi druhnami na ślubie?- spytałam dziewczyny, które z zaciekawieniem przyglądały się całemu wydarzeniu. Potrząsnęły energicznie głowami na znak zgody. Uśmiechnęłam się.
-Nie.- powiedziałam, a wszystkim zrzedły miny, a najbardziej to chyba Kubie. Pochyliłam się nad nim i rozczochrałam mu przyczesane za mocno włosy.- Teraz mogę. Moja odpowiedź brzmi tak!
Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni. Tak byłam nieprzewidywalna, ale teraz Kuba miał bardzo dużo czasu na poznanie wszystkich moich reakcji na różne sytuacje. Bo przecież się kochaliśmy. Bo przecież była przed nam wieczność.
---------
To już jest koniec i bardzo dziękuję wytrwałym za czytanie tego. Naprawdę dziękuję...

alusiak09 Alicja
 13 lipca 2010 roku, godz. 00:47

W życiu nie czytałam czegoś podobnego..czegoś tak pięknego..zaskakującego..
Bardzo Ci dziękuje że napisałaś to opowiadanie.. :)
Na początku w ogóle mi się tego czytać nie chciało..ale po chwili tak się w to wciągnęłam że aż nie chciałam żeby to się skończyło :)
Gdy to czytałam ,zapomniałam o całym bożym świecie..
Pozwoliłaś mi na dłuższą chwilę odpocząć od tego całego zamieszania który panuje wokół mnie,od moich myśli.
Na prawdę bardzo Ci dziękuje ! :**

DorotaB Dorota
 21 czerwca 2010 roku, godz. 10:49

Piękne i wciągające było to opowiadanie.Gratuluję pomysłu i chęci pisania.Mam nadzieję ,że niebawem coś jeszcze napiszesz tak interesującego.Pozdrawiam

słiitaśna Gabriela
 20 czerwca 2010 roku, godz. 18:56

O taaak, przeczytałam wszystko..
Uwielbiam opowiadania, upiora zresztą też..
no piękne ;)

Alvaro Katarzyna
 20 czerwca 2010 roku, godz. 1:05

To ja dziękuję za te wszystkie części. Wzruszające zakończenie. Bardzo mi się spodobało.
Pozdrawiam.