17 stycznia 2021 roku, godz. 20:39

Wariatka

Jak zrozumiałam, że naprawdę jestem „wariatką”.

Będę pisać głównie do kobiet - jest mi tak po prostu wygodniej, natomiast jakby to powiedziała wspaniała Pani Okuniewska* „bycie wariatką nie ma płci, są męskie i damskie wariatki.”

Jeżeli kiedykolwiek usłyszałaś frazy typu:
„Jesteś nienormalna.”
„Jesteś psychiczna.”
„Ogarnij swój borderline.”
„Zachowujesz się jak wariatka.”
„Masz nie po kolei w głowie.”
„Masz dwubiegunówkę, czy jak?”
„Idź się lecz.”

To trafiliście w idealne miejsce. Zaraz Wam opowiem - dlaczego.

Są to zazwyczaj słowa wypowiedziane w złości, albo bezsilności wobec Waszych zachowań, przy kłótniach, rozstaniach, poważnych rozmowach i tym podobnych. I niech zgadnę, te słowa kłują dokładnie tak jakbyście całe wpadły w pokrzywy, macie ochotę się rozpłakać i jednocześnie wyjść z własnej skóry, żeby pozbyć się tego piekącego uczucia, bo przecież ktoś dla Was ważny, właśnie wrzucił Was w te kłujące chwasty.
I pomimo tej złości i bólu wywołanego tymi przykrymi słowami, zasiewają one w Was drobne ziarno niepewności i pada to ważne pytanie: „A może faktycznie coś ze mną nie tak?”
I tu właśnie zaczyna się problem. Bo przecież w przypływie emocji, tym bardziej jeśli na kimś nam zależy, możemy zachowywać się trochę nienormalnie, trochę nad wyraz i też trochę głupio. Aaaaale, nasuwa się nam taka myśl, że może to faktycznie nie tylko objaw złości, że może coś grubszego powoduje tę złość właśnie.
A teraz zagwozdka - czy jest jakiś złoty środek na to, aby dowiedzieć się czy to zwykła kłótnia i ktoś chciał, żebyśmy się po prostu poczuły jakby coś było nie tak z naszą głową, czy może faktycznie warto byłoby zainteresować się naszym zdrowiem psychicznym?

Opowiem Wam anegdotkę z mojego życia, aby postarać się odpowiedzieć na to pytanie.

Byłam w relacji przez pięć lat. Nazwę to relacją, gdyż ciężko nadać temu miano „związek”. Rozumiecie - wzloty i upadki, rozstania i powroty, endorfiny i depresja, no generalnie rollercoaster emocji przez bite pięć lat. Cały czas stymulowane ośrodki kary i nagrody, wiecie nagrodą były te uśmiechy i przytulenia po każdym powrocie, a karą - rozstanie zazwyczaj w dramatycznych okolicznościach.
Męczyliśmy się ze sobą, miałam wrażenie, całą wieczność. Żadne nie potrafiło odpuścić i pójść dalej, ale żadne też nie umiało sobie na dłuższą metę poradzić z tym, jakie gówno między nami wypłynęło. Miałam wrażenie, że żeby dostać kolejną nagrodę - w postaci miłego dnia bez kłótni, z uśmiechem musiałam przepłynąć całe to morze gówna.
Czy było warto? W żadnym wypadku!

Ja sama nie umiałam się najpierw zdecydować. Czy ja kocham tego typa, czy nienawidzę? Szczerze? Do tej pory nie wiem.

Raz ja go zostawiałam, raz on mnie. Oboje po porzuceniu nie dawaliśmy sobie rady z niczym i niszczyło nas to doszczętnie. A powroty? Były jeszcze trudniejsze, no bo przecież musieliśmy sobie te rozstania wybaczać. A czy da się o tym zapomnieć? No jasne, że się nie da. I rollercoaster emocji trwał nadal.
Ale doszło do tego momentu, że ja to już się generalnie chciałam ustatkować i chciałam, żeby to było official i żebyśmy po prostu się do cholery nauczyli ze sobą żyć. Bolały mnie kłótnie, oczywiście, ale miałam wrażenie, że utrata tej osoby z mojego życia zaboli bardziej.
I starałam się, pomimo tego, że on by Wam powiedział inaczej, ja naprawdę na siłę mówiłam sobie, że to wyjdzie i dokładałam wszelkich starań, żeby tak właśnie było.
Ale! Były rzeczy, o które nie umiałam się nie denerwować… Na przykład każda jego zmiana tonu w moją stronę - a jest on osobą dość chłodną w obejściu - wywoływało u mnie paniczny lęk i przywoływało od razu uczucia towarzyszące rozstaniu. Chwila braku atencji kojarzyła mi się z tym, że na pewno poświęca tę uwagę jakiejś innej babie. Potrzebowałam stale i nieprzerwanie zapewniania mnie o jego uczuciach i lojalności. Potrzebowałam zapewnień, uczuć i w ogóle srania tęczą. Bo inaczej włączały mi się lęki i wybuchałam - a to wszystko było spowodowane strachem przed opuszczeniem. Mój humor zależał od jego humoru, albo od tego czy się z nim widzę danego dnia czy nie. No generalnie uznałam typa za mój cały wszechświat. A ten gościu miał czelność rzucać w moją stronę słowa typu: „Osoby tak psychiczne jak ty, powinny zostać zamknięte.„Masz borderline.” - wypowiedziane z drwiną.
A ja na to wszystko znowu rzucałam: „Nie chcę cię znać, nie odzywaj się do mnie”, a potem płacz w poduszkę i zerkanie co minutę czy napisał i kurwowanie pod nosem, że jak śmiał tego nie zrobić.
No i jebło w końcu, no. Jak miało nie jebnąć? W końcu się okazało, że ma jakąś „koleżankę” na boku, z którą nic go przecież nie łączy. No pewnie, oprócz wysyłanych sobie nudesów i narzekania jaka to jego dziewczyna jest beznadziejna, to może nic. Natomiast - ja w końcu powiedziałam sobie dość.
I pomyślicie sobie - super, wyszła z toksycznego związku, to teraz będzie tylko lepiej.
Ha! W związku z tym, że lubię zaskakiwać ludzi - to powiem Wam w sekrecie i po cichu na ucho, że gówno, a nie lepiej. Wyobraźcie sobie zjazd na odwyku po pięciu latach dawania sobie w żyłę. Nieprzyjemnie co? No to tak się właśnie czuję od kilku miesięcy.
A teraz zadajecie sobie w duchu pytanie - „Ale co to ma wszystko do rzeczy, gdzie jest puenta?”

Już spieszę z wyjaśnieniem!
Toksyczny związek to jedno, ale ja naprawdę codziennie zaczęłam się zastanawiać czy coś ze mną nie tak. Opowiedziałam Wam tylko skrawek mojego życia i tylko niektóre czyny, które wskazywać mogły na to, że jestem „wariatką”.
Ale ja przez tego typa dostrzegłam naprawdę wiele nieprawidłowości w tym co mam w głowie - wyczuliłam się na głupie myśli, na skoki nastrojów. I prawdopodobnie dopiero ta relacja uwolniła te skrajne emocje, które we mnie siedziały.
I tak oto, postanowiłam trochę zainteresować się moim zdrowiem psychicznym, bo przecież, słuchanie co chwilę, że się jest nienormalnym musi mieć jakiś skutek.

A po tym moim zainteresowaniu, zostałam zdiagnozowana jako osoba z zaburzeniem osobowości typu Borderline.

Przechodząc do konkluzji pierwszej części tego wywodu - chciałabym przedstawić Wam moją historię, trochę z własnych egoistycznych pobudek, mam na myśli, to że może gdy skończę poczuję jakiegoś typu oczyszczenie, ale też ze względu na Was. Chciałabym poruszyć temat zdrowia psychicznego, gdyż mam wrażenie, że nadal jest to w naszym społeczeństwie demonizowane. Chciałabym, żeby każda „wariatka” mogła spokojnie dojść ze sobą do ładu i chciałabym, żebyście przestały czuć się jako „nienormalne”.
Chciałabym też na pewno wejść z Wami w dyskusję - czy uważacie, że powinniśmy poszerzać świadomość społeczeństwa o zdrowiu mentalnym? Czy chcielibyście opowiedzieć mi swoje własne historie?
Także chciałabym otworzyć oczy tym ludziom, którzy wyzywają Was z drwiną od psychicznych, zamiast faktycznie zainteresować się, czy nie potrzebujecie po prostu więcej uwagi, więcej rozmów czy trochę większego zrozumienia.
Proszę dajcie mi znać, czy powinnam opowiadać dalej.

Pozdrawiam, spod ciepłej kołdry
XYZ

*Pani Joanna Okuniewska - autorka podcastów „Tu Okuniewska” oraz „Ja i moje przyjaciółki idiotki” - polecam z całego serca!

Lacrimas M.
 19 stycznia 2021 roku, godz. 20:30

ulotność i zepsucie zwykle pochłaniają nas najbardziej.

i pewnie dlatego brniemy ku zgubie z takim zawzięciem, stale odkładając życie na bliżej nieokreślone kiedyś.

później zawsze trzeba jednak wrócić do siebie -
a to jest ten pierwszy krok.

BorderPersonalityDisorder 19 stycznia 2021 roku, godz. 21:32

Niektórzy niestety mają niesamowitą trudność w odnalezieniu tej drogi do samego siebie.
Często może właśnie dlatego, że zguba pociąga nas bardziej niż czysty zdrowy umysł.

Lacrimas M.  21 stycznia 2021 roku, godz. 16:45

codzienność dotyka nas wszystkich, i to dlatego nieprzewidywalność urasta czasem do miana jakiejś pokusy. ale takie skrajności, jakkolwiek pociągające, karmią w nas jedynie niepewność.

i niby można się w to bawić, choć nie znam jeszcze nikogo, kto nazwałby to inaczej niż wyłącznie przystankiem od życia.

Radek Ziemniewicz
 18 stycznia 2021 roku, godz. 13:14

Zainteresowała mnie Twoja historia. Zwracasz uwagę na ważną rzecz: dobrą kondycję psychiczną. Coś, co widać właśnie przez zachowanie, relacje, związki, reakcje i emocje.

Wydaje mi się, że to nie było łatwe, dopuścić do siebie myśl: a może rzeczywiście ja mam tu jakąś pracę do wykonania. Świetnie, że poszłaś po pomoc.

Każdy tekst, który propaguje dbanie o zdrowie (również psychiczne), wart jest spisania. Zwłaszcza od osób, które same przeszły tę drogę. Z chęcią przeczytam więcej Twoich przemyśleń.

Merytoryczna Marta
 18 stycznia 2021 roku, godz. 5:23

Chętnie poczytam dalej. Swoją droga uważam, ze ta diagnoza nie musi koniecznie być czymś, co będzie niszczyło wszelkie związki. Myśle, ze to kwestia osobowości drugiego człowieka, z którym przyjdzie Ci obcowac. Ten poprzedni był podobnie chwiejny jak Ty. Kiedy znajdziesz kogoś stabilniejszego, przypuszczam, ze sama tez poczujesz się stabilniej. Życzę Ci dużo siły.

onejka onejka
 17 stycznia 2021 roku, godz. 22:39

Opowiadaj dalej, chętnie poczytam i z pewnością czegoś się nauczę. Wiem, ze fajnie to trochę głupie określenie, ale tak odbierałam Twój tekst. Oprócz fajny, czyli przyswajalny, jest jeszcze ciekawy. Wiec czekam na ciąg dalszy.

MyArczi Artur
 17 stycznia 2021 roku, godz. 22:25
Edytowano 17 stycznia 2021 roku, godz. 22:27

ważny temat z wartościowym przesłaniem, choć osobiście twój styl pisania mnie żenuje i strasznie zmęczyłem się czytaniem (bynajmniej nie długością) tego tekstu, pzdr

BorderPersonalityDisorder 18 stycznia 2021 roku, godz. 21:33

Jasne, nie wszystko każdemu musi się podobać!
Pozderki