Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.
 5 czerwca 2019 roku, godz. 12:39

ETER(recenzja filmu)

Krzysztof Zanussi jest, moim zdaniem, scenarzystą i reżyserem chrześcijańskim, stąd też film "ETER" reprezentuje wartości i filozofię chrześcijańską, czyli europejską, z przed czasów kiedy zawładnęła starym kontynentem ideologia lewicowo-liberalna. Swój film twórca oparł o mit "Fausta", czyli zaprzedanie duszy diabłu za możliwość władzy nad drugim człowiekiem, a współcześnie dochodzi też manipulacja w ciele i umyśle człowieka przez zbrodniczych naukowców, działających w pojedynkę, bądź na zlecenie polityków reprezentujących państwo. Mit oczywiście bardzo prawdziwy i aktualny, który na naszych oczach staje się ponurą rzeczywistością, więc dlatego film nie zdobył przychylności środowiska filmowego zdominowanego przez lewicowców i aberrantów i wrogo się do niego odniosły media tak zwanego głównego nurtu. A tymczasem film to jak najbardziej prawdziwy, bo weźmy byle jaki tygodnik mejstrimowy do ręki i czytamy tam, że człowiek ma ciągle do czegoś aspirować, coś w sobie zmieniać i w swoim i nie tylko swoim świecie. Wręcz na przykład namawia się do zachowań dziwnych i szkodliwych. A to mówi jakaś lewacka profesor - mężczyzno spróbuj przespać się z mężczyzną, zaproś do małżeństwa kogoś trzeciego! Człowieku, zostałeś brygadzistą, to kop, gryź, szarp, drap i pnij się wyżej, czyli miej wciąż cele. Masz dom, to wybuduj drugi, na wynajem. Bogać się! A bliźniemu? Daj wędkę, czyli wykorzystaj go niewolniczą pracą! Ni jak się te procedery mają do zdrowej nauki Ewangelii, a więc oddaj chociaż połowę majątku potrzebującym, jak św. Marci oddał połowę płaszcza żebrakowi. A przecież wiadomym jest, że Chrystus namawia do rozdania całego majątku i pracy dla całości społeczeństwa, które ma być wspólnotą. Do tego zmierza głębia filmu Zanussiego. Świat powinien być chrześcijańskim porządkiem, a Broń Cię Panie Boże zbiorowiskiem dziwnoludków "róbta, co chceta". Tak po prostu nie wolno, bo tym właśnie jest zło - diabeł.

Film też jest o przemilczanym w dzisiejszych mediach, kulturze i filozofii piekle. Według reżysera i reprezentowanej przez niego kulturze chrześcijańskiej człowiek za zło, które wyrządził na ziemi może trafić do miejsca wiecznego potępienia. Osobiście uważam, że wieczne męki nie powinny mieć miejsca. Narażę się ponownie, ale nie skazał bym na nie Hitlera, Stalina, katyńskich oprawców, czy sprawców rzezi wołyńskiej. Każdy kto fizycznie lub psychicznie cierpiał wie jakie straszne to uczucie, a zwłaszcza nosiciele chorób przewlekłych. Dlatego nie wolno kogoś skazywać na wieczność w mękach. Dlatego właśnie my chrześcijanie modlimy się za nieprzyjaciół swoich, a siostra Faustyna wyposażyła nas w moc Miłosierdzia Bożego i ono jest naszym orężem, i kiedy się modlę, to zawsze się modlę też za ludzi złych, aby z nimi spotkać się w raju.

Tak jest skonstruowany film Krzysztofa Zanussiego. Jedna z bohaterek modli się za swojego oprawcę i kiedy na wieczne męki prowadzi go diabeł, to ona sprawia, że bohater zawraca z tej drogi. Złoczyńcę zabrał z krzyż Jezus do nieba, tak i my naszą modlitwą możemy nawet zwyrodnialcom zapewnić odkupienie win. Bardzo trudna to filozofia, której przykład dał nam sam Jezus - odrzuca nienawiść i zemstę, odwet, wendettę. Ale innej drogi nie ma. Zło można zwyciężyć tylko dobrem i innego wyjścia nie ma. Zło rodzi zło i tylko jego eskalacje. O tym musi pamiętać i przyjąć to do serca każdy człowiek.

Reżyser i scenarzysta filmu odnosi się też do cierpienia ofiarowanego za drugiego człowieka i twierdzi, że jest ono dobre, nawet, jeśli ostatecznie nie przynosi pożądanego skutku. Najpewniej odnosi się tutaj do heroizmu świętego Maksymiliana Kolbego, który od męczeńskiej śmierci wybawił Franciszka Gajowniczka w obozie w Oświęcimiu. Akurat jego poświęcenie przyniosło pozytywny skutek, a piszący te słowa miał możność poznania pana Franciszka. A czy samo cierpienie, zwłaszcza przewlekłe, terminalne przybliża do Boga? Tu przekonany nie jestem. Moim zdaniem raz już Chrystus przecierpiał za wszystkich, więc my mamy obowiązek czynić wszystko, aby żyć godnie, szczęśliwie i wspomagając się wzajem.

Papież Franciszek powiedział, że aborcja, to wynajęcie płatnego mordercy. Tą zbrodniczą działalność części współczesnych lekarzy pokazuje też w swoim filmie Krzysztof Zanussi. Dziecko zostaje zabite eterem, aby prostytutka mogła szybciej wrócić do zaspakajania chuci żołnierzy. Myślę, że to też ważna scena symbolizująca dzisiejszy świat, właściwie lewacką dyktaturę antywartości. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że holokaust i śmierć milionów w czasie drugiej wojny światowej, to nic wobec machiny zbrodni, która funkcjonuje i morduje miliardy nienarodzonych. To jedno, a drugie toto, że z lektury takiego filmu mamy wyciągnąć wnioski, a więc, że człowiek ma być odpowiedzialny, świadomy i dumny, że jest człowiekiem, więc kiedy przyjdzie ponieść odpowiedzialność za swoje czyny, to trzeba ją ponieść, a nie iść na skróty, czyli bestialsko zamordować "problem."

Jest we filmie też scena odnosząca się do chrześcijańskiego szacunku dla ciała. A dla nas katolików ciało jest wręcz świętością, dlatego nie wolno nim w żaden sposób kupczyć i poniżać go, deprecjonować jego wartość i taki powinien być uniwersalny światowy wzór postępowania z ciałem. Nie wolno go bezwstydnie pokazywać, zarabiać nim, czy sprzedawać go, aby po śmierci było eksponatem w wędrownym cyrku bezwstydu i bezzasadzia. Reżyser odniósł się tutaj do szalonej wystawy obwoźnej szalonego Niemca, który z tym koszmarem chciał wjechać do Polski. Może też do treści horrorów, gdzie krew się leje gęsto, głowy i inne kończyny są urywane i generalnie ciało ludzkie jest profanowane w takich filmach. Myślę, że też panu Zanussiemu chodziło ogólnie o człowieka - jest świętością, więc nie wolno niszczyć go w wszelkich wojnach i dla żadnych celów.

Piękny i mądry film. Dla mnie najważniejszy film 2018 roku w światowej kinematografii i najważniejsze wydarzenie w moim kinie w tym roku. Projekcję filmu poprzedził wykład samego profesora Zanussiego, a potem można było mu zadawać pytania. Jesteśmy z zoną szczęśliwi i dumni, że mogliśmy być na tym spotkaniu i słuchać wspaniałych słów reżysera o filmie i współczesnym człowieku, a mówił bardzo mądrze i kontrowersyjnie. Twierdził na przykład, że gust się ma albo się go nie ma i nie ma, że o gustach się nie dyskutuje, a więc muszla wystawiona w nawet w najbardziej znanej galerii sztuki, nigdy sztuką nie będzie. Bohomaz w ramce, to też nie jest sztuka. Mówił o tym, że dzisiaj to chrześcijaństwo i chrześcijanie są kontrkulturą i są spychani na margines życia społecznego i kulturalnego. Ja wywnioskowałem z tego, że skoro tak jest, to jak nędznym jest dzisiaj człowiek poza chrześcijański i jaką nędzę i dziwność sobą reprezentuje. Film jest koprodukcją kilku narodów i pan Zanussi zaangażował do niego aktorów z wielu europejskich krajów, a samą główną rolę zagrał znany działacz środowisk LGBT Jacek Poniedziałek. Reżyser twierdzi, że każda scena w filmie ma bardzo istotne znaczenie symboliczne, dlatego mam nadzieję, że jeszcze raz go obejrzymy w ekranie komputera i, że może przyjedzie z nim na rekolekcję Ojciec Rojek i poobjaśnia. Mocne bezkompromisowe kino z jasnym przesłaniem i konkretnymi wartościami. Polecamy bardzo.

Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.