13 czerwca 2019 roku, godz. 12:00

"...ja myślę, że świat, który nas otacza, wszystko co wewnątrz, co nazwano układem nerwowy, psychicznym, strukturami typu mózg, libido i takie tam, podobne, zmienne w perspektywie definicje, że nasze życie, działania, nawet nasza osobowość i nasze myśli, emocje a wraz z nimi uczucia, że wszystko to jest bardzo metaforyczne, płynne i przenika się nawzajem, miesza, tworzy nowy rodzaj konsystencji, nowy rodzaj barwy, ale wszystkie te formy zawsze pozostają jakiegoś rodzaju cieczą, czy fluidem, jak to lubię nazywać, że każda materiał stała to po prostu ciecz, której ruchu nie jesteśmy w stanie dostrzec, podobnie, jak nie jesteśmy w stanie dostrzec jej płynności, przez zbyt dosłownie postrzeganie ruchu oraz materii. A dla mnie wszystko jest ruchem materii i to jedyne zjawisko, które ma jako taki sens. Z ruchu materii rodzi się przestrzeń, z ruchu materii powstaje czas, ale czas jest jeszcze bardziej umowny i ludzki, bo inaczej liczą swój czas gwiazdy i na podstawie innych zdarzeń i zjawisk, a inaczej swój czas liczy człowiek, w oparciu o cykle dnia i nocy. Ale co jest ważne, do czego zmierzam i co mi od dawna nie daje spokoju, to po pierwsze ta właśnie dosłowność. Dosłowne jest wrogiem kreatywności, jest wrogiem wyobraźni, jest wrogiem plastycznego umysłu, twórczości. Dosłowne jest wrogiem spontanicznego, dosłowne jest wrogiem wewnętrznego dziecka, które nie definiuje, nie nazywa, ono jest tylko ciekawe. I wcale nie musi znać dosłownej nazwy jakiejś rzeczy, by móc ją poznać. Wręcz, ten brak znajomości nazw i definicji sprawia, że dziecko jest czyste. Wolne od naleciałości, wolne od skojarzeń, które odgórnie zostają zaaplikowane wraz definicją, wraz z nazwaniem czegoś, nazwaniem, czyli określeniem, zakwalifikowaniem, zaszufladkowaniem. Każdy artysta jest tego rodzaju dzieckiem. I stąd też śmierć wewnętrznego dziecka, jego wyparcie lub uciszenie, to śmierć artysty. "

30 maja, 2019r

Moon G Michaś
 13 czerwca 2019 roku, godz. 13:37

Masz rację :)