4 marca 2019 roku, godz. 7:38

OPÓR MATERII

Pokój Wam. Usiądźcie proszę. Będę do was mówił. Liczę na śmiech od samego poniedziałku.

Kalendarz liturgiczny zmienia się w naszej parafii, tak jak w każdej parafii jakoś w listopadzie, bo parafia należy do kościoła powszechnego katolickiego. Papież Franciszek bardzo napiętnuje polskich biskupów i polski kościół katolicki za cenniki w tym płatne msze. Tutaj opór szczególnie szczególny jest "materii", normalnie jak twardość to co najmniej żelazo-betonu. Opór materii naszej katolickiej, bo już pierwszego dnia nowego roku liturgicznego wystawiona jest księga intencji i księża po mszach w zakrystii plus kościelny przyjmują przedpłaty na mszę. I jak się okazuje ta księga przychodząc do zakrystii, to ona już najważniejsze terminy ma zajęte, a więc święta i odpusty. Mija tydzień i nie zamówisz już mszy. Polaków parafialnych na Podbeskidziu ciężko jest zmienić. Jak to nie zamówić mszy?! Toż to dziadka święty Piotr z nieba do piekła przerzuci, albo nie daj Boże spowoduje, że babka zmartwychwstanie i znowu lepiej będzie wyprowadzić się do Niemiec! To była pierwsza najklasyczniejsza odsłona oporu materii na zmiany.

Drugi klasyk, to trochę poezji będzie, bo wyobraźcie się, że podmiotem lirycznym wiersza jest wódka, a teraz przenieście go do życia i wszyscy wiemy, że jest ona podmiotem naszego polskiego życia. I teraz ów podmiot, to on ma zawsze za zadanie nas upić, a tu opór materii, czyli Polaków jest ogromny. Pamiętam na imprezach integracyjnych w Policji, to taka wódka nie miała szans, więc dawaliśmy jej fory - piliśmy setkami, a jak trzeba było to szklankami. Wczoraj też byliśmy na osiemnastce i piliśmy 25 gramowymi kieliszkami, no i nie miało biedactwo jakichkolwiek szans! Przykro nam się wprawdzie nie robiło z powodu, że kompletnie nas nie zwalała z nóg, ale obiecaliśmy jej, że nie zostawimy jej samej i niewypite flaszki weźmiemy do domu, co też się stało,

A teraz trochę historii, choć nie mam zamiaru zdecydowanie uprawiać polityki historycznej tutaj, ale nadmienię, że kiedyś opór stosownej materii, to wymagany był od kobiety przystępującej do sakramentu małżeństwa, że sprawdzano kolor prześcieradła po nocy poślubnej, medyków powoływano i w ogóle najlepszą miarę sprawdzalności, to ponoć miał władca lub jego przedstawiciel. Teraz wszystko przeminęło z wiatrem i uprzejmie uprasza się prawem same zainteresowane, aby oną materię donosiły chociaż do piętnastego roku życia. Z realizacją tego postulatu legislatorów, jak to z realizacją każdego postulatu zawartego w polskim prawie, ogólnie mówiąc i pisząc jest...no powiedzmy po imieniu - średnio.

Będąc w klimatach historycznych, to powróćmy drodzy moi do lat 1982-83. W pewnej miejscowości do klasy siódmej przyszła nowa koleżanka - córka leśniczego i tak sobie myślę z perspektywy czasu, że trafiła na szczególny opór materii, czyli syna pewnego drwala. On zawsze szedł dwa kilometry do domu między lasem i polem, ona mieszkała ciut w bok od tej drogi na skraju lasu, w leśniczówce, która była pięknym pałacem. Ileż ona się jego nazapraszała, aby ją odprowadził po lekcjach do domu! On ją odprowadzał, tylko, że jako materiał na kochanka był niewzruszony, a zatem jej stosowna materia była nieruszona i uwierała ją. Ów syn drwala jak sobie dzisiaj to przypomni, to od razu pali się piekielnym ogniem wstydu.

Jeszcze wam opowiem o pewnym policjancie z Podbeskidzia. Był to szanowany pies w swojej wsi i w mieście gdzie służył. Jego problem albo zaleta polegała na tym, że prędkość patrolową radiowozu przenosił do samochodu prywatnego i nikt nie był w stanie na nim wymóc, aby swoim słynnym oplem na bielskich numerach jeździł szybciej, więc wszyscy się modlili, aby jadąc do pracy lub za czymkolwiek do miasta nie natrafili do niego. Jechał nasz bohater dostojnie w porywach 30 km na godzinę przez 4 kilometry od domu do centrum miasta, a za nim karnie ciągnął się peleton aut. Nikt go nie wyprzedził. Raz ze strachu, a dwa z szacunku, bo człowiek był do rany przyłóż dla ludzi i bardzo wielu naprawdę wiele pomógł, więc jechał prędkością patrolową wychwytując nieprawidłowości w funkcjonowaniu społeczności ludzkiej i zaraz na nie reagował. Takie to były czasy, takie psy i tacy ludzie, z szacunkiem podchodzący do szarży i tworzący mądrość hierarchii.

Na koniec trochę optymizmu. To my tworzymy w sobie opory do zmian i w nas tworzą ludzie, którzy chcą manipulować nami. Wrócę do osiemnastki na której byliśmy. Tam znakomicie bawili się Polacy z Niemcy. Górale z Gorolami i nie było tradycyjnych oporów, nie było polityki, religii, nie było drażliwych spraw rodzinnych, nikt tradycyjnie nie wyrywał sztachet. Obserwując młodych, to wiedziałem - jak my umrzemy i pokolenie naszych rodziców, to młodzi po prostu będą żyli szczęściem, a nie oporem, którym jest tradycja, religia i historia.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.