9 lipca 2020 roku, godz. 13:57 1,9°C

Recenzja książki nieobecnej

„Zbrodnie miłości” Donatien de Sade 5/5 ⭐️

1. Książka napisana jest bardzo dobrze, nazwę to sobie stylem klasycznym. Zauważam, że jeśli utwór wydany jest co najmniej sto lat temu, pozostawia wrażenie wyższej jakości pisarskiej i nie bardzo jestem w stanie wyodrębnić w czym tkwi sekret. Czytało się bardzo płynnie. Nie pamiętam kłopotów ze zrozumieniem tekstu, czy błądzenia wzrokiem po przypisach. Nie ma zbyt wielu opisów „fizycznych”, natomiast sporo jest opisów natury psychologicznej oraz „przystępnych” rozważań filozoficznych. Stron około sto sześćdziesiąt, więc można szybko przeczytać.

2. Co do budowy, utwór składa się z dwóch niepowiązanych ze sobą opowiadań, jednak osadzonych w podobnym klimacie zbrodni. Ogólnie wszystko z nimi w porządku z wyjątkiem zakończeń, pozostawiających spory niedosyt i głębokie westchnienie zawodu… Ale to kwestia gustu.

3. Skoro de Sade, to od razu przywołuję w pamięci książkę „120 dni Sodomy...” i myślę „znowu będzie basen perlistej, gęstej, lepkiej mazi do przepłynięcia”, ale jestem mile zaskoczony. Może to jedno z wcześniejszych dzieł autora i nie zdążył przeistoczyć się w kambiona. W każdym razie, wszystko elegancko, acz tematyka pozostaje raczej ciężka.

4. Pierwsze opowiadanie – „Florville i Courvall”, opisuje pewien niecodzienny zbieg okoliczności, żeby nie powiedzieć fatalizm. Sytuacja jest nieco sztuczna, w odczuciu wyreżyserowana, gdyż nawet los nie mógłby być aż tak perfidny (chyba). Szkoda tragicznego finału. Zakończenie mogłoby być punktem wyjścia do soczyście perwersyjnego kazirodczego opowiadanka, aż żal bierze na zmarnowany potencjał. To szczyt okrucieństwa z mojej strony, ale pani Florville mogłaby jeszcze trochę pożyć, zobaczyć co byłoby dalej i przypatrzeć się rozdaniu nieco dokładniej. Swoją drogą, nazwa Courvall brzmi znajomo, czy to aby nie jeden z Czterech Jeźdźców Apokalipsy ze „szkółki libertynizmu”? Jeśli tak, to po tej historii nie dziwię się wcale, że stał się nim.

5. Drugie opowiadanie – „Eugenia de Franval”, także trzyma się tematyki kazirodztwa, które to osoby zamieszane próbują utrzymać „w mocy”, knując przy tym spisek za spiskiem. Tu z kolei końcówka zaskakuje, ale i zawodzi, że libertyn nie zachował się ostatecznie jak libertyn, mimo starannie budowanego odczucia, że świat nieuchronnie przepadł w piekielnych czeluściach. Nagle bowiem światłość triumfuje, wyłania się przypadkiem z boru, dosłownie, i zwycięża mrok, zacierając wszelkie wątpliwości. Co prawda, dzieje się to wśród martwych ciał, ale i tak słabe.

6. Tytuł w głównej mierze lustruje zagadnienie moralności i amoralności. Co może dziwić, trudno jednoznacznie wskazać co jest „źródłem wszelkiego zła”. Z jednej strony świat może funkcjonować i nie zalewa go zbrodnicze tsunami dzięki moralności. Właściwie, człowiek nie musi wierzyć w boga, ale powinien obrać system moralny, żeby zapobiec totalnemu chaosowi. Z drugiej strony, cudzą moralność można wykorzystywać do woli, czyni z ludzi niewolników podległych tyranom, a psychopatów ośmiela w poczynaniach i w pewnym sensie wyszydza, izoluje, przez co pozostaje im stoczyć się po całości. Poza tym, tak zwani ludzie dobrzy jawią się jako ci, których można rozgrywać jak pionki.„Ludzie szlachetni nigdy nie podejrzewają u innych zła, do którego sami nie są zdolni i dlatego właśnie padają od razu ofiarą pierwszego nicponia, który zechce ich zwodzić.”.

7. „Oko za oko uczyniłoby świat ślepym” mawiał Gandhi. Tylko co z tego, skoro dawno jest już ślepy z miłości? I tu docieramy do wątku pobocznego, czyli miłowania człowieka „złego”. Czy w ogóle moralne jest kochać sługę zła, zdrajcę, kłamcę, manipulatora, zbrodniarza, ale de facto człowieka, jeśli prowadzi to do własnej zguby, z nikłą nadzieją, że kiedyś się opamięta? Ślepa uliczka. Jeszcze inna rzecz, która mnie zastanawiała to pytanie – czy Edyp, Lot, pani Floreville muszą umrzeć za pieśń organów? I właściwie dlaczego to kto z kim sypia decyduje o cnocie lub hańbie? Moralne samobójstwo, to doprawdy ciekawe zagadnienie. Te i inne przemyślenia towarzyszyły mi w trakcie i po przeczytaniu książki. Jest to przyjemna stymulacja szarych komórek oraz inspiracja do pisania, która podbija ocenę o oczko w górę.

8. Utwór godny polecenia. Momentami leje się krew, więc być może nie dla wszystkich, ale ogółem bardzo elegancka kompozycja, odbijająca się echem w umyśle.

„Rzadko się zdarza, aby wszystko sprzyjało powodzeniu tej czy innej ludzkiej istoty. Ktoś jest faworytem Natury, ale Fortuna odmawia mu swoich darów; innego znowu Fortuna darzy szczodrze łaskami, ale znęca się nad nim Natura.”

Okładka przesiąknięta damskimi perfumami o słodkim zapachu.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Recerz, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.