16 grudnia 2021 roku, godz. 8:56 7,5°C

13.12.1981r.

Zastanawiam się. Czemu w stacjach radiowych głównego nurtu, nie ważne, czy rządowych, czy opozycyjnych, to dzisiaj o szóstej informowali o stanie wojennym, jakby on faktycznie rozpoczął się dziś? Skąd ten pietyzm i pompowanie balonu? Ciśnienie w tych wiadomościach słychać, jak czterdzieści lat temu słychać je było w wiadomościach o rewizjoniźmie niemieckim, czy ekstremizmie związków zawodowych w Polsce i grup intelektualno-naukowych wspierających tamtą "Solidarność", albo jeszcze wieczne konflikty izraelsko-arabskie.

Myślę, że dzisiaj im chodzi, aby odwrócić uwagę od tego, że ta rewolucja w wielkiej mierze nie powiodła się, bo Polacy nie żyją w dobrobycie, a Polska? Jeszcze bardziej nie jest suwerennym krajem, bo niemożliwym było wtedy, aby o ustroju sądów ppwszechnych w Polsce decydował Kreml. Dzisiaj urzędnik na stanowisku kierowniczym w ważnym urzędzie nie zarabiać często nawet tego tysiąca euro, a dominuje w zarobkach płaca minimalna, wyznaczona przez rząd. Alternatywą jest zmywak w Wielkiej Brytanii, fabryka okien w Irlandii czy rzeźnia w Niemczech. Młodzi ludzie nie mają szans na mieszkanie czynszowe, nie mają nawet nadziei na wkład własny pod drakoński kredyt. Niby można kupić w supermarketach zgrzewki habaniny za 9 zlotych i zapchać głód spokojnego, kulturalnego życia, ale się czuje, że to nie wystarcza. Chciałoby się pośród tłuszczy marzeń, aby prościej było i zasobniej. Trzydzieści lat po przełomie czujemy się złamani. Najbardziej przez propagandę wirusową. Wtedy, nikt mi nie powie, że była taka trauma jak teraz. My tak bardzo podzieleni, nienawidzący się w rodzinach. Krzyczący jedni do drugich - przyjdę na chrzest waszego dziecka, jeśli poddacie się jak my eksperymentowi medycznemu. Zatem 40 lat temu było spokojniej. Dzisiaj nie umiemy zjednoczyć się i zaproyestować wobec soft na razie totalitaryzmu. Na razie miękkiego, ale zabijającego skuteczniej w ludzkości, to co najważniejsze - wolność, rodzinę i spokój.

Wszyscy w jakiś sposób piszą o tamtym dniu. Miałem 12 lat. Czekałem na teleranek. Nie Czekałem na mszę. Czekałem właśnie na teleranek. Mieszkałem w lesie. Osada drwalowska. Pracowaliśmy ciężko i spokojnie było. Chleb, masło i ser były swoje plus śmietana, a za pieniądze szło się do kina. Dlatego o wiele wiele bardziej nienawidziliśmy ekstremy solidarnościowej, że zmusiła panujących do nie wyemitowania teleranka, czy 60 minut na godzinę.

Co robiliśmy w tym dniu? Nie wiem. Znając Tatę, to nie pozwolił nam iść do kościoła. Na pewno ktoś z nas poszedł i odciął na pienku głowę jakiemuś drobiowi i mama ugotowała rosół, a może sama odrąbała tą głowę gdzieś o czwartej rano i rosół ugotowała na jedenastą. Na pewno trzeba było rozpalić pod parnikiem i przynieść z piwnica kilka wiader kartofli aby uparowały się gdzieś do dwudziestej i inwentarz miał co jeść, aby mieć mleko i nabiał, aby nie być zależnym od gieesowskiego sklepu. Na pewno trzeba było przynieść ze szopy drewna i węgla do piecy. Pamiętam jeszcze, że gdzieś do szesnastej mieliśmy nadzieję, że jednak ten teleranek wyemitują. Potem pewnie przyjechał R i graliśmy jak zwykle w makao albo 66 do północy.

13.12.2021r. Brama. Na bramie śnieżne kule nadziane przez wnuczkę. Żartujemy, że dawno dawno temu na palach przed miastami pomocnicy kata nabijali tak głowy zdrajców.

yestem yestem
 16 grudnia 2021 roku, godz. 18:07

Hmmm, ciekawe... dziś głowy zdrajców mają się dobrze...
Pozdrawiam. :)