6 lipca 2020 roku, godz. 18:23 13,0°C

Recenzja książki nieobecnej

„Kroki” Jerzy Kosiński – 2/5 ⭐️

1. Książka jest dobrze napisana, rzekłbym skupiona na konkrecie, bez owijania w bawełnę. Opisy ograniczone do minimum. Język zrozumiały i można popłynąć, wchłonąć na jedno podejście (około stu trzydziestu stron). Zapis w tym stylu czyta mi się najlepiej. Może to zależeć od dyspozycji dnia, ale miałem wrażenie, że w pojedynczym akapicie dzieje się za dużo i w rezultacie nie wiedziałem co się dzieje, czyli czytałem raz jeszcze.

2. Pod względem struktury należy przygotować się na zbiór krótkich, niepowiązanych ze sobą opowiadań. Czyli co dziesięć, piętnaście minut, mamy nowe miejsca i postaci, przy czym nie zdążyłem się przyzwyczaić do starych, ba, liznąłem zaledwie, a już miałem nowe. Moja pamięć bardzo kiepsko sprawuje się przy takich zadaniach. Na teraz pamiętam może pięć z kilkudziesięciu opowiadań, czyli marnie.

3. Treść jest poplątaniem tematów z gatunku, powiedzmy, ciemnej strony mocy. Wobec tego nie da się określić na jakim szkielecie ideowym tytuł jest osadzony. Gdyby zapytać „o czym jest książka?” odpowiedziałbym – nie wiem. Nie rozumiem tytułu, nie rozumiem przesłania, nie wpadłem w żaden rezonans i myślę zupełnie nic. Mnogość wątków sprawiła, że nie poszedłem za żadnym z nich.

4. Sporo treści erotycznych, tak na oko sześćdziesiąt procent. Czy zboczona? Może trzydzieści lat temu, może dla kobiet, może komuś kto nie kojarzy „szkoły libertynizmu” de Sade-a, pisanej parę wieków temu. Jeżeli celem było wywołanie obrazowego szoku, to nic takiego nie nastąpiło. I nie to żebym oczekiwał nóg na żyrandolu... Myślę, że nawet pobożna scena erotyczna może być dobrze napisana, a jeśli nie, to lepiej napisać że seks po prostu był, i tyle. Tutaj pozostaje mi złośliwie skwitować, że autor miał przy tym więcej zabawy.

5. Reasumując, ani to nie zamyśla, ani podnieca, ani nie jest literaturą piękną. W związku z tym, książki nie polecam. Jednak chciałbym napisać coś podobnego – zbiór migawek z życia, często bezsensownych poza mną, żeby utrwalić wspomnienia. To jak z pamiątkami, dla mnie cenne, dla innych są śmieciami.

„Kochankowie nie są ślimakami, nie muszą wysuwać się ze swoich skorup i spotykać w połowie drogi.” (str. 114)

Okładka pachniała czekoladą.

Twórca nieznany Akula
 6 lipca 2020 roku, godz. 22:21

To był chyba Malowany ptak, albo Gra. Obie mam na półce. Chyba trzeba odświeżyć.

Recerz Max
 6 lipca 2020 roku, godz. 22:05

Może właśnie „Kroki”. 🙂

„Malowany Ptak” tegoż autora ciekawy, brutalny, spójny, trochę antypolski paszkwil, ale i tak niezły.

Twórca nieznany Akula
 6 lipca 2020 roku, godz. 21:52

Czytałam coś kiedyś Kosińskiego, ale nie pamiętam dokładnie co, wrażenie jakie pozostało o jego pisaniu dokładnie oddaje punkt 3.