2 września 2020 roku, godz. 7:14 10,7°C

Recenzja książki nieobecnej

„Piknik na skraju drogi” – Arkadij & Boris Strugaccy – 5/5 ⭐️

„Kiedy idziesz do Strefy, to sobie zakonotuj: z towarem wróciłeś – cud boski, z życiem uszedłeś – daj na mszę, kula patrolu – fart, a cała reszta – jak los zdarzy.”

1. Jest to dobrze, a momentami nawet wzorowo, napisana powieść z gatunku fantastyki naukowej, z elementami sensacyjnymi, rzekłbym. Pierwsze czterdzieści stron, mniej więcej, przeczytałbym chętnie jeszcze raz dla czystej przyjemności. Ogółem mamy do czynienia z pierwszoosobową narracją, w chuligańskim stylu, nasiąkniętą niewyrazistym czarnym humorem. Nie chcę przez to powiedzieć, że słownictwo jest nieeleganckie, typu „ku*, chu*, pier*” – o to można być spokojnym. Czego można się spodziewać po języku, dowiemy się na pierwszych stronach :

„Gdyby to był ktoś inny, zaprowadziłbym go na wódkę, a potem na dziwki, żeby go rozruszały, a rano znowu na wódkę i znowu na dziwki, tylko inne, i po tygodniu czułby się jak świeżo narodzony – uszy do góry, gęba od ucha do ucha. Tylko, że nie dla Kiryła takie lekarstwo – nawet proponować nie warto.”

2. Potem nadchodzi etap rozluźnienia, czyli, mówiąc w wielkim uproszczeniu, „kilka lat później” i zalewanie robaka, okraszone gęstymi rozważaniami, a potem znów chuliganka – i tak na zmianę. Nie żebym miał pretensje, bo każdy piszący wie, że nie można trzymać czytelnika w ciągłym napięciu. Jednak dalsze etapy powieści już tak wciągające nie były, ale stoją na dobrym poziomie. Może to być efekt bardzo dobrego startu, który przyćmił resztę.

3. Fajny pomysł na powieść. Z pojęciem „Zony” (nie myląc z żoną), czyli, mówiąc w wielkim skrócie, wyizolowanym obszarem, w którym można znaleźć co najmniej dziwne rzeczy, spotykam się niepierwszy raz i nie wydawał mi się niczym nowym. Ale to tutaj bije źródło inspiracji. Jest to dowód, że koncept przeniknął do szerszego obiegu i stał się klasykiem kultury masowej.

4. Mocną stroną utworu jest klimat. Atmosfera tajemnicy, wokół której jest osadzony, towarzyszy do samego końca. Nie mogłem się doczekać, kiedy ekipa wyruszy z ponowną ekspedycją do Zony. A jak już wyruszy, klimat wzbogaca się o nastrój zagrożenia. Ponadto, stalkerzy, czyli szabrownicy grasujący nielegalnie po Strefie w poszukiwaniu artefaktów obcych, mają swój własny, urokliwy, zdegenerowany świat i zwykle krótkie, tragiczne życie. Nawet sam język pracuje na klimat, ot choćby nazwy artefaktów : „Pustak”, „Łysica”, „Czarci pudding”, „Wyżymaczka”, „Owaki”; albo przydomki stalkerów : „Szuwaks” „Rudy”, „Ścierwnik”, „Nochal”, „Liliput”.

5. O czym jest książka? Mam wrażenie, narracja buduje cząstka po cząstce, wizję zdegenerowanej cywilizacji, dążącej właściwie donikąd, jeśli nie do przypadkowej samozagłady. Pierwszy kontakt z obcymi, najważniejsze wydarzenie w historii człowieka w ogóle, szczytowa podnieta nad podniety, w zasadzie ludzkości w żaden sposób nie odmienia. Zona jest niczym więcej jak cmentarzem i parkiem atrakcji w jednym, wokół którego zbierają się hieny, rozwijają hotele dla turystów i sieci burdeli, a naukowcy łaszą się na „czarci pudding” czy „lampion śmierci” – sami przyznacie, że symboliczne nazwy. Bohater, jak i czytelnik, zostają wreszcie postawieni przed boskim dylematem : gdybym miał dżina w butelce, jakie życzenie wypowiedzieć, aby naprawić ludzkość? Dla mnie, idąc zresztą tropem Reda, i zapewne Lucyfera, naturalnie wydaje się ludzkość unicestwić. Tymczasem, ostateczne życzenie bohatera może niejednego powalić na kolana i pozostawić w zawieszeniu nad tym, co z tego wynikło. ;)

6. Książka godna polecenia. Dla dzieci i młodzieży : raczej nieodpowiednia. Dla pisarczyków : lekcja budowania klimatu. Dla fanów s-f : pozycja obowiązkowa. Dla graczy : to nie „S.T.A.L.K.E.R”, z kałachem do Zony się nie wchodzi! Poza tym, może być, że jak „Rzęska” poleca, to jest na czym oko zawiesić – tak mnie się zagrało na koniec.

„[...]rozumem nazywamy zdolność żywej istoty do popełniania uczynków niecelowych i pozbawionych wszelkiego sensu.”

rzęsa wodna
 2 września 2020 roku, godz. 21:49

Max
ja niestety nie mogę już rozdzielić książki i filmu, dopełniają się (ponoć przy kręceniu filmu bracia również brali udział)
w filmie pewnie więcej chuligańskich stwierdzeń padło (podoba mi się to sformułowanie )
ale bydle, sukinsyn też gdzieś się tam pojawiało
Mariszka, chyba jej było...

Recerz Max
 2 września 2020 roku, godz. 20:42

Zwracam uwagę na język, bo dodatkowo wyciągam z książek lekcję rzemiosła, bez względu na to, czy są kiepskie, czy nie. I tutaj ciekawostka, ów język książki wcale nie jest naturalny, ludzki, czy nieupiększony, ponieważ nie pada tu ani jedno przekleństwo (a przynajmniej nie pamiętam). Mimo to, udało się stworzyć jak najbardziej chuligańską atmosferkę, co świadczy o pewnym kunszcie pisarskim.

Druga rzecz – z tymi obcymi. Niby są, ale ich nie ma. Pełnią tutaj rolę iluzji, wprowadzającej tajemnicę i ciekawość. Skutecznie, warto dodać. I tu kolejna ciekawostka, bo niemniej niż „lampion śmierci”, zastanawiało mnie kim jest Matriszka (córka Reda, nie pamiętam dokładnie imienia).

No i zapędziłem się. Byłbym zaraz rozłożył książkę na czynniki pierwsze, a to odbiera urok, więc może starczy.🧐

Zamiast szklanego ekranu wolę wypróbować inną pozycję. 🤭

rzęsa wodna
 2 września 2020 roku, godz. 10:59

cieszy, że nie zmarnowałeś jednak przeze mnie czasu
słownictwo - wiedziałam, że o nie zahaczysz, ale to miało być ludzkie, ułomne, naturalne, bez skrepowania i upiększania natury ludzkiej
tak naprawdę aspekt lądowania obcych pozostał daleko w tle
liczy się to co ukrywa się, wychodzi, tęskni, wyje i pozostaje nadal nieznane w człowieku, to poszukiwanie jednak sensu i owianego tajemnicą szczęścia
teraz Max czas na szklany ekran - też polecam

dziękuję za recenzję i za to, że miałam przyjemność wspólnego czytania lektury :)
pozdrawiam