11 lipca 2019 roku, godz. 14:25

Zostawiłem kilka kartek z wierszami na parapecie, obok doniczki. Pomieszczenie usytuowane od strony południa dobrze naświetlone, chętnie chłonęło światło dnia. Przez chwilę myślałem nad tym, aby zwinąć kartki w rulonik i powsadzać je do ziemi w doniczce. Miałem nadzieję, że w ten sposób może coś wyrośnie z wiersz. Może nawet nie chodziło o wiersze a o same słowa, które tam umieściłem. Dalej żywię tą nadzieję, że są słowa i towarzyszące im stany, w trakcie których właściwie uformowane myśli, odpowiednio zaakcentowane i wyrażone, z właściwym napięciem emocjonalnym, tym właśnie napięciem, które łączy we mnie jaźń i świadomość, spowodują, iż uda mi się zmienić coś w sobie, coś przekształcić, coś wyrównać, coś wygładzić, coś innego wydobyć na powierzchnię, inną jeszcze rzecz całkowicie usunąć. Wciąż żywię to nadzieję, że są słowa i towarzyszące im stany, które obejmują człowieka od środka, potrafią go wypełnić i dokonać metafizycznej zmiany. Nie jestem pewien, czy sam w to wierzę, że wszystko to kwestia złudzeń, dlatego wiersze leżą na parapecie. Kartki schną. Powoli, z dnia na dzień, papier żółknie i powoli widać na nim pierwsze oznaki starości, charakterystyczne dla papieru. Pismo nieco wyblakło, rogi kartek zaczęły się zwijać. Papier jest coraz bardziej szorstki, suchy, coraz głośniej szeleści, patrzy na mnie dziwnym wzrokiem. Jakbym okazał się zdrajcą. Jakbym postanowił dać czemuś życie, tylko po to, by patrzeć jak powoli umiera, odchodzi w zapomnienie, przestaje istnieć i słuch po nim ginie. A gdy tak się s tanie, wtedy zakopię to wszystko w doniczce.

Od pewnego czasu polubiłem alegorie.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Jacob_Filth, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.