25 maja 2020 roku, godz. 13:45 2,4°C

Dzień Matki

Na początku miałem bardzo mieszane uczucia, kiedy rząd zjednoczonej prawicy zdecydował się na przyznanie specjalnych emerytur matkom cztery plus. Ale po długich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że jest to słuszne i mądre. Wyznacza pewien kierunek rozwoju państwa i moim zdaniem jest to dobry kierunek, czyli rodzina na pierwszym miejscu i to rodzina wielodzietna. Gdyby podchwycili to młodzi Polacy i młode Polki, to byłaby to opcja dla państwa najlepsza z możliwych. Stabilna demografia pozwalająca na państwowość w oparciu o jednolity naród. Wtedy nie byłoby mowy o przyjmowaniu emigrantów, może tylko rzeczywistych uchodźców. Polska byłaby przykładem państwa narodowego idealnego. Oczywiście dobrze by było, gdyby za za wysoką demografią nadążało państwo w nowoczesności i w rozwiązaniach cywilizacyjnych dla tych dzieci i rodzin. Żłobki, przedszkola i służba zdrowia, może nawet ceny regulowane przez państwo na artykuły dziecięce lub stale rewaloryzowane pięćset plus.

Dzisiaj rolę matki, a zwłaszcza matki wielodzietnej próbuje się zdeprecjonować i opóźnić prokreację, aby przekroczyła granicę wieku średniego. Matka ma pracować. Rodzinę ma zastąpić praca. Praca do granic wytrzymałości organizmu. Starość ma zastąpić eutanazja. Widzę jak wiele bardzo kobiet poddaję się tym trendom. Rodzą już po niezłym przebiegu. Często rodzą więc organizmy zniszczone antykoncepcją i dietami. Rodzą dzieci z alergiami, nadpobudliwe, z wadami narządów, które usuwane są w trakcie ciąży. Szarlatani nowoczesności bezkompromisowej namawiają je na usuwanie takich ciąż. W wieku średnim urodź jedno dziecko mówią, resztę demografii uzupełni desant na Lampeduzę. Wy Polacy tylko sobie ich zabierzcie stamtąd. Dobrze więc by było gdyby na przykład Duch Święty opamiętał rodziców dzisiejszych nastolatek, a te zrezygnowały z pazurów, włosów, zumby, siłowni i ścigania się w singielstwie do czterdziestki, tylko po szkole średniej wychodziły za mąż i rodziły dzieci, stawały się Matkami Polkami, a w między czasie studiowały. Do tego potrzeba rozsądnych odpowiedzialnych młodych mężczyzn, którzy będą mądrymi mężami i ojcami,ciepłymi niezapijaczonymi na przykład. Tutaj też chyba potrzebna jest interwencja Ducha Świętego i swoisty wstrząs - powrót do sprawdzonej przeszłości, czyli dyscyplinie w wychowaniu dzieci, a rodzice muszą być obywatelami statecznymi, nie jak dziś prezentować postawą fiubżdziutność ewoluującą w kolejne formy odrealnienia społecznego i niezaradności moralnej, prawnej i rodzinnej.

Obserwuję jako dziadek współczesne matki i jest różnie. Martwi mnie płacenie w euro za sprzątanie pokoju, czy zmywanie naczyń. Martwi mnie, że rodzice nawet nie próbują kazać umyć muszlę lub wannę. Martwi mnie, że nie zmuszają twardo dzieci obojga płci do obierania ziemniaków i gotowania zupy, smażenia kotletów. Martwi mnie, że nie mówią nastoletniej dziewoi- chcesz fryzury za cztery stówki, to se zarób na nią i po prostu dają pieniądze, przy okazji nie płacąc rachunku za prąd lub ścieki. Ani rodzice, ani szkoła nie uczą dziś oszczędzania i odpowiedzialnego wydawania pieniędzy. Wszystko dzieci mają, bo jak nie to krzyczą i mają focha. A w przypadku dzieci nic tak nie czyni wolnym jak praca zarobkowa, wolnym i zarazem statecznym, odpowiedzialnym oraz zrównoważonym, gotowym do wejście w roli matki i ojca, czyli do założenia rodziny. Z punktu widzenia państwa, jak ja go rozumiem, nie ma innej opcji, więc kobieta musi być matką, najlepiej Matką Polką, matką wielodzietną, która może i musi realizować się w pracy, ale w odpowiedniej hierarchii. Państwo winno tak tworzyć prawo i tak opresjonować system pracy, że musi on realizować jego wizję Matki Polki. Kapitalizm musi być podporządkowany kobiecie rodzącej dzieci i państwu, które dba, aby kapitalizm był podporządkowany podstawowym wartościom normalnego państwa, a normalne państwo, to przede wszystkim rodzina, a w niej jakby koroną jest Matka Polka.

Przeszłość miała wpływ na dzisiejsze chore podejście kobiet do swojego życia. Pewna bliska mi osoba opowiadała mi jak to jej babcia wychowała siedemnaścioro dzieci i żeby cokolwiek odpocząć, to przyjęła postawę kobiety religijnej i codziennie szła do kościoła. Tam siedząc w kościelnej ławce na popołudniowej mszy odreagowywała i regenerowała siły do dalszej katorgi związku małżeńskiego i takiego macierzyństwa. Ona wytrwała, ale znam wiele,które uciekły we wszelkie uzależnienia, bo wielodzietność i bycie służącą, dosłownie panu i władcy jej losu - mężowi zniszczyła je.Ano właśnie nie mogły się uczyć lub realizować pasji. Były niewolnicami. Profesor Magdalena Środa miała i ma rację, że zbydlęcenie często życia polskiej matki i żony było wpisane i jest wpisane w polską złą tradycję opartą o doktrynę katolicką.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.