5 listopada 2019 roku, godz. 8:32 4,3°C

Boże Ciało(recenzja filmu)

Tak, to jest zdecydowanie film na Oscara, film genialny, film wybitny, arcydzieło. Oscara oczywiście nie otrzyma. Przypuszczam nawet, że nie dostanie się do dziewiątki przed finałową piątką albowiem jest to film strikte katolicki, polski, heteroseksualny, poruszający problemy naszej religii i ludzi tworzących tą religię na wsiach i w małych miasteczkach. Gdyby była jakaś noblistka w jakiejkolwiek dziedzinie, która lży Polskę, Polaków, Kościół Katolicki, gdybyż jeszcze był jakiś taki jej kolega, który walczy o prawa ropuch na jakimś bagnie, a nie dostrzega, że jego walka powoduje śmierć ludzi, których w mieście przez brak obwodnicy rozjeżdżają tiry. Gdyby chociaż, któryś z księży pokazanych we filmie był gejem, co chce zmienić płeć, gdyż ma życzenie urodzić zdrową dziewczynkę o czarnym kolorze skóry. Albo gdyby córka gospodyni była w ciąży z transwestytą i w ostatniej scenie filmu wsiada do auta w celu wyjazdu do Czech i tam dokonania aborcji. Ale nie! Film jest o heteroseksualnych katolikach z Podkarpacia.

Film pokazuje dwóch księży. Jeden jest opętany przez diabła, a drugi zdaję się być samym diabłem. Zwłaszcza drugi budzi przerażenie, tn grany przez Łukasza Simlata, który wysyła wychowanków poprawczaka do pracy w tartaku na Podkarpaciu u znajomego biznesmena, jako półniewolnicza siła robocza. Uświadomiliśmy sobie oglądając ten film, że gdyby miał takie możliwości jak w Chinach mają wychowawcy, to namawiałby ich na oddanie narządów na części lub po prostu sprawiał, że znikaliby bez wieści, porywani i zabijani na części. Zdzisław Wardejn zaś gra księdza klasycznego w polskiej kulturze i literaturze oraz niestety życiu. Samotnego i alkoholika, który na zapadłym Podkarpaciu ulega naciskom możnym przedstawicielom ciemnogrodu katolickiego, niszcząc w ten sposób życie innych, a powodując wzrastanie w gniewie i pysze tych pierwszych.

Jest w tym filmie ukazana kondycja polskiego rodzinnego biznesu i rodzinnych biznesmenów wiejskich, ale podejrzewam wszystkich, czego dowodem choćby milion sześćset tysięcy Ukraińców zatrudnionych na czarno. Pytany przez dziennikarkę król wsi i właściciel tartaku odpowiada wprost, że jak trzeba, to ludzie nie kończą tutaj pracy, nie ma więc mowy o systemie ośmiogodzinnym i prawach pracowniczych. Domyślamy się, że wszyscy pracują na umowy śmieciowe lub na czarno. On reprezentuje typowego polskiego tak zwanego przedsiębiorcę, który bogaci się horrendalnie kosztem nędzy swoich niewolników. Zamiast uczciwych pensji, premii i domów przyzakładowych, przedszkoli, wsparcia stołówek przyszkolnych, to co taki ktoś robi z pieniędzmi? Ano oczywiście wspiera piłkę kopaną we wsi czy gdzieś w pobliskim mieście i topi miliony w cwaniakach nieudacznikach kopaczach. To standard na wsi - takie są moje obserwacje i przemyślenia po lekturze dzieła Komasy.

Gospodyni księdza, czyli dla nas przedstawicielka w zapadłych parafiach Podkarpacia, Małopolski i Podbeskidzia organizacji przyparafialnych, które kształtują zakłamanie parafian i to się zwie ciemnogrodem katolickim. To ci, którzy tworzą kluby wspierające jakieś dziwne radia, a nie radia diecezjalne. To te, które podczas kółek różańcowych obgadują i stygmatyzują katolików wolnych i żądających zmian w kościele. Te, które podpowiadają księdzu i społeczności katolickiej kto ma być pochowany na katolickim cmentarzu, a kogo trzeba pochować najlepiej 100 kilometrów od wsi. To ci, którzy dzielą parafian na dobrych i złych, sami będąc klasycznym podmiotem diabelskim. Subtelnie, ale dobitnie przedstawiony stan relacji międzyludzkich w parafian, który uzmysławia nam jak bardzo my katolicy jesteśmy nędznikami i najgorsze, że nić z tym nie chcemy robić. Godzimy się na to, aby kościół w Polsce miał twarz średniowiecza. Ograniczamy się do dawania na tacę, nie wsłuchujemy się nawet w kazania, nie krytykujemy tych kazań za bezpłciowość, czyli, że w treści one nie mają jaj, bo są obłe i nie odnoszą się do zła trawiącego społeczność, które wiadomo, że idzie od pana, wójta i plebana, a więc faktycznie wójtów, biznesmenów, polityków, radnych, szefowe KGW, szefa OSP i księży naszych księży.

Symboliczną i jak nam z życia jest znaną ostatnia scena, w której bohaterka wyjeżdża ze wsi, bo nie chce żyć z kłamacami, bo ma ambicje, bo w dużych miastach jak Poznań, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Warszawa, Bielsko-Biała ludzie są inni, są po prosstu lepsi, nawet nie będąc katolikami. Tam jak taka młoda dziewczyna jest dobrą nauczycielką, to dostanie pracę z pocałowaniem w rękę, nie musi korzystać z zasady kolesiostwa czy nepotyzmu, a więc liczyć na ciotkę prezeskę banku spółdzielczego. Informatyk nie musi czekać aż wuj wójt ustawi konkurs w gminie, tylko jedzie i spokojnie bez spinki zarabia 10 tysięcy za swoje usługi. To wszystko jest przez wypaczony do bólu katolicyzm. Szczególnie przykre jest, że księża nie mają odwagi być świętymi w tych relacjach człowieczych, a przykład z filmu pokazuje i wskazuje drogę - nie przez celibat i seminarium w człowieku tworzy się charyzmatyczny przywódca parafii - ksiądz silny, odważny, ksiądz prawdy, a choćby i na krzyż wiodącej.

Jest we filmie jeszcze jedna bardzo symboliczna scena, kiedy wychowanek poprawczaka, który wplątał się w rolę księdza na Podkarpackiej wsi wszystkich tych przedstawicieli symbolicznie miesza z błotem,każąc klęknąć im w zdezelowanej ulewą ziemi. Dobitnie pokazał scenarzysta jak my katolicy mamy już dość bagna, sadzawki, rynsztoka, w którym nas umieszcza się przez chrzest, którzy tworzą nam elity i my sami, i tak bardzo bardzo nie umiemy tego wszystkiego poukładać na nowo - bez chciwości, bez nałogów, bez hipokryzji, bez fałszu na każdym kroku, bez zawiści, ale w formie wspólnoty, życzliwej wspólnoty, wspomagającej się, gdzie jak w Ewangelii jest zasad - chcesz być pierwszy to im służ, czyń ich życie dobrobytem, a nie ich dój.

Film perfekcyjnie zagrany przez Bartosza Bielenię i Kompanię towarzyszy. Przecudnie śpiewają ci młodzi aktorzy.

Jeszcze są inne problemy pokazane we filmie, a więc piekło tak zwanych zakładów wychowawczych, piekło elit, czyli studenci, którzy pretendują do ważnych ról w społeczeństwie, a finalnie będą tak zwanymi łże elitami. Zdeprawowanymi nadzwyczajnymi kastami, tworzącymi państwo bez zasad, z którego wielu będzie musiało uciekać w emigrację. Jest i polska złota młodzież wiejska, która chleje i gzi się na kilorogramy, bo w ich życiu przykładem jest chamstwo, brutalna władza pół przestępców i wdów, które ani konsekrowane, ani zaślubione nowym miłościom. Wręcz rodzi się pytanie, czy na takiej parafii może urodzić się miłość w ludziach? Film podsyła takie oto przemyślenie, że wciąż Polakom trzeba pracy u podstaw. Podstawy to nie kradnij Polaku. Nie oszukuj Polaku. Nie chlej Polaku. Nie poniżaj Polaku. Nie niewol Polaku. Ucz się Polaku. Rozdawaj siebie Polaku. Nie pielęgnuj głupoty Polaku.Nie pielęgnuj fałszu Polaku.Bądź uczynny Polaku.Dokształcaj się Polaku. Ale przede wszystkim spróbuj po sto ente nie okradać nie okradać, nie tylko z pieniędzy, ale z godności, z wiary, z chęci do życia.

yestem yestem
 12 listopada 2019 roku, godz. 21:12

Miałem okazję wreszcie zobaczyć film i rzeczywiście bardzo dobry.
Imię bohatera też nie jest przypadkowe. Oczywiście słownictwo może razić, z pewnością nie jest to film "rozrywkowy", to trudna historia bardzo realnie pokazana i dobrze zagrana. Każda postać ma wnętrze, ma własną historię, to nie są bezbarwne figury trzecioplanowe.
Szokuje urwane zakończenie, ale to też ma swoje uzasadnienie.
Nie wiem, czy jest szansa na Oscara, pewnie masz rację, ale warto ten film pokazać światu.
Pozdrawiam :)