24 października 2019 roku, godz. 8:31 1,9°C

WYSOKA DZIEWCZYNA(recenzja filmu)

Kantemir Bałagow ma dwadzieścia osiem lat i wyreżyserował swój już drugi film, który jest filmem świetnym, a jego samego wyniósł do rangi wielkiej nadziei kina światowego. Rosyjski reżyser nakręcił ten film według prozy noblistki z 2015 roku Swietłany Aleksijewicz, pisarki, która jest taką samą skandalistką jak Olga Tokarczuk, więc stąd pewnie ten Nobel. Aleksijewicz raz atakuje Putina, raz Łukaszenkę, potem zmienia zdanie i oczywiście twierdzi, że Polacy mordowali Żydów, bo tak jej powiedział kolega dziennikarz z Polski. Skandalistka podważa mit kobiety gierojki w drugiej wojnie światowej i w ogóle pcha nosa w sprawy całego około rosyjskiego świata, wypowiadając się jakby coś wiedziała.

Scenarzysta i reżyser podąża jej śladami i rozprawia się z mitem wielkiej wojny ojczyźnianej. Czy dwudziestoośmiolatek ma prawo zabierać głos w takiej sprawie? Pewnie to policzek dla weteranów i przede wszystkim weteranek i ich dzieci oraz polityki historycznej Kremla. Niemniej wiadomo, że w każdej armii były i są oddziały pomocnicze, w których służyły i służą kobiety jako prostytutki. Teraz się zabezpieczają, a wtedy skrobanka za skrobanką i zniszczenia ciała i demolka duszy i rozumu.

Nieprecyzyjnie przetłumaczony jest tytuł filmu i wypacza główną bohaterkę. Rosyjski tytuł to "Tyczka". Kobieta, która przez długi długi czas przeszła za wiele i w środku jest pusta, spaloną wypaczoną kobietą jest. Aniołem śmierci, katem, który wykonuje eutanazję zaaplikowaną przez lekarza sołdatom, którzy będąc kalekami nie chcą, bo w takiej nie innej rzeczywistości nie mają po co żyć. Dopuszcza się też innej, znacznie drastyczniejszej zbrodni.

Film porusza temat surogactwa w kontekście zniszczenia psychicznego kobiety, która posunie się do wszelkich podłości, aby mieć choć namiastkę kobiecości w swoim życiu. Jeszcze to pragnienie miłości, tak bardzo wypaczone wojną, jak w więzieniu. Nie ważne czy kobieta czy mężczyzna, byle zaspokoić głód bliskości.

No i scenarzysta wprowadza do dyskusji temat eutanazji. Czy jest sens żyć kiedy nie można robić co się chce? Czy jest sens żyć gdy jest się rośliną? Czy cierpienie ma być życiem? Czy inni mają mieć życie cierpiętnicze, bo my cierpimy i skazujemy ich tylko na cierpienie i trwanie w tym cierpieniu? Czy niech lepiej żyją w zdrowiu i szczęściu, aa nam się należy jak psu kość zastrzyk z pawulonu?

Milczące oskarżenie cerkwi prawosławnej. Nie pada żadne słowo o Bogu, wierze, miłości, cierpieniu w kontekście religijnym. Dla reżysera jest to element zbędny w Rosji.

Leningrad jest poszarpany i brudny, ale z tej biedy i nędzy operator kamery na wniosek Bałagowa wydobywa całkiem piękne i przykuwające kolory. Długie ujęcia są jak obrazy albo anty szopki. Płaskorzeźby człowieczeństwa przede wszystkim diablego, jakby nie było stworzenia przez Boga albo przy stworzeniu Bóg i Szatan pili samogon i świetnie się bawili tworząc duszę i rozum człowieczy.

Trochę smuci, że w tym smutnym filmie nie ma muzyki. To obniża jego ocenę i nie pozwala cieszyć się w pełni magią kina, w tym przypadku jego diabelską różdżką. Ja zastanawiam się cały czas czy w Rosji kręci się komedie? Czy ludzie się uśmiechają, czy uśmiechają się o zgrozo! Dzikim śmiechem kiedy chleją i chleją te hektolitry wódy, żeby zabić odwieczną tyranię i konieczność zabijania, a zatem zabijania człowieczości?

Film jest cudnie oczywiście zagrany i ta malarskość trochę łagodzi klimat. Warto obejrzeć, żeby zrozumieć rosyjską duszę lub tylko zostać nią wybatożonym.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.