22 października 2020 roku, godz. 11:40

RETROSPEKCJA 5

A grzyby lekarzom i nauczycielom oraz prawnikom zbjerali synowie jednego ze sąsiadów. Byli piekielnie obeznani z lasem. Mieli swoje cudowne miejsca i tam zbierali przecudnej urody borowików, czerwone kozaki, rydze lub kurki i zanosili szacownym przedstawicielom palestry, przysięgi Hipokratesa i siłaczkom oraz siłaczom miasta i wsi. Tu mała dygresja odnośnie grzybów. Nad jednym z przeciwpożarowych stawów, w sumie jeszcze poniemieckich, rosły takie jakby prawdziwki, tylko korzenie i kapelusze miały czerwone, wpadające w bordowe. Rosły dziesiątkami. Nam rodzice przekazało i inni mieszkańcy lasu, że to szatany i trzymaliśmy się od nich z daleka. Dopiero 5 lat temu po zamieszkaniu w Beskidach dowiedziałem się, że grzyby te są jak najbardziej jadalne i tutaj mówi się na nie gniewusy.

Chłopaki sąsiadów, to były wielkie indywidua. Najstarszym był Henk. Malarz i budowlaniec. Oblubieniec wódki czystej. Kupił fiata 126p, a nie miał prawa jazdy, więc przemierzał nim polne i leśne drogi do pracy i z pracy, z gospód wiejskich i do gospód wiejskich. Czasem był tak ukochany przez oblubienicę, że prosił mnie abym go zawiózł do roboty czy umówić robotę. Wiozłem. Ludziom nie przeszkadzał jego stan duchowego rozdroża. Malował artystycznie i w sposób natchniony. Tacy bez muzy, a muzą mu była czysta, nie zaczynali dzieła artystycznego malowania ścian pokojów. Stąd stać go było na malucha za gotówkę. Oblubieńcy wiadomej oblubienicy są też mężczyznami, stąd też Henk uderzał w konkury do jednej z moich sióstr, więc co tydzień przychodził z flaszką, którą wypijał sam w trakcie randki, której byliśmy też uczestnikami, bo nasz dom miał jeden pokój. Siostra wybrała innego oblubieńca wiadomej oblubienicy. Świeć Panie nad jego duszą. Nad duszą siostry i nad duszą szwagra.

Bobo był też natchnionym malarzem przez wodę ognistą i Ducha Świętego. Tylko te dwa uduchowienia nie łączyły się, a zwalczały w nim niestety. A szkoda. Bardzo wielka szkoda. Był światowcem prawie. Może nie na Wrocław, ale w pewnym burdelu nieopodal już oddawał się wolnym chwilom i co tam taxi i 30 plus kilometrów kazać się zawieźć do lasu. Artyści mieli gest i styl bycia. Ktoś mi odpowiadał ostatnio na którejś stypie do któregoś z pogrzebów, że był w pewnym miasteczku u siostry. Poszedł w nocy przed blok zapalić. Słyszy hałasy w kontenerze ze śmieciami. Po chwili z jakimiś butelkami z kontenera wylazł Bobo.

Leo i Taszumko. Leo pracował na budowach. Genialny grzybiarz. Tam zobaczył, że nawet na budowach są ludzie co nie chleją na umór, w ogóle nie chleją. Mają domy, mają dzieci, mają żony. Przestał brać nawet kieliszek do ust. Poznał kobietę. Ożenił się. Wybudowali dom. Mają dzieci. Onegdaj byłem w jego wsi. Wtedy blokował Lepper. Gratulował mi, że się wyrwałem z tego stunałogowego lasu. A przecież ja nie chciałem. Wszystko wykonało się wbrew mnie. Boży plan pomysłami głównie mojego starszego brata i Miłości.

Taszumko był dziwny i wyśmiewany, ale kto tam wtedy wiedział o autyzmie? Po prostu był wyśmiewany, ale poradził sobie w samotnym i pod górkę życiu. Był drwalem i jest nim do dzisiaj.

Ja najbardziej pamiętam i nigdy przenigdy nie zapomnę - ba - zabiorę do grobu te ich pojedynki w alkoholowym amoku, kiedy to brali deskę albo wyrywali sztachetę z płotu i stawali naprzeciw siebie i jak w pojedynku rzucali po kolei w siebie. Kiedy jeden rzucał, to ten drugi nie mógł się ruszyć. Kończyły się bardzo poważnymi obrażeniami, że musieliśmy, no właśnie czemu my, jeździć rowerem do starego leśniczego i wzywać pogotowie. Milicja nie interweniowała w rodzinnych sporach. Bardzo w sumie ciekawe czasy i ludzie z punktu widzenia pamiętnikarskiego i w oczach ludowej gawędy oraz pieśni gminnej Wajdeloty.

Jeszcze mieli wredną siostrę, która stale czepiała się nas na przystanku autobusowym, że nie mamy wyprasowanych ubrań, że nie zawsze były czyste, że mamy stary poobdzierany brudny ten tekturowy tornister. Zawsze porównywała nas do dzieci innego sąsiada czystych, schludnych i grzecznych i odpicowanych w przypadku płci żeńskiej. Czepiała się, a wiedziała bardzo dobrze czemu tak jest. Miała przyczynę też w swoim domu. Nie byliśmy na tyle odważni, aby ją wymazać krowskim gównem, ale siostra poczęstowała jej wredną rudą sukę widłami na amen.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.