23 stycznia 2013 roku, godz. 7:47

Podróż i zauroczenie

PODRÓŻ! To jest jedno słowo, a tyle ma znaczeń, które na powrót sprowadzają się do jednego, do odkrycia. Zastanów się dobrze! Tylko poprzez podróż, czy to Syberia, Transylwania, Grecja czy Paryż, wędrówka, przelot paralotnią, koncert a może przeczytana dobra książka. Wszystko to sprowadza się do tego samego słowa PODRÓŻ. Dlaczego? Bo podróżowanie, to nie jest zwykła, prosta codziennie wykonywana czynność. Kiedy podróżujemy, odkrywamy. Odkrywamy świat, który nas otacza, a poprzez to odnajdujemy dawno zaginione w natłoku codzienności JA. Wyruszając w podróż wchodzimy na drogę poznania siebie, spotykamy dawnego przyjaciela, wręcz niczym powrót do źródeł i na nowo się z nim łączymy. Dlatego jestem też skora podzielić podróż na tą dalszą i bliższą.

Bliższa podróż to ta, która jest w zasięgu ręki. Nie musi łączyć się ze spełnianiem marzeń. Choć wciąż jest podróżą, nie przysparza nam tak wiele emocji, wspomnień, kolejnych rozmyślań. Tu właśnie zaliczane jest wybieganie myślami poza szarą rzeczywistość, marzycielstwo, czy też wyżej wspomniana dobra książka.

Dalsza to pewna przygoda, coś czasami myślałby ktoś, że nierealnego. To dobrze postawiony znak STOP, który alarmuje nas, że należy zwolnić, obejrzeć się i wyruszyć dalej. Jestem przekonana, że DALSZA podróż jest wiele wyżej w hierarchii niż bliższa, bo poprzez nią możemy tak bardzo zgłębić tajniki świata, natury, emocji – znajdujemy zwierciadło duszy, gdzie okazuje się, że to nie my jesteśmy częścią świata, lecz świat jest nami.

W czasie tej obłąkańczej podróży znajdujemy się w kalejdoskopie uczuć. Począwszy od strachu, przez euforię kończąc na uniesieniu. I tu właśnie pojawia się kolejna ważna sprawa – nie uciekajmy od nich, uczucia są częścią naszego świata i nie możemy nie przeżywać go w naturalny dla nas sposób. Ba! Wręcz przeciwnie. Należy chłonąć go i ZAURACZAĆ się kolejno w każdym elemencie tejże podróży (czy dalszej czy bliższej). Nie mówię o tym, że wszystko powinno nas doszczętnie poruszać. Wystarczy zakosztować trochę prawdy, a potem obiektywnie stwierdzić czy warte jest to naszych zmartwień. A jeśli zmartwimy się niepotrzebnie? Cóż, i tak musi się zdarzyć.

Wracając jednak do zauroczenia – to najpiękniejszy stan. Nie lękajmy się zauroczenia. Krajobrazy, historie, malowidła… ludzie. To wszystko może nas unieść. Mówisz, że już kochasz, że wstyd byłoby zauroczyć się? Patowa sytuacja, szczególnie dla tych, którzy kochają, a nie są zauroczeni… Bzdury! Zauroczenie jest zbyt pięknym stanem, by się go wystrzegać. I należy go traktować w żadnym wypadku negatywnie. Zauraczajmy się więc wciąż i wciąż na nowo, we wszystkim, chłońmy to co podróż nam oferuje, bo tylko w nas siedzi ogrom tego szczęścia.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Ryan913, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.