9 stycznia 2020 roku, godz. 9:39 1,9°C

DEERSKIN(recenzja filmu)

Film Quentina Duphieux, to bardzo mądra kameralna czarna komedia pełna metafor symboli i odniesień do współczesnego kina, ale przede wszystkim do współczesnego społeczeństwa Europy Zachodniej. Film dla ludzi lubiących wyzwania intelektualne, którzy potrafią i chcą myśleć w trakcie projekcji, ale też lubią rozważać poszczególne klatki po projekcji w domu, przy ostatniej późnowieczornej herbacie, bo krótki obraz może zawierać i naprawdę zawiera wiele treści.

Nikt normalny nie zamienia sztruksowej marynarki na kurtkę zamszową z frędzlami z daniela. Nikt normalny nie topi marynarki w muszli klozetowej i nie powoduje zalania łazienki,może całej stacji benzynowej. Nikt normalny nie każe się podziwiać za noszenie kurtki z daniela. Nikt normalny nie chce, aby to była jedyna noszona kurtka na całym świecie. Dlatego myślę, że ta kurtka to metafora współczesnej zachodniej ludzkości. Odejście od tradycyjnej rodziny, tradycyjnych wartości chrześcijańskich, tradycyjnej etyki i moralności na rzecz dziwnych ideologii i perwersyjnej, wręcz często dewiacyjnej wolności. To też może być symbol kompleksu Francuzów wobec Amerykanów i USA, który często poruszany jest w kinie francuskim. Zazdrość o wielkość, która przecież należy się im Francuzom, określającym siebie samozwańczo pępkiem cywilizacji światowej. Inna sprawa, że pomagają im w tym papugi narodów, jeśli wiecie co chcę powiedzieć. Zamszowa kurtka z frędzlami, to podążanie zwariowanymi niebezpiecznymi celami i marzeniami, weźmy choćby alpinistów szerząca się masa turystów wychodzących w góry zimą w klapkach i oczywiście z niemowlakami. Wreszcie zamiast fascynować się powieściami Alfreda Szklarskiego, to młody chłopak fascynuje się wizjami z dopalaczy.

Bohater dokłada kolejne elementy stroju: kapelusz ukradziony z ciała samobójcy, spodnie, rękawiczki. Scenarzysta i reżyser pewnie sugeruje ludzkość brnącą w antywartości: ekologizm, weganizm, lewackość, poniżanie ludzi wierzących czy wręcz uniemożliwianie im pracy i karanie za świadczeniu o swojej religii. Oczywiście pewnie jest to też nawiązanie do jednej z części historii o Hannibalu Lecterze, w której psychopata szyje sobie nową skórę ze skór bestialsko zamordowanych kobiet.

Kamera i pieniądze oraz samozwańcza producentka, to metafora współczesnego kina, telewizji i internetu, które schlebiają niskim gustom i powstają filmy pełne makabrycznych historii i rozlewu krwi oraz pokazujące ludzkie perwersje seksualne i dewiacje, że właściwie już za film o normalnej treści nie można dostać nagrody na którymś z topowych festiwali filmowych lub w dorocznych podsumowaniach akademii filmowych poszczególnych krajów.

Kim jest niemy chłopiec, podążający za bohaterem. Pewnie symbolem Boga, ostateczną sprawiedliwością, która dosięga wszystkich i przywraca równowagę na ziemi pomiędzy dobrem i złem. Przypomnieniem, że zło i dobro współistnieją, ale złu nie wolno eskalować i być okrucieństwem.

Akcja filmu toczy się gdzieś w górach. Krajobraz piękny, ale to nie jest życie. Mieszka tam galeria dziwnych postaci, a zatem to metafora dzisiejszej Francji, która Francuzów kieruje na peryferie cywilizacji, które może na pierwszy rzut oka są piękne, ale prowadzą do zatracenia w dziwnościach. Efektem jest wyobcowanie, samotność, samobójstwa i świat posunięty do ostatecznej degrengolady, gdzie nawet dziwka nie może liczyć, że zainteresuje się jej warsztatem miłości mężczyzna, bo tego zajmują jakieś totalne szaleństwa.

Końcówka filmu to nawiązanie do filmu "swobodny Jeździec" z Peterem Fondą i Brucem Dernem, w której normalność niszczy dziwność w sposób bezceremonialny.

Trzeba to zobaczyć. Ten film to lustro. Nawet nie krzywe zwierciadło. To lustro, które powie ci widzu kim i czym jesteś. A przy okazji dwie wielkie gwiazdy francuskiego kina Jean Dujardin i Adèle Haenel, które trzeba obejrzeć i którymi to trzeba się zainteresować, bo kino francuskie i ichniejsze gwiazdy, to z kolei normalność, która powinna być udziałem Polaka, zamiast małpki po pracy czy dwóch Warek Strong i nynu, a potem "pierwszej Miłości", "Faktów", "Wiadomości", "M jak Miłość" i "Na Wspólnej". Kino francuskie,to aspirowanie, jak chcą dziennikarze "Polityki" choćby i tu się akurat z nimi zgadzam.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.