14 marca 2019 roku, godz. 12:18

WALC W ALEJKACH(recenzja filmu)

Bardzo spokojny wyciszający film, trochę melodramat, trochę dramat obyczajowy z elementami komediowymi, trochę nostalgiczna podróż w głąb ludzkiej wielopoziomowej samotności, w przeszłość, która trzyma jak ssawaki ośmiornicy i wysysa soki życia w samotność ewoluującą w autodestrukcję.

Niemcy pokazane nie od strony bogactwa, tylko od podszewki życia zwykłych ludzi, na co dzień i noc będących trybikami trójzmianowej machiny kapitalizmu, ale jednocześnie zachowana jest w nich esencja niemieckości porządek, niespieszność, dokładność, relacje mistrz uczeń, cierpliwość i spokój w dążeniu do perfekcji budującej markę np - Das Auto, bo słysząc to wiemy, że niemieckie znaczy doskonałe i tak jest.

Widzimy na ekranie Niemców bawiących się, bawiących się rubasznie i trochę w stylu mantypajtonowskim, jakby jeszcze słowiańskim, operujących ironicznym humorem, lekko stukniętych w tej swojej ścieżce do zatracenia jednak.

Chrystian, Marion i Bruno swoisty nieprzypadkowy trójkąt, to czysta samotność. Chrystian, to sierota po ostrym romansie ze złem, który dostaje od życia drugą szansę na tak zwaną normalność, ale w wyniku samotności i złym lokowaniu uczuć ponownie stanie nad otchłanią fatalnej przeszłości. Marion jest samotna w małżeństwie i wydaje się, że źródła tej należy szukać właśnie w supermarkecie. Bruno, to człowiek, który nie odnalazł się gdy RFN wchłonęła NRD. Są ludzie powołani do przestrzeni jak marynarze i kierowcy wielkich aut transportowych właśnie. Jednostajność nawet najbardziej porządnego i uporządkowanego życia zabija ich.

Ludzie zwykli, ludzie z dołów drabiny społecznej, w mentalności postkomunistycznej. Najpierw fach, potem rodzina i przez to stabilizacja. Studia to jakieś szaleństwo, wykraczające poza dobry obyczaj, poza codzienność, która traktuje wykształciuchów jako coś obcego i niezrozumiałego, co dotyczy niemieckości, która wykracza poza ich możliwości akceptowania zła.

Ano właśnie. Setki tysięcy ton dobrej żywności, które każdego dnia wyrzucają pracownicy supermarketów do kontenerów w imię popytu, w imię niee dawania wędki, żeby Natchional Geogrphic mógł nie wiadomo po co i na co krzyczeć w nas poczucie winy za to, że gdzieś tam jakieś tam dzieci umierają z głodu, umierają bezboleśnie, bo innego stanu ducha i ciała nie znają. To widać w filmie, ale co da, że ja o tym napisze, a Tomas Stuber o tym zrobił film? Nic oczywiście.

Wraz z bohaterami filmu alejkami supermarketu tańczy walc Nad Pięknym Modrym Dunajem i inne utwory muzyki klasycznej i popularnej, nadając naszej przechadzce po niemieckiej duszy swoisty nostalgiczny klimat, w którym znajdujemy miejsce na ciche, spokojne, rzeczowe myśli, ale tym razem nie przeistoczymy się w bunt, bo będzie po niemiecku, będzie porządnie, przyjdziemy z kina, zrobimy herbatę, oddzwonimy do rodziny i znajomych, prysznic może kąpiel i sen. Nie karmimy sobie i nikomu złudzeń. Spokojni, po niemiecku, może po prostu rano wguglamy PAH etc i 10 PLN, to wiele wiele uśmiechów gdzieś kogoś...

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.