30 sierpnia 2020 roku, godz. 20:39 7,4°C

Recenzja książki nieobecnej

„Ziemiomorze – Czarnoksiężnik z Archipelagu”, Ursula de Guin – 2/5 ⭐️

1. Książka z gatunku fantasy, napisana nieskomplikowanym językiem. Nie ma konieczności czytania przypisów, ani przygotowywania Słownika Języka Polskiego. Narracja jest linearna, masywna, w odczuciu smętna, pospieszna i jak cień maszeruje za głównym bohaterem. Poza tym, dialogi występują sporadycznie, a opisy są raczej minimalistyczne.

2. Przeczytałem tylko większą połowę książki i osiągnąłem pułap sennego znużenia, z totalną obojętnością na dalsze losy, czyli nokaut.

3. Co poszło nie tak, to na pewno wybujała magia. Przykładowo, młody niedoświadczony mag rzuca się solo na rodzinkę smoków i pokonuje je z przysłowiowym palcem w d*. Co gorsza, dzieje się to nawet nie w połowie utworu. Pozostawiło mnie to z pytaniem – skoro już na wstępie sagi bohater ubija smoki, to czy w tym świecie zostało jeszcze coś ciekawego do roboty? Okazuje się, że tak! Jest to dyganie przed cieniem sprowadzonym ze świata umarłych, czyli przypadkowym efektem smarkatej magii, spowodowanym chęcią zaimponowania równie smarkatym kolegom z ławki szkolnej. Tego typu „smaczków” jest więcej, a które nadają cech absurdu świata przedstawionego, przez co nijak ciekawego.

4. Kolejnym nieudanym elementem są na pewno postaci, które nie posiadają magnetyzmu, czy jakiejś głębi, którą mogłyby zainteresować. Sprawiają wrażenie, że przychodzą na chwilę i równie szybko znikają, a przy tym ogólnie mało mówią, czyniąc przeważnie patetyczne gesty. Idealny przykład nawałnicy postaci z tektury, to okres pobytu bohatera na wyspie magów, gdzie zamiast dziewięciu mistrzów magii z marmuru, mógłby wystąpić jeden, ale za to z charakterem. Nie chcę się tutaj za bardzo znęcać, bo może dalej byłoby lepiej, ale na owe „dalej” nie mam już najmniejszej ochoty. Dla mnie lekcja z tego taka, że jeśli już saga, to pierwsza część musi być bardzo dobra. Wracając do tematu postaci, przychodzi na myśl książka z innej bajki, czyli „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, która jakkolwiek słaba, to dobrnąłem do końca, z samej tylko ciekawości względem głównego bohatera. „Ziemiomorze” wygląda zatem na pozbawione podstawowego filaru.

5. Ocena książki na pewno będzie różna, w zależności ile lat ma czytelnik, wszak polecają ją różne fora internetowe. Dla mnie jest to infantylne fantasy, które można włożyć między „Harrego Pottera” i „Opowieści z Narni” (przynajmniej na takie się czytelniczo zapowiadają, sądząc po ekranizacjach). Ostatnio czytany przeze mnie „Wiedźmin” sprawia w tym przypadku wrażenie utworu poza konkurencją. Niewzruszon!

Recerz Max
 1 września 2020 roku, godz. 20:32

Kwestia obsady nie jest tak istotna, ale to fajnie że można ją dobrać wedle uznania. Główną przewagą książek jest, że podczas czytania umysł pracuje w trybie twórczym na wielu obszarach (podczas barwnego pisania mamy to samo, plus parę innych smaczków). Dlatego, poza walorami językowymi, tak zaleca się czytanie zwłaszcza dzieciom.

W porównaniu z powyższymi atutami, film cechuje pewna bierność. Nie żebym skreślał film całkowicie, bo znam jakieś tytuły, które nie byłyby może tak dobre jako książka.

rzęsa wodna
 1 września 2020 roku, godz. 9:47

myślę, że masz ten sam problem
głównie z obsadą
burzy nasz wizerunek

Recerz Max
 31 sierpnia 2020 roku, godz. 19:46

To o „Czarnoksiężniku”, czy o „Pikniku” (wyposażyłem się już w „Piknik”)? 😉

Książki lepsze! Nie mogę się oderwać od wizerunków postaci jak już obejrzę film, a nie zawsze lubię obsadę. A tak, nadaję im niecodzienne rysy twarzy. Dla przykładu, w „Czarnoksiężniku”, główna postać – Ged – przybrał postać młodego Anakina Skywalkera z Tatooine, nie wiedzieć czemu. 😶

rzęsa wodna
 31 sierpnia 2020 roku, godz. 12:04

pewnie ci się nie spodoba moja polecana
tym razem zrobiłam na odwrót, najpierw obejrzałam film (rewelacja), który nie jest ekranizacją książki, ale pozostał motyw przewodni, a dopiero później moją poruszoną wyobraźnię dopełniła książka
pisz,
możemy się nie zgadzać, ale zawsze można o tym porozmawiać