8 marca 2019 roku, godz. 7:47

GREEN BOOK(recenzja filmu)

1962 rok. Czarny i biały Amerykanie podróżują przez południowe antyafroamerykańskie i nie tylko Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Biały się uważa za niewolnika, ale czarny uważa się za większego niewolnika, a za jego większym niewolnictwem ma przemawiać to, że opuściła go żona, jest czarny, jest samotny i jest homoseksualistą.

Jadą sobie przez te południowe rasistowskie i strasznie homofobiczne stany USA i biały dostępuje spełnienia się jako pielgrzym, bo oto może w Kentucky kupić w oryginalnej restauracji słynnego McChickena z Kentucky i widzimy my widzowie, że trafił do raju, którym chce się podzielić z czarnym Amerykaninem i udaje mu się w niego ten raj przeszczepić.

Jadą więc dalej i tam biały natrafia na czarnego misyjną pracę na rzecz świadomości ekologicznej. W 1962 roku? Temat się wydaje być naciąganym mocno, ale koniecznym do Oscara za najlepszy film amerykański. Czarny misjonarz uczy też "białego murzyna" praktycznego stosowania w życiu siódmego przykazania, czyli, że jak leży, to nie znaczy, że jest twoje,moje lub nasze, ale jest tego komu wypadło.

Białego murzyna jest to zderzenie z pięknem, bo nieopatrznie zgadza się pisać list do żony i dzieci, więc samotny czarny niewolnik widząc jego nieporadność w biegłości władania słowem pisanym pomaga mu pisać listy romantyczne i poetyckie, a w ostateczność w ciągu ośmiu tygodni nauczy go pisać cudną amerykańszczyzną.

Podróżują i biały ma misję, którą czarny nie podziela, choćby z racji tego, że jest gejem, więc chyba nie potrafi jego umysł operować w tych kategoriach piękna, a mianowicie biały uparł się, że sprawdzi czy prawdą jest, że piersi kobiet południa są o wiele większe i wiele krąglejsze, a zatem wiele bardziej sycące zmysł wzroku i chęć budzące usilniej niż piersi kobiet z północy. Choćby dla finału tych poszukiwań trzeba obejrzeć to dzieło X Muzy.

Przemierzają południowe stany i spotykają bardzo złych białych niewolników, niewolników przez wszelkie uprzedzenia do ludzi innych, traktujących innych z dzisiejszego punktu widzenia nie do przyjęcia, że nawet biały niewolnik musi dać w twarz innemu białemu niewolnikowi, co czarnego i białego doprowadzi do pewnego całkiem bliskiego spotkania z Robertem Kennedym.

Film pokazuje czym jest cud w praktyce, a więc czarni murzyni gdzieś, w którymś z południowych stanów Ameryki ciężko harują w polu jakimiś gracami, są przygarbieni, spoceni i nagle jeden z nich dostrzega zatrzymującą się na drodze limuzynę, w której kierowcą jest biały, a na tylnej kanapie wygodnie rozłożony siedzi czarny człowiek. Powoli pracujący Afroamerykanie prostują się i patrzą, patrzą i patrzą jeszcze, i naprawdę nie jestem sobie wyobrazić nawet co oni sobie wtedy myśleli. W każdym razie scena jest przekomiczna i przejdzie do historii kina.Inną rzeczą jest, że gdyby wiedzieli, że czarny na kanapie jest gejem, to nie wiem czy by nie pobiegli na drogę, wyszarpali go z błękitnego pięknego autka i nie zagracowali na śmierć. W człowieku zawsze znajdzie się jakiś powód do nienawiści, czy oceny idącej za daleko w wyroki.

Ten film ma wszelkie atrybuty konieczne do współczesnego Oscara za najlepszy film. Jest o rasizmie, jest o tak zwanej homofobii, jest o samotności, jest o ekologii, jest o przełamywaniu barier, jest o podłości, jest też o heteroseksualnej małżeńskiej i rodzinnej cudnej miłości i o brataniu się ludzi pomimo różnic, jest o wpuszczeniu do domu nosiciela grzechu, więc zatem jest o tolerancji.

Wszystko to ilustruje naprawdę piękna muzyka w tym oczywiście naszego Chopina, wykonywana przez podwójnego doktora, który urodził się w ciemnej karnacji skóry, jest niesamowicie mądrym i wewnętrznie pięknym człowiekiem. W ogóle w pewnym momencie filmu myślałem sobie, że tak naprawdę to on jest adresowany do białej katolickiej widowni i mówi - patrz, tęczowe jest piękne, pozwól Trzaskowskiemu i Rabiejowi w Warszawie i w Polsce na co absolutnie pozwolić nie możesz! Pozwól wiośnie zakwitnąć samozadowolaniem sześciolatków i przyzwól 9 latkom , a by zaakceptowały siebie w spełnieniu seksualnym z dorosłymi - otwórz się! Niech w sercu twojem bracie i siostro katoliczko zamieszka chwila dla pedofila.

Jadą przez te Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i rozmawiają ze sobą czarny i biały obywatele Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej i powiem - rozmawiają naprawdę cudnie, że za samo poczucie humoru w tych dialogach jakaś statuetka Oscara się należy. Jeszcze rozmawiając edukują nas. Mówią co jest cool i co trendy. Mówią, co absolutnie jest be, a co całkowicie rozmija się z cacy.

Kamera prowadzi nas przez wszelkie pokusy ludzkie, przez grzech i zwyczajne zło oraz przez amerykańską przemoc narodu powstałego ze zlepków najmniej eterycznych struktur ludzkich, nie za bardzo wiedzącego, nie za bardzo kochającego, nie za bardzo nadstawiającego wtaroj policzek, ale za to świetnie władającego pięściami, które to pięści w ostateczności, ale przeważnie wcześniej wyręcza system opracowany przez inżyniera nazwiskiem Colt.

Kolejny cudnej urody ostatecznie film drogi wyszedł twórcom, niesamowita promocja USA, choć mimo nagromadzenia zła wydaje się, że tak nie powinno być, a jednak tak jest albowiem jednakowoż ostatecznie, to w Polsce każdy mężczyzna i każda kobieta, która świętuje lub nie dzisiaj dzień kobiet, to będąc urodzonymi w latach sześćdziesiątych i ciut później, to oni wiedzą, że Ameryka jest piękna, pomimo, że jadąc tam turystycznie możesz zostać zgwałconym, zastrzelonym, napadniętym oraz doprowadzonym poza granice zdziwienia.

No piękny film, idźcie oglądajcie i myślcie, bo artyści i twórcy kinowi to iluzjoniści, a zatem fałszerze naszych dusz. Bohaterowie są czarny i biały, a przecież chodzi tak naprawdę o to, żeby świerk czy jodła w katolicką wigilię nie miały igieł zielonych, a tęczzowe.

Jest dzień kobiet, to na koniec poruszę wątek cudownej heteroseksualnej kobiety - żony"białego murzyna", która jest właśnie wspaniałą czułą żoną, matką, siostrą i rozpalaczką radości domowego ogniska! I na co to zmieniać. Jak jest rower tandem, to pedałowanie nim ma sens tylko wtedy, gdy pedałują kobieta i mężczyzna, a celem ich podróży jest małżeństwo takie czy inne, dzieci, rodzina. Ciebie prosimy - wysłuchaj nas Panie!

Dziękuję, wstańcie klaskajcie, nie wstydźcie się łez, a ja wkrótce zabisuję kolejną recenzją z kolejnego dzieła X Muzy. Pokój Wam.

fyrfle Mirek
 26 kwietnia 2019 roku, godz. 12:59

Tak, pewnie dużo jeszcze tam smaczków jest i dygresji, warto będzie kiedyś do niego wrócić, choć wątpię w powroty, raczej nie będzie to już możliwe, zwłaszcza, że nie mam TV, a tu i teraz są takie fascynujące i dobre dla radości życia.

yestem yestem
 8 marca 2019 roku, godz. 22:35

Pominąłeś ważny szczegół, z punktu widzenia Oscara, poprzez niecny występek białego i porywczego rasisty została zamknięta COPACABANA, knajpa pewnego grubego Żyda.
Mamy wątek antysemicki. :D Natomiast homoseksualizm został tylko delikatnie zasugerowany, po mistrzowsku, bez rażenia heteroseksualnej widowni. ;)
Niemniej jednak film fajnie się ogląda i przymykając oko na konieczną poprawność da się uznać za dobry, wart poświęconego czasu. Fajny jest też humor, wiele sytuacji zostało pokazanych w sposób karkołomny, ale strawny i z uśmiechem.
Pozdrawiam. :))