11 września 2019 roku, godz. 8:47  3,7°C

PEWNEGO RAZU W HOLLYWOOD(recenzja filmu)

Najnowszy film genialnego scenarzysty i reżysera Quentina Tarantino, to przede wszystkim wielki hołd dla innej legendy i geniusza kina, czyli naszego rodaka Romana Polańskiego. To jego wielki ukłon dla życia i przede wszystkim twórczości wielkiego Polaka. W zawoalowany sposób, ale czytelnie i dobitnie Tarantino opowiada o Polańskim, którego chce dopaść banda hipokrytów na całym świecie spod ciemnej gwiazdy prawa, którą to gwiazdą manipulują jak kukiełką. Pokazuje Polańskiego jako Polaka, wspaniałego Polaka, który w swoim kraju jest persona non grata,czyli cudze chwalicie swojemu dokopujecie. Tak samo został potraktowany przez swoją drugą ojczyznę, a więc Stany Zjednoczone. Życie Polańskiego, to cały czas harda i godna walka z bandą hipokrytów, których jak rasowy bokser punktuje, ale głowy hydry jego wrogów wciąż odrastają i wciąż usiłują zniszczyć genialnego artystę i prawdziwego człowieka, męża, ojca, przyjaciela, rzeczywistego autorytetu, który nie jest brązowy, a tak bardzo bardzo ludzki. Personifikuje go w tym filmie postać grana przez Brada Pitta. Rola genialna, perfekcyjna, na Złoty Glob i Oscara, ale niestety Pitt jest biały, blondyn, i heteroseksualny, a w dodatku niejednoznaczny ja Polański, więc wątpię w świecie hipokryzji dostał nominację, która się wydaje oczywistą oczywistością.

Drugą genialną rolę we filmie gra Leonardo di Caprio. Też postać wieloznaczna i wielowątkowa, bo oddająca cześć aktorom doskonałym, którzy nigdy należycie nie zostali docenieni przez środowisko filmowe - takich jak grający epizodzik w tym filmie Bruce Dern lum na przykład John Sawage. Jego postać oddaje też hołd dla spaghetti westernów Sergia Leone, które przecież są filmami genialnymi i swoistym gatunkiem w gatunku. Leone zauważył i wykreował geniusz Clinta Eastwooda oraz Ennio Morricone. Rodzi się oczywiste pytanie - czy obaj wymienieni panowie dostaną nominację do Oscarów grając w filmie tak bardzo białoskórym, heteroseksualnym i tak bardzo uderzającym w mody i krytyków na ich usługach?

Czy nominację do Oscara dostanie Margaret Qualley grająca hipiskę Pussycat, która zagrał brawurowo i pięknie w drugim planie, jakby osładzając wizerunek ruchu hippisowskiego nakreślony przez Tarantino, czyli ludzi leniwych, głupich, zawistnych, opętanych kretyńsko-morderczymi ideologiami, nie umiejących się pogodzić z tym, że aby być człowiekiem, to trzeba pracować, odkryć w sobie talent dany od Boga, który każdy z nas w sobie ma i, że trzeba ten talent szlifować do końca życia. Że myślenie typu kto jakim ma być i stawianie go poza nawias ludzi według swoich kryteriów, to tak naprawdę jest faszyzm. Czyli Tarantino nokautuje ruch hipisowski i innego tego typu ja punki lub skini.

Mamy w tym filmie jak gdyby nową Shirley Temple, którą cudnie gra Julia Butters. Również hołd złożony aktorom dziecięcym, których Hollywood często niszczy, którzy nie radzą sobie z presją i sławą, którymi manipulują producenci i ich chciwi rodzice. Pięknej urody scena, w której kto wie czy dziewczynka nie przyćmiła wielkiego Leonarda, choć chwilę później już jest tylko ozdobą dla genialnego popisy mistrza.

W ostatniej scenie Mistrz Tarantino bezwzględnie rozprawia się z mitem Charlie Mansona i jemu podobnych psychopatycznych morderców, ot jak choćby słynni w USA Bonnie i Clyde. Wokół których narosły legendy i przyczyniły się do tego, że Ameryka to kraj ogromnej przemocy, morderstw i właściwie raj dla psychopatów i dziwnoludów, a nie kraj zwykłych codziennych normalnych ludzi, jak kobieta i mężczyzna złączeni węzłem małżeńskim, pracujący i wychowujący gromadkę dzieci. Ta scena, to cios w różnego rodzaju pisarzy, piosenkarzy, którzy na sztandary swojej twórczości wzięli morderców jak Manson i dorabiali do ich czynów ideologię lub nawet religie. Tymczasem bochaterm, autorytetem i wielkim twórcą z tamtej okrutnej tragedii zawsze i na zawsze jest i pozostanie Roman Polański.

Prawie trzy godziny filmu mijają jak z bicza strzelił. Po filmie Almodowara, to drugie arcydzieło, które porusza tematy niebanalne, a bardzo bardzo wciąga widza. Zwrćcie państwo oglądając ten film uwagę na wspaniałość scenariusza. Tyle smaczków, tyle niuansów, odniesień, symboli i jak zwykle zabawy gatunkami filmowymi, jak to u mistrza za każdym razem. Po prostu maestria! Delektujcie się boskimi zdjęciami krajobrazami, a na nich końmi, samochodami, ludźmi, naturą. Podziwiajcie nieziemskie jakby kostiumy artystów i pomyślcie jak tytaniczną pracę wykonali artyści odpowiedzialni za ten element filmu. Pochylcie głowę przed scenografami, którzy kosmicznie cudnie oddali realia lat sześćdziesiątych Hollywood. Posłuchajcie kapitalnej muzyki, porywających dialogów, a potem zaproście wasze rodziny, waszych przyjaciół i waszych znajomych na ten film. Ja was serdecznie zapraszam i gorąco wam polecam to arcydzieło. Czapka z głów przed Tarantino, który oddał co boskie i cesarskie Polańskiemu i temu co ważne, dobre oraz ponadczasowe.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.