12 grudnia 2019 roku, godz. 8:54

NIEMA NAS W DOMU(recenzja filmu)

Film, który opowiada o tym, że zdaje się, iż mijają się z prawdą, czyli konfabulują nasi rodzimi emigranci do Anglii, kiedy zachwalają warunki życia pod panowaniem Elżbiety II. Bieda. Wyzysk. Wręcz niewolnictwo i służba zdrowia, może gorsza niż w Polsce. Ken Loach w świetnej formie, o tym jak śni się sen o dobrobycie. A więc czemuś głupi? Bom biedny. A czemuś biedny? Bom głupi. To treść filmu. Bo główny bohater jest nierozgarnięty za bardzo. Swoimi decyzjami życiowymi podcina gałąź na której siedzi. Bezrefleksyjnie zadłuża się, mimo, że zarabia nieźle. Pozbawia narzędzi pracy swoją żonę, aby zrealizować sen. Nie podejmuje refleksji, że żyć trzeba za tyle ile się zarabia, więc brnie w bagno długów i pracoholizmu. Nie wiem, czemu reżyser i scenarzysta zarazem tak podaje temat, jakby praca była Bogiem. Widzimy bowiem na ekranie kult pracy posunięty do tragedii. 14-16 godzin pracy obojga bohaterów. Uwielbienie dla pracy. Uwielbienie ponad rodzinę, ponad małżeństwo, aż do wulgarności, przemocy wobec ludzi i wobec dzieci. Może w Anglii taj się żyje? Dziwne!

Pokazany jest najgorszy z typów pracodawców, a więc człowiek, który wie, że jest sukinsynem i de facto bandytą, ale jest w tym bandytyźmie konsekwentny i wręcz powoduje, że ci niewolnicy jego są jakby dotknięci syndromem sztokholmskim i współuczestniczą w tej jego zbrodni, zamiast się zebrać i podpalić ten magazyn i jego przy okazji. Nie ma widz co do niego litości i życzy mu śmierci. Przez takich jak on rodzą rewolucję. Marksowie, Leniny, Dzierżyńscy, Berie, Mao, Kimy i Czerwone Brygady, a na szafot idą królowe, chcące karmić poddanych ciastkami zamiast chleba. Niestety idą na szafot ze swoimi kilkuletnimi dziećmi. Wiemy to z rewolucji francuskiej i październikowej, kulturalnej i wielu innych, ale nie wielu ich treści krwawe rozważa.

Film Loacha jest trochę opowiadaniem bezrefleksyjnym. Nie podaje rozwiązań. To jakby paradokumentalny zapis z życia ludzi, którzy krzywdzą siebie i dzieci, którzy nie umieją się wybić na refleksję i czyny - życie spokojne, zdystansowane. Nie zrozumieli, że nie mają wykształcenia, aby mieć dom, swój dom i być kimś. Trzeba przyjąć kim się jest i żyć w ramach swoich możliwości i niedoskonałości.

Film opowiada oczywiście o brytyjskim systemie pracy i systemie społecznym, który w imię wolności gospodarczej piedestałuje niewolnictwo, czyli pracę bez umów na stałe, a na umowę o dzieło. Zatem kurier, to artysta, wykonujący dzieło i za dzieło jest rozliczany przez bandziorskiego ekonoma, w zasadzie capo. System pracy to w wersji angielskiej obóz pracy, gdzie w każdej chwili niewolnika może on zepchnąć pod most. Nie ma żadnych zabezpieczeń. System cię zniszczy, uczyni bezdomnym, a twoje dzieci odda pedaliadzie. Film jest druzgocący dla monarchii Pani Elżbiety i jej rudej familii. Zatem rodzi się pytanie, czemu te bidoki ryże nie przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu normalności i ustabilizowanego życia, a ino przylatują na popiątki chlać w Krakowie i Wrocławiu? Co robią tam Polacy w ilości miliona? Czemu dają się bić i poniżać przez to lumpenproletariackie nieporadne i roszczeniowe towarzystwo? Czemu nie wracają? Czyli przed czym uciekli do tych skrzynek pocztowych, czyli dziur w drzwiach, tych kranów, tych śmierdzących wykładzin, tej wilgoci i pleśni w dywanach, śmierdzącej oczywiście, tych nieszczelnych powiktoriańskich okien i cienkich zimnych ścian domów. Czemu wolą żyć w tym mentalnym syfie, a nie w ustabilizowanym kraju jak Polska? Kurcze!!! A jak już to Niemcy???

Są ze dwie chwile wzruszenia w filmie, ale przeważnie ciągnie się jak flaki z olejem tym swoim paradokumentalizmem. Brak muzyki. Brak ilustracji obrazu choćby punkiem. Co w przypadku kina robotniczego aż się naprasza. Zamiast tego dostajemy mięso wyzywających się kiboli, bo i takimi są bohaterowie, czyli byle jakie społeczeństwo angielskie, co to żyje meczem, żarciem, robolstwem i telefonem komórkowym. I nie ruszy tyłków, aby podnieść kwalifikacje i zamienić one mieszkanie czynszowe na dom, swój dom.

Na ekranie widzimy ten klasyczny szczuropęd i słyszymy go, bo syn bohatera mówi, że wykształcone brytole też nie mają łatwiej i prawie całą dobę orają w korporacjach, a w piątek zaczynają chlanie na umór i jedyna szansa na refleksję, to chyba w samolocie do Krakowa, ale z tego co wiem, to piją już na lotniskach w Stansted i Luton, więc nie dopuszczają myśli. Narzekają, ale nie szukają wypośrodkowania w normalności, w rodzinie, we wspólnym byciu przez kulturę, rekreację, sport, turystykę. Są zwierzętami pociągowymi, z tym, że koń umie wierzgnąć na woźnicę, gdy mu zalezie za skórę i wół też. Człowiek jak pozbawi się pierwiastka boskości, to trudno mu potem. Grzęźnie w kolejnych rynsztokach zezwierzęcenia, upodlenia systemem. Taki to film. Taki to ostatni Loach, Loach - członek partii pracy, która nic nie robi, aby coś zrobić dla typowego poddanego jej królewskiej mości.

Mówią - rude fałszywe, powiem rude tępe. Do kin zapraszamy, bo to warto przemyśleć i w naszym polskim życiu, czy warto harować, czy po prostu jednak lepsi są ci, którzy przychodzą po ośmiu godzinach do pracy i włączają TVN 24. Oczywiście trzeba pracować u podstaw i telewizję warto zastąpić lekturą Papieża Jana Pawła II lub Stefana Wiecheckiego, wieczorem pójść na koncert lub do teatru albo do kina, a rankiem przed pracą na roraty z dziećmi i wnukami. Mocny dramat, a zatem idźcie i bierzcie i jedzcie z niego wszyscy, zatem karmcie rozum i inteligencję, hodujcie w wielki ogród mądrości.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.