11 sierpnia 2020 roku, godz. 12:18

Woń białej lilii

Może pod wpływem haju i szprycy jakim jest jej woń molestują mnie takie myśli i uczucia, którymi muszę się koniecznie podzielić i objawić je miastu i wsi.

Wiadomym powszechnie wszem i wszystkim jest w jak krytycznym stanie jest polska marynarka wojenna. Złośliwi powiadają, że w karykaturalnym, a ja służyłem w onej, to mam sentyment do tej struktury i marzy mi się być admirałem polskiej floty, dodatkowo w randze ministra obrony narodowej i zwierzchnika sił zbrojnych, czyli prezydenta, bo mojej rodzinie i znajomym też się należy.

Ale flotę to bym odbudował. Wyciągnął bym wszystkie forsę z Banku Światowego i wybudował bym eskadrę lotniskowców, na których to lotniskowcach zatrudniłbym wszystkich górników z zamykanych w Czechach kopalni i wszystkim chętnym dał pracę, którzy opuszczają bidule.

Takiemu okrętu lotniskowcu, to trzeba dać nazwę. Wiadomo, że najlepszym polskim filmem wodnym był "Rejs", dlatego mój flagowy lotniskowiec, który byłby siedzibą admirała floty, nazywałby się ORP PATATAJ PATATAJ.

Oczywiście, za wszystkie pieniądze z MFW wybudowałbym flotę pancerników w narodowowieszczowej liczbie 40 i cztery, i wiadomo wszystkim przed wszystkimi, że drugim najważniejszym filmem wodnym w Polsce jest "GWIEZDNY PYŁ", stąd też oczywistą oczywistością jest, że flagowy okręt tej giga armady, siedziba ministra obrony narodowej, nazywałby się "ORP KAKUKARACZA". Okręty te stanowiły by jednocześnie sieć pływających uzdrowisk w ramach reaktywowanego przeze mnie Funduszu Wczasów Pracowniczych i pracując pod okiem wykwalifikowanej kadry marynarskiej rehabilitowaliby się tam rolnicy z Podkarpacia z katolickości i patriotyzmu.

Trzecim najważniejszym filmem wodnym w Polsce jest "Hydrozagadka", stąd też jako prezydent dekretnął bym ukaz do wszystkich powiatów, miast, gmin i sołectw, że mają w polskich bankach wziąć piniędzów ile trzeba i każden jeden powiat musi wystawić U-botta, czyli coś w rodzaju żółtej Łodzi podwodnej. Byłoby więc 320 łódek, a jedna - największa byłaby siedzibą zwierzchnika sił zbrojnych. W pokoju łodzie byłyby pływającymi batyskafami turystycznymi, które w ramach narodowego biura turystycznego obwoziłyby policjantów i rodziny policyjne oraz wszystkich deklarujących się jako grzybiarze po najpiękniejszych rafach koralowych i z pokładów łodzi podwodnych oglądaliby oni najkolorowsze rybki i najcudaczniejsze stworzenia globu.

Flagowy okręt podwodny prezydenta nazywałby się "ORP PISKOSZ". BYŁBY na tyle wielki, aby pomieścili się w nim wszyscy członkowie Rady Bimbrownictwa Najjaśniejszej Przy Prezydencie RP. Bimber, woda nad wody. Wiadomo, że kto nie pił Łąckiej Śliwowicy, to przed nim bogacz i biznesmenka prędzej do nieba wejdą i to jest jedyny konsensus, który łączy absolutnie Polaków. Jest Duch Podlasia, Spirytus of the Roztocze. Na Dolnym Śląsku, gdzie wiodłem los, albo on mnie raczej, to dopiero na początku trzeciego Millennium wyklarowało się pokolenie młodych rzemieślników, którzy jednak swoje niebiańskie smaki i aromaty osiągali już na nowoczesnym elektronicznym sprzęcie, kupiony na Allegro od równych im talentem pasjonatów inżynierów. Tutaj w Beskidzie Żywieckim nic mi nie wiadomo o tej najważniejszej ludowej tradycji, nawet na plebaniach zdaje się być nieobecną lub może zgodnie z tradycją jest tak zakamuflowaną i dostępną jedynie dla Góroli, a my cepry śmy niegodne.

W każdym razie Narodowa Rada Bimberu, miała by za zadanie dekompozycje narodowego monopolu spirytusowego i uwolnienie twórców bimbru spod jakiejkolwiek karalności. Jednocześnie rada wnioskowałaby do Sejmu Najjaśniejszej o wyasygnowanie środków z budżetu Unii Europejskiej na upamiętnienie przynajmniej jednym pomnikiem w gminie ludzi zasłużonych dla kultury samogonowej, a zwłaszcza tych, którym Milicja i Policja skonfiskowała sprzęt i czasem niestety uległ on barbarzyńskiej procedurze zniszczenia, zamiast zostać wykorzystanym w piwnicach posterunków i komisariatów lub po prostu uczciwi komendanci nakazywali podwładnym, po cichu, najlepiej przez proboszcza wrócić zagrabione dziedzictwo kulturowe i zobowiązać ich do nie wchodzenia w kontakty z konfidentami i tu następowało nazwisko zdrajcy, który natychmiast był wzywany przez księdza do konfesjonału i obłożony zostawał groźbą ekskomuniki. Działało.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.