29 grudnia 2015 roku, godz. 23:22 7,6°C

Powrót

Cofnęłam się ostatnio do przeszłości. Zapragnęłam zobaczyć we śnie, jak to było kiedyś.
P rzed moimi oczyma rozciągał się piękny, zielony las… Tak piękny, o jakim nigdy nie śmiałam marzyć. Wszędzie były ptaki. Już zapomniałam, jak przyjemnie jest ich słuchać. Kiedyś codziennie rano budziły mnie wróble. Bardzo upodobały sobie drzewo naprzeciwko mojego okna. Przeklinałam je, że ze wszystkich innych drzew w okolicy musiały polubić akurat to. Teraz przeklinam, że już nie ma żadnego z tych wróbli, ani wróbli w ogóle. Wystarczyłby mi jeden. Dbałabym o niego jak o największy skarb, ale nie chwaliłabym się nim. Ludzie w moich czasach stali się wredni i zachłanni. Nie chcę mieć z nimi nic do czynienia. A ci, których właśnie widzę, jak zbierają grzyby, są tacy piękni i szczęśliwi… Chciałabym do nich dołączyć, ale boję się, że zabraknie mi czasu na zwiedzanie reszty starego, jeszcze dobrego świata.
Idę więc dalej i dochodzę do łąki i ogromnych pól zbóż. Nie pamiętam, kiedy ostatnio takowe spotkałam. Dotknęłam lekko jednego źdźbła i do głowy wpadł mi obraz chleba. Ach, wiele bym dała, żeby zdobyć choć kęs, nawet starego chleba… Kiedyś babcia piekła co niedzielę przeróżne bułki i ciasta. Bardzo tęsknię za babcią. Wspomnienie jej twarzy wywołało we mnie rozpacz. Nie mogłam dłużej wytrzymać i zerwałam się na równe nogi. Biegłam przed siebie jak najdłużej.
Zatrzymałam się zmęczona przy jeziorze. Dysząc, kucnęłam przy brzegu i nabrałam w złączone dłonie wody. Pachniała normalnie. Nie czułam chemikaliów, ani padliny. Napiłam się. Czułam raj w ustach! Piłam i piłam, łapczywie, żeby na zawsze zapamiętać, jak to jest pić wodę. Wodę!!! U mnie nie ma czegoś takiego. Jest tylko marna podróbka. Trzeba ją najpierw porządnie wygotować, a to nie jest już to samo, co taka źródlana, prawdziwa…
Miałam ochotę krzyczeć z radości. Wbiegłam do jeziora w ubraniach. Pluskałam się bardzo długo. Poczuć chłodną wodę na skórze… Istny cud!
Nagle usłyszałam ryk. Dosyć dziwny ryk. Spojrzałam na brzeg i zobaczyłam ogromne, brązowe zwierzę. Miałam wrażenie, że gdzieś je widziałam, ale nie miałam pojęcia, gdzie. Dopadł mnie smutek. Tak długo żyję bez niektórych rzeczy, że już nawet o nich nie pamiętam… Wraz ze łzą, która skapnęła do jeziora, przenoszę się z powrotem w swoje ciemne, okropne czasy. Nie wiem, czy chcę jeszcze kiedyś wrócić do przeszłości. Jest tam pięknie, ale czuję się sto razy gorzej, gdy muszę żyć w teraźniejszych, okrutnych czasach. To tak, jakby dać dziecku lizaka i odebrać mu go bez wyjaśnienia.

Michał Kościej Michał
 30 grudnia 2015 roku, godz. 1:05

jak na twórczość okresu 12-15 lat raczej wyższych niż niższych lotów ;)

sernik Ola
 29 grudnia 2015 roku, godz. 23:47

To jest chyba gimnazjalne opowiadanie na polski. :p

Nikt ważny Nikt ważny
 29 grudnia 2015 roku, godz. 23:43

Poczytam sobie. :)