5 listopada 2019 roku, godz. 11:32

WSCÓD(recenzja książki) cz. 2

Stasiuk wraz z kolegami nieświadomie piją wino owocowe na cmentarzu tych którzy zmarli w wyniku zarazy. Jego rozważania przynoszą moje wspomnienia o tych, którzy pili świadomie wina owocowe na cmentarzach dolnośląskich. Świadomie chodzili na tak zwany stary cmentarz przy ulicy, ona jeszcze wtedy nie miała nazwy naszego świętego i tam schodzili do poniemieckich grobowców. Siadali na metalowych trumnach i wagarowali o drożdżówkach, bułkach maślanych od legendarnego piekarza i cukiernika oraz oczywiście mieli też ze sobą skrzynkę wina owocowego. A potem u zarania postkomuny te trmny wytachali, pocięli i wywieźli na złomy. Nie wiem co zrobili z niemieckimi kościami. Wolę nie wizualizować.

Jeszcze był w centrum miasta ten protestancki cmentarz. Bardzo bardzo zarośnięty. Tam też chodzili na te wagary zamiast jechać na lody do ościennych miast powiatowych i tam nie spotkać jakiegoś wścibskiego i dociekliwego nauczyciela. Pili, palili papierosy. Pozowali do zdjęć, robiąc jaskółki na pomnikach zielonych od mchu. Stawali na pomnikach z winem, a SMIENA *M cykała foty, z których dumni są po dziś dzień i chwalą się nimi już nie szwagrom tylko wnukom.

Stasiuk wiele bardzo pisze o drugiej wojnie światowej. Ja też wiele wiem o wojnie na wschodzie. Wiem z ust Mamy, ciotki, wujów. Mama widziała wojnę i zbierała opowiadania rodziny, sąsiadów i leśnych ludzi. Opowiedziała mi wszystko podczas nocy z wtorku na środę, kiedy audycje w pierwszym programie polskiego radia prowadził redaktor przyjeżdżający do Warszawy z Lublina. Zebrała też historię wojny od Żydów, Ukraińców i Niemców. Lubelskie wtedy to była Polska centralna jak najbardziej.

Dla Stasiuka legitymacja partyjna wuja to tragedia, jakaś trauma, a dla mnie oczywista oczywistość. Myślę, że potrafię myśleć perspektywiczniej i PRL miał według mnie świetlany system polityczno-społeczny, tylko my Polacy jesteśmy cwaniakami, a złodziejstwo wysysamy z mlekiem matek. Napisałbym to jeszcze w ujęciu katolickim, ale obrażone uczucia religijne pozwały by mnie do sądu, więc skapituluje póki co. Legitymacja partyjna, legitymacja TPPR, to moje dzieciństwo cudne, gdyby nie alkoholizm, byłoby Edenem, a tak było tylko cudnymi manowcami. Którzy rzucacie kamienie w socjalizm, zastanowiliście się, policzyliście ofiary kapitalizmu? Kapitalizm, nawet ten współczesny, to miliony w psychuszkach, których wytrzebił rak, zawały, wylewy i powiesili się doprowadzeni do ruiny psychicznej. czemu Stasiuk podnosi ten kamień tego podziału, tej filozoficznej i duchowej niezgody buduje mur?

Wschód, to Warszawa. To zatem stadion dziesięciolecia, a na nim koncert Perfectu i OMD. Bazar. Warszawa jest jednak mi obca, czuje niechęć do niej i lęk przed nią. Kojarzy mi się jakoś ateistycznie, zamordystycznie, może przez wymordowane w wyniku powstania setki tysięcy, a na pewno przez spaloną obrończynię najemców kamienic, spaloną żywcem i śmierć, której wyśmiali warszawscy sędziowie. Miast symbol pochodu lewackości bandyckiego liberalizmu. Ale na szczęście na Mirusia z tego krwawego popielnika mryga iskiereczka Wiecha i gitary Borysewicza. Miasto stadiony Gwardii,czyli niezapomnianym koncert Stinga w 1996 roku. Miasto tych młodych ludzi, osiedleńców z mazowieckiego, z którymi obok pensjonatu na Harendzie w Zakopanem siedział i pił piwo przy ognisku, z którymi cudnie przegadali prawie całą noc. Twierdzili, że esencją zła Warszawy są rodowici Warszawianie. To by się zgadzało, tak się też mówiło o złu Wrocławia.

Stasiuk wiele poświęca komunikacji PRL, Rosji i ZSRR. Też pamiętam te malutkie niebieskie Sany, ciasne,hałaśliwie z charakterystycznym samolotowym pomrukiem, gdy silnik już zaczął równo pracować. Złych i dobrych kierowców, konduktorów i całe mnóstwo przygód w autobusach, jak ta kiedy bardzo bardzo grubemu weterynarzowi wiejskie babsko powiedziało, że powinien kupować dwa bilety dla swojej dupy.

Największym osiągnięciem pisarskim Andrzeja Stasiuka w tej książcze jest trawestacja litanii loretańskiej do Matki Boskiej i zastąpienie zwrotu Maryjo zwrotem Komuno. Wyszła mu litania do Komunizmu.
Komuno nieskalana
Komuno nienaruszona
Komuno najczystsza
Komuno dziewicz
i tak dale, i tak dalej, a potem następują jego natchnione, moim zdaniem, Duchem Świętym rozważania. Wielka to literatura, wielkie rozmyślania, wielkie poruszenie zmuszające do myślenia.

Komuna jego wschodu czy mojego zachodu, to gumofilce, gumowce, onuce, wielkie buciory z żelazem tam gdzie palce, żeby wielkie kloki drzew niesione na metry nie zgniotły palców, gdyby dziesięciolatek nie zdzierżył jedna ogromnego ciężaru. Jeszcze były czapki uszate, które załatwiało się u żołnierzy radzieckich, albo najlepiej jak się miało kogo w ZOMO, Milicji, czy w konsumach. Potem się je przemalowywało na czarno.

Powojenny wschód, to i jak zachód, czyli ziemia rozdana dla bezrolnych chłopów, część rozkradli, ale jednak każdy coś dostał. Zabrali ją kułakom, czyli obszarnikom i rozdali jak umieli sprawiedliwie. Do nich przychodzili, moim zdaniem żołnierze przeklęci i zabijali ich bestialsko często. Dla ich rodzin i popleczników politycznych będą bohaterami, bo według nich walczyli za wizję ich Polski i ofiary ich są godne pożałowania jedynie lub trzeba o nich zapomnieć. Wolę zapomnieć wyklętych, ale nie zapomnę, będę wypominał ich zbrodnie.

PRL wschodu przypomina pisaniem Stasiuka o bohaterach Komuny Paryskiej - Walerym Wróblewskim, Jarosławie Dąbrowskim i dziesiątkach Gawroszy. Zaraz przenosi nas do kołchozów i sowchozów, ja widziałem PGR-y i pracowałem w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, w Przetwórni Owocowo-Warzywnej, w Nadleśnictwie, Zdobyczach socjalizmu PRL, wielkich zdobyczach, fundamentach naszego dzisiejszego bezpieczeństwa, dzięki temu możemy do kapitalizmu odnosić się relatywnie i punktować jego nieludzkość w wielu przypadkach. Polecam tą książkę, choć trudna i wymaga skupienia.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.