14 stycznia 2022 roku, godz. 10:19 11,5°C

LICORICE PIZZA(recenzja filmu)

Film Johna Paula Andersona jest sentymentalnym, ale wesołym powrotem do brawurowych lat siedemdziesiątych w Californi, utrzymanym w gatunku komedii obyczajowej i szalonego romansu. Film zagrany jak tamte lata były - szalenie, brawurowo, cudownie i radośnie. Serdecznie polecamy. Prawie dwie i pół godziny hollywoodzkiej rozrywki na najwyższym poziomie aktorskim. Dawno nie widzieliśmy obrazu tak pozytywnego, dajacego tyle energii życiu, uśmiechu i radosnych emocji.

To film o latach siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, czyli był to czas, kiedy tak kobiety, jak i mężczyźni raczej cnotę porzucali w niewiele czasu od przekroczenia dekady od przyjścia na ten wspaniały ówczesny świat, pełen nieskrępowanej miłości, oczywiście nikogo do niczego niezobowiązującej, tanich i powszechnie dostępnych narkotyków oraz ogromnego rozwoju przedsiębiorczości i niekończących się możliwości tej przedsiębiorczości.

W takich okolicznościach ludzkiej przyrody rozwija się romans piętnastolatka z dwudziedtopięciolatką. Najpierw jest oczywiście piękne i wesołe zauroczenie, ale ostatecznie z rozmachem iście hollywoodzkim zmierza do hollywoodzkiego brawurowego i wzruszajacego happy endu. Bo scenarzysta i reżyser daje nam kalifornijski sen, hollywoodzką baśń na najwyższym poziomie sztuki jaką jest kino.

Lata siedemdziesiste, a więc diametralnie inne czasy od dzisiejszych, bo wyróżnieniem i przyjemnością było być klepniętym sążniscie w pośladki przez kolegę, czy koleżankę, a już przez przełożonego, to był w zasadzie awanas, którym można a właściwie trzeba było się pochwalić rodzicom, rodzeństwu, rodzinie, przyjaciołom wręcz całe to klepnięcie omówić, wznieść za nie toast i wypalić jointa. Piękne prawdziwe czasy nieskrępowanej wolności. Zazdroszczę siostrom i braciom. Przecież, w końcu, któreś tam klepnięcie przynosiło owoc najbardziej pożądany, czyli w końcu klepiący okazywał się mężem, klepiąca żoną, albowiem przecież to powiedzenie musiało się skądś wziąć, że małżeństwo, to temat oklepany.

Dialogi i sytuacje są przezabawne, zatem ogląda się dzieło Andersona z wielką przyjemnością, ogromną radością i dostarcza ono potrzebnego tak bardzo dzisiaj wytchnienia i odpoczynku od tragicznej rzeczywistości Polski, Polaków, ludzkości i całego świata, która staje się powoli orwellowską tyranią.

Film ilustruje znakomita muzyką gwiazd lat siedemdziesiątych i doskonałą jest oryginalna muzyka. Alana Haim i Cooper Hoffman grają koncertowo i wirtuozersko. Brawurowymi i mistrzowskimi są role Bradleya Coopera, Toma Waitsa i Seana Pena. Nie ustępują im dzieciaki.

Ach te lata siedemdziesiste! Miłości cielesnej w nich tyle, a jednak ludzie ostatecznie pragnęli tej jednej jedynej, tego jednego kochającego, aż do śmierci. Duch i rozum czuwały nad ciałem. Ostatecznie zawsze pragniemy czegoś więcej niż wielu partnerów seksualnych, codziennie i w byle jakich okolicznościach.

Licorice Pizza, to sieć sklepów płytowych, funkcjonujących w Stanach Zjednoczonych od końca lat sześćdziesiątych do pierwszych lat osiemdziesiątych. Płyta winylowa. Jej rozwój, to jeden z symboli tych cudownych lat.

LICORICE PIZZA

scenariusz i reżyseria: John Paul Anderson

W rolach głównych: Cooper Hoffman i Alana Haim

W rolach drugoplanowych: Tom Waits, Sean Pen, Bradley Cooper.

Produkcja: USA

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.