25 września 2020 roku, godz. 12:47

DALEKO OD REYKJAVIKU(recenzja filmu)

Islandzki reżyser Grimur Hakanarson jest znany bywalcom kin studyjnych i dyskusyjnych klubów filmowych, czyli tych widzów, którzy w kinie szukają mądrości, procesów jakie zachodzą w społeczeństwach, którzy się niepokoją stanem ludzkości, którzy słuchają i patrzą, a potem pytają i odpowiadają.

Jego najnowszy film jest o tym, że kiedy Bogu ludzkość wymyka się za bardzo spod kontroli, kiedy w społeczeństwie triumfuje za bardzo zło, to wtedy do walki z jakąś patologią wysyła z założenia przynajmniej przedstawicielkę lepszej części ludzkości. Zatem jest to film feministyczny i to o dobrym feminiźmie. Nie tym czarnym, czyli nie jest to film o lekarce, która wykonuje zabójstwa metodą aborcji i potem chwali się w mediach społecznościowych, że aby dziecko nie krzyczało, to najpierw podcina mu struny głosowe.

Jest więc to film o dobru i złu. To film dla tych, którzy wciąż pytają skąd zło się bierze? Czy w świecie jest absolutne zło? Czy są jakieś istoty duchowe za zło odpowiedzialne? Czy jest ono wyborem i możliwością po prostu? Czy wolność, która po prostu staje się nadużyciem skłania następnych do pójścia tą drogą? Czy może jeszcze nadużyta wolność katastrofalnie wypacza innych na przykład w psychozę czy okrucieństwo?

To film o mafii. Tutaj mafii spółdzielczej. Ileż takich mafii znamy z własnego polskiego doświadczenia. Jak to możliwe pytamy, że w kierownictwie takiej organizacji może być ktoś kto do spółdzielni nie należy i jeszcze działa wbrew interesom członków spółdzielni? Film pokazuje mechanizmy działania mafii, zmuszania ludzi do działania przeciwko innym, jakie są koszty ludzkie kiedy w końcu sumienie triumfuje nad chciwością i strachem oraz niewolą.

Film jest o Islandii i Islandczykach. Lekcja dla młodych plujących na Polskę, Polaków i wszelką polskość. Zafascynowanych właśnie najczęściej Islandią lub Kanadą. Twierdzących, że to ziemie obiecane. Widoki krajobrazy przepięknie przecudne. Tylko ludzie i mechanizmy biznesowe, społeczne, kastowe są takie jak wszędzie.

Film budzi zaufanie i jest szczery przez to, że jest o zwykłych ludziach. O rolnikach, którzy tylko chcą pracować i ze swojej pracy móc spokojnie godnie żyć - spłacić kredyt, a latem wyjechać na dwa tygodnie na wakacje. To nie jacyś odjechani artyści kompletnie nie spalonego teatru, literaci ze swoim chorym ego lub celebryci ekstremalnie odczłowieczeni eksperymentami z wolnością.

Film mówi też o tym i kapitalnie to obrazuje, że łóżko nawet najpiękniejsze z nawet najpiękniejszą kobietą, ale bez mężczyzny, to łóżko puste.

Film też o wolności jaką jeszcze w Polsce nie znamy, bo choćby (moim zdaniem) chciwe lobby religijne i cmentarne na taką wolność nie pozwala. Pochować zwłoki najbliższych jak chcemy i gdzie chcemy. Bez pośredników i straszenia piekłem.

Film rewelacyjnie, ale na chłodno zagrany, jak chłodni czy nawet zimni wydają się być Skandynawowie i narody nordyckie.

Film malowany w najważniejszych momentach kapitalną i świetnie ilustrującą sceny i ich znaczenie muzyką.

Film, który naprawdę warto obejrzeć i zastanowić się, czy w moim środowisku, pracy istnieje takie zło i zatem jakie dobro mogę uczynić, aby ta patologia przestała być normalnością, oczywistością, niepisanymi zasadami.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.