25 lutego 2015 roku, godz. 23:17

Najdłuższy w życiu list do M.

Byłeś wszystkim, wszystkim czego pragnęłam.
Ukojeniem, ostoją i nadzieją, tak, nadzieją na to najlepsze, co spotka mnie w życiu.
Byłeś i nic poza tym się nie liczyło, nie miało znaczenia, poza tym, że jesteś.
Jak bolesne jest dziś słowo "jesteś" które wymawiam z trudem, bo nie wiem czy Nasza droga nie zginęła pośród rozczarowań, rozczarowań mną, nikim więcej.
I wydawać by się mogło, że Cię nie kocham, że Nasza miłość, taka, która trafia się raz w życiu, wypaliła się i bezpowrotnie odeszła - jak bardzo mylnie dziś postrzegasz rzeczywistość - bo nadal Cię kocham. Kocham i zawsze będę, bo pierwsza wielka miłość odciska się na duszy, na sercu i w pamięci. Nigdy nie ginie, a przynajmniej nie na tyle, by nigdy nie wrócić.
Mimo, że Cię straciłam, zawsze będę wracać do tego co między Nami, bo jak sam wiesz, nie byliśmy przypadkowi, ta miłość to wyjątek i nie pozostaje nic, prócz dziękowania Bogu, że mogliśmy ją przeżyć, bez względu na jej zakończenie.
Dzisiaj pozostało mi tylko moje szare życie, które bez Twojego - na giełdzie uczuć traci swoją wartość. A jeśli już mowa o wartościach, to nie znam drugiej takiej osoby, która posiada same te najcenniejsze - tak jak Ty. Pomimo gorzkich słów, jakie kierowałam w Twoją stronę, wiesz, że nie myślę tak i wiesz, że są nieprawdą. Potrafisz kochać, jeśli ktoś umie otworzyć Twoje serce i złagodzić każdy ból, lęk i niepewność, dajesz miłość na jaką mało kto zasługuje. Kochasz, jakby świat miał skończyć się w tym momencie i dajesz z siebie to, o co prosiłby każdy, wiedząc co go omija... Nie, nie myśl, że jesteś idealny, bo nikt taki nie jest, ale jesteś wspaniałym człowiekiem, posiadając te wady i te zalety jakie właśnie masz. Uwierz, bez tego wszystkiego nie byłbyś tym, kim dziś jesteś.
Pozostaje mi tylko podziękować, za każdy dzień, za uśmiech, za miłość i za całego Ciebie, za każdą kłótnię, za każdy wspólny poranek, za godzenie się po ciężkich słowach, za pocałunki i za Twoją namiętność (nie wiem czy jesteś świadom, ale gdy się kochaliśmy, oddawałeś mi całego siebie) za to wszystko dziękuję i przepraszam, za krzywdę i ból, nawet ten najmniejszy. P

Albert Jarus Albert
 15 lipca 2016 roku, godz. 17:28

Bolało i to bardzo, ale po czasie zaczynasz rozumieć, że to wcale nie była "miłość"
miłość nie równa się cierpienie
zdarza się, że jest źle... ale w miłości, w związku, gdzie ludzie się kochają nie ma miejsca na cierpienie... nikt, kto kocha świadomie nie krzywdzi drugiej osoby, a jeśli robi to nieświadomie, to partnerzy nie umieją po prostu ze sobą rozmawiać o własnych uczuciach i potrzebach
ale to tylko moje zdanie... moje wyobrażenie miłości
wszak miłość równe ma oblicza, dla mnie dziś jest synonimem szczęścia i spełnienia
opowiadanie ładne... piękne emocje

Zbrodnia Patrycja
 8 lipca 2016 roku, godz. 23:39

Miłość nie zadaje bólu? To chyba pan nie kochał, skoro nie bolało.

M44G Marjan
 26 lutego 2015 roku, godz. 20:49

Pięknie.

Albert Jarus Albert
 26 lutego 2015 roku, godz. 15:23

miłość nie zadaje bólu...