fyrfle Mirek
 14 kwietnia 2019 roku, godz. 22:06

Twój tekst odebrałem jako protest przeciwko strajkowi nauczycieli, bo rząd cukierek podzielił, choć szkoda, że nie zrobił tego wobec całej budżetowi. Żal też i w sumie gniew, że cały talerz cukierków dostają czlonkowie rad nadzorczych państwowych spółek i Martynki w Banku Narodowym

 13 kwietnia 2019 roku, godz. 18:08

Mała rzecz

W filmie Romana Polańskiego "Pianista" jest poruszająca scena, gdy rodzina pianisty - Władysława Szpilmana dzieli się na Umschlagplatzu cukierkeim iryskiem. Cukierki roznosił do sprzedania chłopiec. Kiedy senior rodziny prosi do siebie chłopca, pyta się, ile kosztuje cukierek. Chłopiec wypowiada horrendalnie wysoką cenę. Ojciec z oburzeniem odpowiada, że taka wysoka cena za taki mały cukierek. No i po co mu w ogóle te pieniądze? W tej ich sytuacji? Cukierek zostaje zakupiony i pokrojony na sześć osób. Każdy dostaje swoją część. To ostatni wspólny posiłek rodziny Szpilmanów. Za chwilę zostaną wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Pozostanie tylko Władysław. Na pewno do Hitlera nie doszły słuchy o dzieleniu się cukierkiem przez sześcioosobową rodzinę na placu przeładunkowym. Takie rzeczy działy się w czasie wojny. Małe dzielenie się wszystkim. Tutaj cała egzystencja skupiła się na małym cukierku. Życie zostało skurczone do tego smakołyku. Jedyna dobra rzecz w tej wojnie. Na tacy podany cukierek. Wojna też była podana jak na tacy. Czy się chciało, czy nie, musiało się ją przyjąć. Z tym tylko, że mały cukierek był czymś dobrym, natomiast wielka wojna - czymś złym. Takich smakołyków - dobroci było wiele. W tej wojnie zwykły cukierek był tarczą przeciw włóczni złego. Takie odruchy istniały. Odruchy dobroci. Dobroć rozwijana z papierka, ukryta pod nim. Wychodziła na wierzch. Cukierek jako ersatz, namiastka małego dobra, zjednoczyła rodzinę. Na ten jeden moment. Ostatni moment. Hitler nie wiedział o tym dzieleniu się dobrem. Takie małe rzeczy do niego nie docierały. Nie słyszał o małym irysku dzielonym na placu przeładunkowym. Że takie małe dobro jednak w wielkiej wojnie istniało. Niemcy mogli robić wszystko w stosunku do "podludzi", ale nie mogli zabrać takiego małego odruchu, jakim było właśnie dzielenie się słodyczem. Taki mały gest, a zjednoczył w dobroci swej bliskich sobie ludzi. Dobra rzecz nie musi być wszakże wielka, można poprzestać na małym. Nawet jeśli jest to mała rzecz dzielona na wielu.

Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.