2 maja 2017 roku, godz. 19:20  2,3°C

Szara Burza - Część I

(…) Była noc, bardzo szklista, można by oglądać swoją osobę, przez okno wśród gwiazd (…)
Nagle, jakiś chłop podbiegł do mnie mówiąc coś o astronomii i prywatnym locie w kosmos. Nie wiedziałem o co dokładnie chodzi, ale był bardzo podekscytowany (…)
Po krótkim wyjaśnieniu sytuacji, dał mi do zrozumienia, że potrzebuje moich pieniędzy, by sfinansować swój lot w kosmos. Ciekawiło mnie dla czego wybrał akurat Marsa i skąd wiedział o moim majątku. (…)
Jego słowa, przedstawiające własny punkt widzenia wszechświata, były bardzo treściwe. Dziwiło mnie, jednak jego pochodzenie, bowiem był rolnikiem z dość dużą działką. (…)
Wciąż powtarzał, że potrzebuje sponsora, omijając temat swojej działalności, obiecał wyjaśnić wszystko w trakcie przygotowań. (…)
Następnego poranka, gdy świt dnia obudził mnie promieniami słońca, usłyszałem pianie koguta którego wcześniej nie miałem okazji doświadczyć, na swojej posesji.(…)
Po szybkim ogarnięciu się, wyjrzałem przez okno. Moje zdziwienie tym, co ujrzałem, było dla mnie co najmniej kłopotliwe. Mężczyzna, który odwiedził mnie poprzedniego wieczora pasł na moim ogrodzie kury, świnie, krowy itp. (…)
Takich wyjaśnień się nie spodziewałem: ‘’Moja żona, woli gdy nasza trzoda, jest pod moją ciągłą opieką.’’
- ja naprawdę szanuje słowa swojej małżonki (oraz ją samą). – mężczyzna ciągnął w kółko opowiadania o konieczności podporządkowania się obowiązkom – Dlatego, prosiłbym by zaopiekował się pan moim stadem.
- Ciekawi mnie, kiedy zamierzasz dać mi plany podróży i papiery potwierdzające twoje przygotowanie. – Odpowiedziałem intuicyjnie, starając się jako gospodarz, zachować dobre maniery zapominając o tym czy w ogóle całe to przedsiębiernie, dotyczące innej planety mi się opłaci czy przyniesie straty.
- Spokojnie, wszystko jest już gotowe! – uspokajał mnie farmer – Potrzebuje tylko pana podpisu, pod tymi dokumentami… O! Proszę oto one - wyciągnął z plecaka około 100 formularzy A4.
Nie chciałem wyjść na nieuka, ale nie rozumiałem ponad połowy słów, które odnosiły się do mojej osoby (…)
W końcu, mężczyzna widząc moje zakłopotanie, uśmiechnął się i chrząknął zwracając moją uwagę słowami ‘’Proszę się o nic nie martwić, zajmę się formalnościami.’’
Wszystko mogło się potoczyć inaczej, gdybym w ogóle mu nie zaufał i doczytał do końca pismo.
Niestety, miałem zbyt miękkie serce i nie potrafiłem odmówić. Poprosił mnie o podpis na ostatniej stronie w kilku miejscach (…)

W tedy, moje życie odwróciło się do góry nogami.

nicola-57 marianna
 2 maja 2017 roku, godz. 19:37

jedno pianie koguta, to za mało.
do szczęścia, które jest najpierw nieszczęściem, a potem szczęściem, potrzebne są trzy piania... :)

pozdrawiam :)

P.S. KOGUTA NALEŻY SŁUCHAĆ UWAŻNIE.
W następnym odcinku, opisz życie "do góry nogami."
To może być fascynujące, zwłaszcza w maju, w którym Zofija, nogami wywija. :)