oczylez Aneta
 31 sierpnia 2010 roku, godz. 15:40

Może to co napisze nie będzie jakimś wielkim odkryciem, ale myślę ze pasuje to do tej myśli.
Kiedy jako wolontariuszka pracowałam w szpitalu dziecięcym zajmując się 3 letnim Tomkiem i 8 miesięczna Kasia którzy zostali odebrani rodzicom ( bardzo słusznie) Chociaż Kasia nie potrafiła mówić a Tomek nie chciał (po prostu strasznie się bał tego ze znów ktoś go za to ukarze).Gdy na początku trochę nieśmiało i ze strachem podchodzili do mnie to w ich oczkach było tylko jedno pragnienie przytul mnie mocno i powiedz ze mnie można kochać, że jestem ważna/ ważny dla kogoś.

Antonio Antoni
 3 lipca 2009 roku, godz. 15:28

Oczywiście - nikt nie jest czyjąś własnością. Służyć dobrowolnie. Tzn. obdarzać kogoś dobrem jakie posiadam. A kiedy służymy dobrowolnie zaczynamy przynależeć do kogoś czy np. mąż do żony i żona do męża. Mąż wtedy może powiedzieć "to jest moja żona a ja jestem jej mężem" i na odwrót. Jestem "jej/jego". On/Ona jest moim/moją "drugą połową". Prawdą jest, że Syn/córka nie musi "służyć" rodzicom, ale wtedy relacja "jesteś moim tatą, a ja jestem twoim synem/córką" w ich relacji słabnie, a i dochodzi do wyrzekania się siebie nawzajem.

Taki sens mam na myśli.