6 czerwca 2021 roku, godz. 22:42

ustawa reprograficzna

Nie wiem, czy jestem Artystą lub nawet artystą. Nie określam siebie w tego rodzaju kategoriach od czasu, gdy skończyłem liceum plastyczne. Wtedy byliśmy artystami, w niedojrzałym pojmowaniu nie tyle sztuki, co artyzmu, melanżu, dziesiątków fajek, narkotyków i alkoholu. Wtedy, równolegle do buntu młodzieńczego byłem artystą. Moje przeżycia kreowały sztukę, moje doświadczenia umacniały mocne postanowienie tworzenia. Z biegiem lat być może mój zapał ustąpił miejsca rozterkom życia codziennego. W kontekście tych rozterek, w ich towarzystwie wielokrotnie podejmowałem osobiste, drastyczne decyzje. Zmieniałem pracę i branże. Pracowałem przy łopacie, jako stolarz przy produkcji mebli, jako robol w holenderskim zakładzie mięsnym, magazynie Amazon, DHL, sprzedaży ubezpieczeń w formie bezpośredniej i jako telefoniczny konsultant. Sztuka była z boku, jak z boku bywa bliska osoba, która stanowi wsparcie, odskocznię, ucieczkę, przyjaciółkę, kochankę, siostrę i matkę. Sprzedawałem w międzyczasie obrazy, czasem nic nie tworzyłem, zajętym konsumpcjonizmem i życiem. I jak silnie bym sobie nie powtarzał, w chwilach niedowartościowania, iż jakiś pieniądz powinien być mi należy, z uwagi na obraną przeze mnie ścieżkę, ponakreślaną różnorodnym skrzyżowaniami życia, o tyle idea, iżby pieniądze publiczne, to znaczy: państwowe, miały być mi przyznane, jako dochód gwarantowany, czy też opłata repograficzna faktycznie powinna znaleźć miejsce w życiu codziennym, stanowi dla mnie abstrakcję, dziecięce marzenia, czy też czcze życzenia ludzi, który tak na prawdę nie potrafią zaakceptować świata, w którym żyją. Oczywiście sprzeciw przeciwko światu, jego różnorodnym formom stanowił podstawię niejednej sztuki, czy też filozofii. Z prywatnego jednak doświadczenia wiem: mogłem coś zrobić lepiej, więcej, bardziej się starać, czasem ponad własne siły, jednak, kolokwialnie to jest cena, którą człowiek płaci za sukces. W pewnym programie na youtube padło pytanie do redaktora, czy po ośmiu godzinach pracy miałby ochotę na twórczość. Również z własnego doświadczenia jestem świadom, iż sytuacja, w której sztuka zajmuje miejsce pierwszorzędne w moim życiu, zmęczenie przestaje być barierą, a staje się impulsem działania i przekraczania własnych barier. Wiem też, iż państwo socjalne, w obliczu inteligencji ludzkiej, prowadzi do stworzenia szeregu wymogów, ale też wygód, potocznej strefy komfortu, która ogranicza popęd twórczy. Wygoda jest zaprzeczeniem kreatywności. Oczywiście wygoda, w której podstawowy byt zostaje zaspokojony zostaje przez strony drugie lub trzecie, z kieszeni podatników, którzy poprzez ambicję własną próbują zawalczyć o lepsze życie. Można powiedzieć, iż pieniądz, czy majętność nie powinny stanowić motoru napędowego sztuki, ale niejednokrotnie, w ogromnym stresie, sparaliżowany strachem chwytałem za pędzel, by stoczyć wewnętrzną wojnę pod tytułem: czy robię to wyłącznie dla pieniędzy. Za każdym razem odpowiedź brzmiała negatywnie. A mnie interesował kunszt, ekspresja, artystyczna wizja, natomiast ich spieniężenie stanowiło wyłącznie dodatek, czy też uzupełnienie zmagań, jakie toczyłem, nie tylko z formą w postaci malarskiego dzieła, ale też wewnętrznych ograniczeń, niepewności, strachów, czy też lęków, całego stresu i świadomości podjętych decyzji, a jednocześnie obraz stanowił wizualizację prywatnego wzniesienia się ponad to myślenie, iż wszystko musi być finansowe i pieniężne. I wiele razy, gdy otrzymałem zapytanie o możliwość kupna obrazu, gdy ten nie był gotowy, bałem się wracać do płótna, by czegoś nie zepsuć i długie dni czekałem na odpowiedź, w samym sobie, co pragnę tam uchwycić, nie natomiast ile zarobić. I w tym względzie podzielam pogląd, iż sztuka to dusza i coś więcej, niż pieniądze, jednak w gruncie rzeczy pieniądze są faktycnym, namacalnym odzwierciedleniem tego "czegoś więcej" jak również godziwym wynagrodzeniem za setki dziesiątki godzin spędzonych przy płótnie.

Poezja nigdy nie stanowiła źródła dochodu i zawsze będzie sztuką dla sztuki, nawet, jeśli wybrać lub trafić w niszę. Poezja jest sztuką słowa, która powoli wymiera i szuka nowej formy ekspresji. Świadomy tego, iż żadna z moich książek być może nigdy nie sprzeda się w jakimkolwiek nakładzie szukałem drogi, by pozostać blisko słowa, nawet za cenę chałtury, czy też pracy czysto rzemieślniczej, jednak słowem pisanym w dalszym ciągu operować. Stąd też od pewnego czasu działam jako copywriter, co ze sztuką ma niewiele wspólnego, jednak dochód uzyskany z tego tytułu działalności zapewnia mi w miarę bezpieczne życie, chociaż sama działalność w obszarze freelancingu to temat oddzielny. Niemniej jednak roszczenie sobie prawa do gwarantowanego dochodu, czy zasiłku przez grono artystyczne jest niczym innym jak tylko głupotą, której efektem będzie osłabienie gospodarcze kraju, a w efekcie ograniczenie możliwości rozwoju artystom, którzy żyć będą w cywilizacji zubożałej materialnie, czyli takiej, która skupia się wyłącznie na przeżyciu, nie natomiast na godnym życiu, które pociąga za sobą szereg przywilejów, jak możliwość otoczenia siebie sztuką i czerpania ze sztuki przyjemności.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Jacob_Filth, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.