14 października 2021 roku, godz. 10:07

ZUPA NIC(recenzja filmu)

Polska komedia obyczajowa do scenariusza i w reżyserii Kingi Dębskiej, będąca opowieścią o tym, co w życiu najważniejsze, czyli miłości, rodzinie i Polsce. Naszym zdaniem prosta odpowiedź na próby kina LGBT w Polsce i promocję tego kina, przez polskie środowiska filmowe, które propagują takie filmy, nagradzając je na festiwalach. Jest to też odpowiedź na kino polityczno-historyvzne w Polsce. Jedna opcja produkuje filmy o Jedwabnym, a druga o Przemyku, czy Wyszyńskim.

Film pewnie przeszedł też bez medialnego szumu, bo w pozytywnym świetle pokazuje PRL. Było, jak było i ludzie żyli. Jedni byli inżynierami projektantami, drudzy pielęgniarkami, a razem tworzyli piękne rodziny. Kolejni przemytnikami i bazarowymi handlarzami, a jeszcze inni zomowcami i pałowali demonstrujących w rocznicę śmierci Grzegorza Przemyka. Wszyscy kochali Balaton. Razem obaliliśmy PRL i stworzyliśmy, co chcieliśmy, czyli III RP, pożegnaliśmy Rosjan, a wpuściliśmy Niemców, jesteśmy w NATO, handlujemy na czarno z Rosją, a legalniej z Niemcami.

Co jeszcze napisać? Przypuszczam, że film jest kompletnie nierozumianym przez młodych, którzy wychowani są już w czasach poperelowskich, jak nie rozumieją nas swoich rodziców, dziadków, wujostwo. A nam, ludziom, którzyśmy budowali PRL, nawet jak już przestał istnieć, to jak się oglądało. To była taka sentymentalną podróż do raju z którego wygraliśmy się sami, podpuszczeni oczywiście, jak potem, aby ponownie stać się państwem kolonią, więc wstąpiliśmy pod niemiecki bat.

Z przyjemnością słyszeliśmy te klasyczne zwroty tamtych lat - zostaw, bo to na święta, które dzięki temu były czymś wyjątkowym. Dzisiaj już tego klimatu nie ma.

Z przyjemnością patrzyło się i przypominało, jak wtedy dużo się piło alkoholu. Piło się w domu, pracy, za kierownicą, na pasterce. Piękne to czasy oceanów wypijanego alkoholu, oceanów miłości rodzinnej przez uczynność. Potem po alkoholu nasi rodzice i dziadkowie godzili się miłością, że aż kości im łomotały i zdawało się, że tapczany i wersalki zaczną krzyczeć z rozkoszy i bólu na raz. Łomotały, skrzypiały, ale nie rozpadły się, bo były porządną socjalistyczną robotą, w której jedni siedzieli, drudzy pracowali, ale wszyscyśmy dwa tysiące dostawali.
Jaką swoistą wigilią był dzień ucinania karpiom głów. Kuchnia była, jak finał imienin z udziałem szwagrów. Krew, skrzepy krwi, setki łusek na szczęście i balony rybie, na które my dzieci czekaliśmy, jak dzisiaj czekają na swojaki w Biedronce.

Bazary. Jakim dobrodziejstwem były bazary. Kiedy w sklepie GS nie mogliśmy dostać butów zimowych, bo polski rasizm skazywał dzieci drwala, mieszkającego w lesie, na bycie ludźmi poza sortami, to jechaliśmy z mamą do miasta na targ i tam kupowaliśmy te buty i ciuchy z tego przemytu pokazanego w filmie pani Dębskiej, albo ciuchy, buty, konserwy były z darów mieszkańców Europy Zachodniej, gdyż kto miał dostęp do kleru, to zgarniał pulę i heja na bazar. O tym we filmie nie było. O tym się milczy, bo się etos wali.

Film jest też o tym, że ludzie, aby żyć ciut lepiej, z porządnych ludzi stawali się przestępcami, decydowali się być przemytnikami. Próbowali ten niecny zbójecki proceder do skutku, aż się udało, aż nie szli na kontrolę osobistą i nie mieli obrzydzenia do siebie, że pozwolili się tak poniżyć, no i kto wie, co polski, czy węgierski celnik wkładał między pośladki, prócz palca z gumową rękawiczką.

Kino o życiu dzieci na trzepaku i w innych miejscach. O pierwszych miłościach, o tym, że o miłości cielesnej nasi rodzice nie umieli rozmawiać ze swoimi zwłaszcza córkami i kończyło się tragicznie. Niechciana ciążą. Wymuszony ślub i picie, bicie, mordęga i nieliczne mówiły dość.

Film o Polsce, Polakach. O tym, że zawsze tutaj jest pod górkę i z zakrętami. Że zawsze to raj cwaniaków. Że raczej nigdy Polska nie będzie krajem dobrobytu, tylko kaparzenia, poza nielicznymi wyjątkami, "bo tutaj jest jak jest" i trawestując Mistrza Edwarda Stachurę, dzieje się tak, bo nie dość, że Polaków coraz mniej, to też jeszcze mniej, w tych co są człowieka.

Polecam ten film. Kino spokojne, wspomnieniowe, uczące wartości najważniejszych, pokazujące manowce polskości, czasem cudne, przeważnie tragiczne, że wciąż tutaj raczej cwaniacy ludziom gotują los.

ZUPA NIC
Reżyseria: Kinga Dębska
Scenariusz: Kinga Dębska
W rolach głównych: Kinga Preis
Adam Woronowicz

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.