6 sierpnia 2015 roku, godz. 11:16 6,0°C

Wizyta u terapeuty.

-Czemu to robisz?
-Robię co?
-Próbujesz się zabić.
-Bo życie jest do dupy.
-Dlaczego tak uważasz?
-Spójrz na siebie. Siedzisz tu dzień w dzień i leczysz chorych psychicznie. Musisz słuchać tego wszystkiego, co im się ubzdura. Tkwisz tu żałośnie podczas gdy inni robię wiele innych rzeczy. Takich, wiesz, ekscytujących.
-Lubię to, co robię.
-Mówisz tak, bo nie chcesz mi przyznać racji, ale w głębi duszy zgadzasz się ze mną.
-Skąd wiesz, co myślę?
-Bo widzę to w twoich oczach.
-Jak uważasz. Powiesz mi coś, czego jeszcze nie wiem?
-Nie możesz mi pomóc.
-Wiem. Tobie może pomóc tylko jedna osoba. Ty sama.
-Bredzisz.
-Teraz Ci się tak wydaje, kiedyś zrozumiesz.
-Myślisz, że nie rozumiem?! Że jestem jak głupie dziecko, któremu wszystko trzeba tłumaczyć?! Nie jest tak! Może i jestem młoda, może mam tylko te pieprzone szesnaście lat, ale do cholery, mam jakieś pojęcie o świecie. Wiem, że tylko ja mogę sobie pomóc. Ale nie mam na to siły. Jestem zbyt słaba. Nie potrafię...
-Już, już, nie płacz... Ważne jest to, że teraz trzymasz się na powierzchni...
-Trzymam się na powierzchni, bo stąd jest bliżej do dna. Nie wyjdę na brzeg, bo jest za daleko. Nawet najlepszy pływak ma swoje granice możliwości.
-I zamierzasz tak tkwić w jednym miejscu?
-Tak. Bo wiem, że prędzej czy później się złamię. Będę miała dosyć podróbki szczęścia i nieszczerego uśmiechu. Pseudo-przyjaciele w końcu się odwrócą, a ja nadal nie będę potrafiła.
-Jeśli nie chcesz wychodzić na brzeg, to może chociaż znajdziesz jakąś boję, której będziesz mogła się złapać?
-Myślę, że mam taką boję. I myślę, że to dzięki tej boji jeszcze tu jestem.
-To dobrze. To bardzo dobrze.
-Nie mów mu, że nadal tu przychodzę. On myśli, że już jest wszystko w porządku.
-Czemu go okłamujesz?
-Bo jest dla mnie ważny. Bo on mnie z tego wyciągnął. A przynajmniej próbował.
-Z tego?
-Z całego tego burdelu, w którym byłam. Z narkotyków, patologii i molestowania.
-Co teraz zrobisz?
-Wyjdę z tego pokoju, zejdę schodami w dół, uderzę w szklane drzwi, zapalę papierosa i pójdę przed siebie. A jutro znów obudzę się zlana potem i bez chęci do życia. Założę sztuczny uśmiech i jeszcze trochę wytrzymam. Kiedyś pęknę.

zuzaa. Zuza
 8 stycznia 2011 roku, godz. 20:52

I ja także DZIĘKUJĘ.

ani101 Anna
 18 października 2009 roku, godz. 20:14

Dziękuję....

....bo dobrze czasem wiedzieć,że istnieją ludzie którzy myślą i czują podobnie....

To pomaga....

czasami....

Yeti Marcin
 30 października 2009 roku, godz. 17:53

Idka...
Napisz coś obszerniejszego.
Z chęcią przeczytałbym Twoją książkę.
Z chęcią i olbrzymim zainteresowaniem.

merry02 Marzena
 20 kwietnia 2009 roku, godz. 23:00

Jedyna osoba która może mi pomóc to ja sama.. lecz ja nie potrafie. Spadłam na dno szklanki a ludzie cały czas dolewają wody.. nikt nie rzuca żadnego koła ratunkowego. A co gorsze mieszają łyżeczkami a ja w wirze plącze się i gubię drogę by wypłynąć na głebię. Ot zwykła marność ludzi i rzeczy...