31 marca 2014 roku, godz. 00:07

Nie musisz niczego mówić. Na Twojej twarzy wyryto słowa pozornego otrzeźwienia. Twoje oczy mówią do mnie i to mi wystarczy. Nie chcę słyszeć Twojego zachrypniętego głosu. Twoje źrenice poszerzają się i zwężają. Dopasowują się do wielkości mojej maleńkości. Pożerają mnie wzrokiem. Jesteś dumnym człowiekiem. Dumnym i szczęśliwym, bo dzisiaj to Twoje usta krzywią się w grymasie wierzchniego zadowolenia. Twoje spojrzenie sprzedaje mi każdą Twoją myśl. Żałujesz mnie, bo czuję, że cały świat opadł mi na barki i z każdą chwilą coraz bardziej przygniata mnie do ziemi. Nie kieruje Tobą empatia i współczucie. Widzę Twój cichy uśmiech. Mój ból wydaje Ci się śmiesznie mały. Mój ból wydaje się być dla Ciebie niczym w obliczu bólu całego świata, który dziś, tak egoistycznie, targam na swoich ramionach. Mój śmiesznie mały ból łamie moje śmiesznie zbolałe serce na pół... Wyobraź sobie niewielkie naczynie pośrodku innego - trochę większego. To małe naczynie to "ból emocjonalny". Każdy człowiek ma takie, mniej więcej podobnej wielkości. To większe to "ból fizyczny". Za każdym razem kiedy mnie ranisz, mniejsze naczynko wypełnia się. Kiedy wypełniasz je zbyt mocno, emocjonalny ból zaczyna przybierać rozmiary bólu fizycznego. Taki ból jest do zniesienia przez jakiś czas. Później, z każdą kolejną kroplą, większe naczynie również zaczyna się wypełniać. Z tego naczynia już nie ma żadnego odpływu. Moje jest w miarę duże, ponieważ jestem silna. Mimo tego, zbliżyłam się już do tej granicy, w której przestałam czuć żal dla ludzi, którzy gwałtownie przerwali swoje istnienie. Teraz już wiem, że oni nie chcieli skończyć z życiem - chcieli żeby skończył się ból.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Ntrzmiel, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.