4 października 2021 roku, godz. 10:26 14,4°C

Co prawda, terapeutka mówiła(...)

- Co prawda terapeutka mówiła, żebym napisał list do kogoś innego, ale stwierdziłem, że jesteś dobrą adresatką -

Nie wiem, czy pamiętasz, kiedy ostatni raz gadaliśmy? Upłynęło pewnie trochę czasu. Chwilami to właśnie mnie zaskakuje, zapominalskość ludzka albo fakt, że w stercie spraw codziennych nikną te perełki, chwile, które mają w sobie jakąś metafizyczną troskliwość i własne wnętrze, kompatybilność emocjonalna, czy jeszcze coś innego, co można opisać na milion sposób, ale wszystko sprowadza się do tego, że człowiek, nie nawet wewnętrznie, ale we własnym wnętrzu czuje się wyjątkowo, dobrze, we właściwym miejscu, komfortowo.

Oczywiście, to, że się nie odzywałem, a raczej wina za to, leży po mojej stronie. Być może dlatego tak się działo, iż musiałaś widzieć, jak próbuję pisać dzienniki, ale nie umiem pisać sam do siebie czegoś, co ma chociaż odrobinę uczuć albo emocji. Dla mnie wszystko jest kamienne i stalowe i gdyby ktoś zapytał, jaki jest mój ulubiony stan emocjonalny, odpowiedziałbym, że jest nim pewnie wibrujący pręt stali, gdy wszystko jednocześnie milknie i staje się bardziej wyraźne, a wibracje pręta przyprawiają mnie o dreszcze. To są chyba moje emocje i wedle terapeutki, nazwy emocji są krótkie. Jedno, dwuwyrazowe. Jeśli coś jest bardziej złożone to są myśli. Powiedziałbym, że się myli, ale sam nie wiem. Jak ma to wiedzieć człowiek, które całe życie obcuje z emocjami, a jednocześnie jest ich niemal całkowicie pozbawionych. Są pewne stany, bardzo mi bliskie, za którym tęsknie na przykład, gdy mi ich brakuje, a w tym wszystkim, w tej jednoczesności i paradoksach, z reguły są to te stany, które doskwierały mi w dzieciństwie. Nie wszystkie (chociaż nie mam takiej pewności, ale w zdecydowanej mierze większość).

Dla przykładu: polubiłem swój stres. Ten zdrowy stres. Sam to, że nauczyłem się odróżniać zdrowy stres i chory stres (a raczej chorobliwy stan stresowy, czy coś w ten deseń), dał mi wiele do zrozumienia, myślenia, a także pozwolił spojrzeć na szereg spraw z innej perspektywy. Tak na prawdę stresu uniknąć, na pewnym etapie, się nie da. Dlatego umiejętność redukcji chorego stresu do poziomu tego zdrowego, który w sumie ma za zadanie mobilizować do działania, jest bardzo przydatne. Czasem niemal czuję, że nie tyle brakuje mi motywacji do działania, co odrobiny stresu. Tej dozy lęku. Nigdy nie rozumiałem, jak lęk napędza ludzi, jak działają przy stresie, ale im bardziej się w to zagłębiam, tym bardziej sensowne się wydaje, a chwilami nawet tak bardzo owocne, że mogę się tylko cieszyć, że potrafię się stresować. Ja, człowiek, który niczego nie czuje, odkrywam, że jest we mnie tak wiele odczuć, iż tego nie ogarniam.

Nie jestem pewien, co chciałem napisać, ostatnimi czasy czuję się mocno jak dziecko i pewnym sensie "zawdzięczam to terapii" chyba, faktowi, iż emocjonalnie muszę wracać do tamtego etapu, bo pozostało tam wiele rzeczy, których tak na prawdę nigdy nie przepracowałem, a nawet jeśli zrobiłem to częściowo, to zawsze pozostawało coś jeszcze. Coś bezpośredniego, bezczelnego, co sprawia ból, przykrość, powoduje złość i nienawiść, powoduje podstawowe emocje, prymitywne nawet, typowe, banalne, życiowe, a jednak, jeśli zamknąłem jest w sobie tak dawno temu, to teraz nie jestem w stanie ich ogarnąć. Może nawet tak dzikie zwierzę jak ja, które przez większą część życia bazowało wyłącznie na instynkcie przetrwania, brutalnym i prymitywnym może wyjść poza ten instynkt. A może, wcale nie ma takiej potrzeby. Wystarczy wyłącznie się z nim bliżej zaznajomić. Tylko, czy można przejąć rolę nad instynktem? To raczej wyklucza idei instynktu? Wtedy to już nie instynkt a rozum. Może trzeba po prostu działać rozumie, również na podstawie doświadczeń.

Czasem mam takie uczucie, że rzeczywistość, teraźniejszość, to, co tu i teraz, wlewa mi się do głowy. Jest tego mnóstwo, dużo i ja w tym tonę, nie jestem w stanie złapać oddechu, boli mi jakikolwiek dotyk, emocjonalnie i fizycznie, przeraża i odczuwam tylko dwie rzeczy - panikę i agresję. I jedyne, co czuję, to, że muszę się bronić. Ciężko jest wtedy ludziom ze mną, bo najmniejszy dotyk, a nawet muśnięcie potrafi sprawić, że jestem gotowy do ataku, jak w szale, jak zranione zwierzę. Niczego nie pamiętam, a może pamiętam zbyt dobrze, obrazy krzyczą wtedy w mojej pustce, ich głos dociera nawet do skóry i kiedy tej skóry ktoś dotknie, obrazy stają się żywe, czyjś dotyk jest tamtym dotykiem, czyjś głos jest tamtym głosem, wpadam w panikę i chcę uciec, bronić się, nie wiem, co zrobić i pomagają mi wtedy tylko trzy rzeczy: samotność, ciemność i krótki płacz. Jednak są takie chwile, że nic nie pomaga. Chodzę wtedy jak nadtłuczone szkło. Muszę uważać na kroki i ludzi. Muszę lawirować pomiędzy nimi, żeby się nie otrzeć, nie dotknąć, unikać rozmów, mało się odzywać, bo jeśli tylko pojawi się zbyt mocny bodziec, moje ciało ze szkła całkiem pęknie, a nie wiem, czy będę miał wtedy dokąd uciec.

Może, jeśli zacznę pisać do Ciebie częściej, być może moje myśli też będą bardziej ułożone, mniej chaotyczne. Opowiem Ci wtedy o życiu, którego mogłaś być częścią, a którego nigdy nie zaznałaś i wiele lat o tym myślałem i zdarzało mi się czuć zazdrość i żałować jednocześnie, że to akurat ja się urodziłem, a nie ktoś inny.

Starlight mogę sobie zmieniać imię!
 9 października 2021 roku, godz. 16:45

Łatwo się utożsamić z adresatką przez ten pierwszy akapit i... i nieco narcystyczną naturę kobiecą. Całość czyta się jakby w tajemnicy. Mają coś w sobie takie teksty :)

Jacob_Filth Jot  9 października 2021 roku, godz. 18:26

Z tym utożsamieniem to generalnie taki był zamiar, fajnie, że się udał.
Co do tajemniczości, to chyba nic więcej nie powiem, bo odebrałoby to całą tajemniczość.

Swoją drogą, to zabawne, że skomentowałaś akurat ten tekst.

Trzymaj się ciepło

Starlight mogę sobie zmieniać imię!  9 października 2021 roku, godz. 22:06

...ciekawe co dokładnie wydało Ci się w tym zabawne.

I Ty :)

Jacob_Filth Jot  9 października 2021 roku, godz. 23:13

Powiedzmy, że to już mała tajemnica