8 listopada 2019 roku, godz. 7:47

Przechodniem będąc między Wami

Te rozważania nad źródełkiem św. Wita zaczęły się od wspólnego zdjęcia znanego Górala Harnasia Żywieckiego i znanego kucharza górnośląskiego. Jedni więc zaczęli twierdzić, że Ślązacy kolonizują Podbeskidzie, a przynależy ono etnicznie i geograficznie do Małopolski. Kucharzowi z Górnego Śląska mają za złe, że buduje restauracje na Żywiecczyźnie i firmuje je jako śląskie jedzenie, niszcząc w ten sposób tradycyjną kuchnie beskidzką. Ja opowiedziałem się po cepersku za słusznością sojuszu ze Śląskiem i żeby związki Podbeskidzian z Małopolską zdecydowanie między klehdy już odłożyć.

Mnie uczono za matki nieboszczki komuny, że Podbeskidzie, Małopolska, Podkarpacie, to Galicja,czyli zabór austriacki, czyli największa nędza w Europie, a już na pewno Galicja to największa nędza zaboru austriackiego. W każdym razie zwłaszcza ludzie z Żywiecczyzny do pracy jeżdżą na Górny Śląsk. Dlatego Ślązaki utrzymują linię S-5 kolejową i dobre drogi na Śląsk. Do Krakowa z Żywca koleją nie dojedzie się, a drogi są przerąbane. Ludzie tu pracowali na śląskich kopalniach, a nie w Małopolsce. Kraków przyjmował ino ludzi wybitnych stąd, jak biskup Pieronek. Zresztą i biskup Pieronek specjalnie się tutaj nie udzielał po mojemu, bo należał do elity krakowskich uczonych. Niby z czym i do kogo tutaj miałby wracać?

W ogóle to GIERKÓWKĘ zbudował pierwszy sekretarz z Sosnowca i kurorty w Wiśle, Ustroniu, Szczyrku, Jeleśni i Korbielowie dla braci górniczej i hutniczej Śląska i tak Żywczanie zyskali okno na świat, czyli wyjechali do Tychów, Katowic i zasiedlili Górny Śląsk, bo niby co tutaj mieliby robić ludzie wykształceni i wybitni? Robotnicy też jeździli do kopalń. Związki ze Śląskiem są oczywiste, a zna ktoś jakieś z Krakowem?

Ciekawe jak Krakowiaki mają się z Maryśkami? Czy też uważają je za głupie? Może to jest punkt styczny Podbeskidzian i Krakusów? Opowiadała mi jedna świętej pamięci, że Podbeskidzcy, to generalnie Maryśki uważają za głupie i generalnie nie dają na imię tak dziewczętom. Szukam tych punktów wspólnych z Małopolską, ale jak człowiek z Wilkowic uważa się za Krakusa, to dla mnie jakisik kosmos jest niewyobrażalny.

Była reforma i mądrze zrobiono, że przyłączono Cieszynszczyznę, Żywiecczyznę i Bielszczyznę do Katowic, bo filia województwa jest w Bielsku i ze sprawami urzędowymi jest blisko, a taak trzeba by było dyrdać do Majchrowskiego Grodu. Dla mnie to nieporozumienie.

A sama Żywiecczyzna jest piękną krainą z górami i jeziorami, ale cywilizacyjnie zdaje się odstawać. Smog, szpital budowany ponoć przez Kanadyjczyków z Azji. Trochę tutaj daleko od szosy mimo ekspresówki i kolei. Kilkunastu posłów różnych opcji, a rozwiązania problemu smogu nie ma korzystnego dla użytkowników kopciuchów. Czemu nie buduje się elektrociepłowni i nie przyłącza hudob do już istniejącej elektrociepłowni? A Śląsk? A Śląsk to je COŚ! Tam są Brzeszcze! Tam jest NOSPR i Spodek. Czy można chcieć więcej?

tak sobie jednak myślę, że nikt tak nie łączy Podbeskidzia z Małopolską jak Jerzy Pilch,ale Księstwo Cieszyńskie,to Podbeskidzie, czy jednak tylko Śląsk Cieszyński? Jednak to zupełnie inna kultura - protestanci, pracowitość i ortodoksja biblijna, zupełnie inne przesądy, ale gdyby jednak, to nikt jak Jerzy Pilch, geniusz prozy, któremu to ja osobiście przyznaje palmę pierwszeństwa śród polskich pisarzy.

Może jednak wrócić do biskupa Pieronka? Po mojemu katolik, ale zupełnie nie podbeskidzki, raczej od Tygodnika Powszechnego, księży Tisznera i Twardowskiego.

Coraz więcej Żywiecczyznę łączy jednak ze Śląskiem. Browar przejął legendarnych piwowarów z mojego Namysłowa, a zatem smaki arcyksiążęce zostały wzmocnione przez królewskie smaki piwa irlandzkiego, pilsa, zamkowego, kuflowego. Jest się z czego cieszyć, bo po wygaszeniu produkcji w Cieszynie brackiego z białym napisem Cieszyn, to bidą wiało z ulicy Browarnej. Tak czy siak Namysłów to Śląsk, zatem znowu nic wspólnego z Wawelem i Zakopanem.

Tak,Kraków ma swoich górali zakopiańskich i sądeckich, i nikt tam za bardzo nie wie gdzie jest Żywiecczyzna dopóki nie musi jechać na popiątek. Krakusom podoba się Jezioro Międzybrodzkie i te Magurki wszelkie po których sobie mogą z kijkami po hasać. Cały ruch jednak idzie Gierkówką w niedzielę, bo tak zwani Ślonzoki wracają z obiadów u mamy w Jeleśni i Żabnicy, więc obrażanie się na kuchnię śląską uważam za bezzasadne. Mieszają się oba smaki i tyle. Trzy dni jemy kwaśnicę, a potem trzy dni żurek. Nic tak nie smakuje tym z Pewli jak rolada z krowy, kluski ślunskie i modro. Zresztą ona smakuje w całym świecie. Takiego mieżdunarodnowo dania z Podbeskidzia nie ma. Raz byłem na rzekomo góralskim jadle w Węgierskiej i było to strasznie tłuste, pozbawione właśnie bukietu surówek, więc pełna dyskwalifikacja. Galicyjska bieda nie usprawiedliwia tutejszej tradycji kulinarnej. Prażuchy, to jednak prekarbon jakiś żywieniowy i mimo, że zachwalany przez biskupa Pieronka, to jednak takie se tylko jest i bidne. Znacie jakieś strikte tutejsze jedzenie, a smaczne? Tak naprawdę w Żywcu królują kebaby, ale też nie są z jagnięciny, bo za bardzo w tutejszych górach owiec się nie hoduje. Zjadłbym udo z jagnięcia. Ciekawe czy coś takiego można zjeść tutaj? Dobre tutaj to się lody robi, choć daleko im do irlandzkich, bo mleko mamy marne, rozwodnione po prostu. Genialnym jest chleb piekarni Pani Kastelikowej na ulicy Komorowskich i cudne są śledzie z Gilowic. Ale czy to coś ma wspólnego z Małopolską? Raczej ze Śląskiem. Ktoś mi mówił, że zasadnicza część genialnego chleba jedzie do Katowic. Fakt widziałem obważanki pod mini zoo. Ale czy to coś znaczy?

Z oryginalnych wytworów, to oczywiście polecam bacówkę w Przybędzy i genialne sery wytwarzane z mleka od tego cudnego stada owiec tam - bunc, oscypki czy bryndza są doskonałe. Słyszałem, że urzędnicy gminni czegoś tam gdzie trzeba nie zgłosili i sery te nie mogą być sprzedawane pod tymi nazwami, więc są to po prostu sery owcze.

Poza tym z obserwacji moich i z tego co mi opowiadają tutejsi, górnośląscy, dolnośląscy, małopolscy, to wszystkich nas łączy chciwość i brak szacunku do siebie wzajem. Co najmniej.

Lola Lola Mika
 24 listopada 2019 roku, godz. 18:26

Bardzo ciekawie napisany felieton. Przeczytałam z przyjemnością :)