30 grudnia 2019 roku, godz. 12:13

TRZECI DZIENNIK(recenzja książki)

Trzeci dziennik Jerzego Pilcha obejmuje czas od siódmego maja 2017 roku do 15 lipca 2018 roku i wydany jest przez Wydawnictwo Literackie chyba w roku 2019. Pisany w Wiśle i Warszawie. Oczywiście czyta się tą książkę znakomicie,choćby dlatego, że drukowana jest grubą czcionką, co sprawia, że czytanie samo w sobie jest wygodne. Czytanie swoimi oczami, to coś lepszego, niż odsłuchiwanie książki, nawet gdyby ją czytał Janusz Gajos czy Piotr Fronczewski. Pilch rozpoczyna od swoich relacji z matką podczas pobytu w Wiśle i jest to po prostu opis trudnego jak zwykle czasu starości, która dziwaczeje, która wielbi na przykład psy i jest ortodoksyjniejsza od ortodoksji luterańskiej.

Komętuje Jerzy Pilch ówczesne wydarzenia polityczne, czyli zwycięstwo w wyborach prezydenckich we Francji Macrona i sukcesy naszej Dobrej Zmiany, oczywiście deprecjonując je i ją. Stoi zdecydowanie po stronie totalnej opozycji, ale ta stójka jest z klasą jaką on tylko ma przez swój dystans, ironię i złośliwość, to się chyba nazywa tak zwanie warsztatem literackim. Ja ten sposób pisania uwielbiam, inni pewnie nie. Bardzo kulturalna to opozycja, której powinni uczyć się sędziowie i kodowcy. Mój prywatny to kandydat do Nobla i wielu wielu innych nagród literackich.

Jak zwykle znajdziemy tutaj humorystyczne i nieco zjadliwe komentarze do ortodoksji protestanckiej, czyli podkpiwanie z potępiania małżeństw z katolikami i kompleksu jakim żyją ewangelicy wobec katolików, że po prostu religia katolicka jest silna i mimo swoich wielkich często złych działań, to jednak ewangelicy przechodzą na katolicyzm, a nie odwrotnie.

Oczywiście najwspanialsze są jak zwykle opisy miłosnych podbojów i wszelkie nawiązania do płci pięknej, która stanowi bodajże najważniejszą treść życia pisarza, a więc konsumpcja kobiet ze wszystkich zmysłów, bardzo namiętnie i raczej tylko przez czas jakiś.

Rozpisuje się autor dziennika o wszelkich znanych pisarzach i o tym, że z pisania były i są pieniądze, które rozchodzą się dość szybko na karty, dziwki, alkohol i narkotyki, czego efektem jest wszelkie inne zatracenie. Można się zastanowić nawet, czy żona pisarza, to męczennica czy dziwka? Albo jedno jest w drugim i odwrotnie. Losy, losy pisarzy - barwna opowieść o dziwkach i nałogach, w sumie porażka o której jest głośno, paradoksalnie z chwilami trumfu, ale czy to na pewno było życie? Może właśnie treść dziennika?! Tylko i aż.

Jest Pilch mistrzem ironii i sarkazmu ubranego w mistrzowskie frazy, okraszone przekleństwami, ale przeważnie bez przekleństw. Potrafi wkurzyć, ale nie szczypiąc i nie posypując solą rany. Zatem bez wulgaryzmu ale dosadnie i naprawdę idzie w pięty. Przezabawnie droczy się z ludzkimi świętościami, ze swoją i cudzą starością, a właściwie to "głaszcze"całe człowieczeństwo. Powagę okazuje tylko literaturze.

Pilch jak zawsze wspomina wielu pisarzy, redaktorów pism, w których pracował i z którymi współpracował. Mnie szczególnie ujęła jedna prawda o pisaniu, kulturze i sztuce, którą sformułował Zygmunt Kałużyński i którą leczył z zarazy idealizmu - "nie ma bytów idealnych:kultury i sztuki, a jest walka o kasę, wpływy, żłób i władzę. Zgadzam się z mistrzem i powtarzającym za mistrzem słowa mistrza mistrzem. Jedni namaszczają drugich. Autentyki się potępia i wyklucza. Potwierdzeniem Nobel literacki za rok 2018 najpewniej.

Czy wolno twierdzić Jerzemu Pilchowi, że ostatnie arcydzieła filmowe były w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku? Wolno, jego zdanie, ale my, którzy uczestniczymy w świecie filmu poprzez kina studyjne wiemy, że arcydzieł jest do kilkunastu każdego roku. Pilch, jak to namaszczony na piedestał, bardzo łatwo wynosi jednych, a strąca drugich, ale trzeba mu przyznać rację, kiedy piszę, że sztuka i literatura są ważne, ale ważniejszymi są kolega i przyjaciel.Zatem jeszcze ważniejszymi są żona, mąż,ojciec, matka, rodzeństwo, dzieci - oczywiście, jeśli są rodziną, a nie tylko wspólną krwią z połączenia męskiego plemnika i kobiecego jaja.

A sercem takich książek, duszą takich dzienników, a zatem uwielbieniem czytelnika są takie zdania, w których autor twierdzi, że wielbi czerwiec za dekolty. Czytelnik dlatego kocha Pilcha z Wisły! Przez takie strofy pisarz przechodzi do legendy, a Wisła, to będzie miasto pielgrzymek, a Warszawa jest wybranym narodem, bo po jej brukach najczęściej stąpa Jerzy Pilch.

Ciekawą definicję dziennika podaje Pilch: podróże, spotkania, korespondencja. Ja zdecydowanie poszerzam ten zakres,choć przecież życie codzienne i to jak najbardziej podróż, zatem sny i odgłosy kiszek stolcowych jak najbardziej są dziennikiem, zresztą udowodnił to Mann i inni.

koniec części pierwszej

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.