3 lipca 2015 roku, godz. 2:16

Idealny moment

Wiesz jak to jest, czasem cię po prostu dopada. Nie wiadomo kiedy i gdzie (mnie na przykład pod prysznicem). I przypominasz sobie coś, co po czasie znaczy tak wiele, chociaż wtedy było niczym wielkim. Przypominasz sobie jedno wydarzenie opatrzone w tym momencie nazwą idealne, idealny. Miałam dzisiaj taki moment, przypomniał mi się idealny wieczór z nią. Duże miasto, nasze kochane i znienawidzone miasto, w końcu drugi rok już tu siedzimy, także znamy się na rzeczy. Jeden wieczór, jak zwykle "Szybkie piwo na mieście?". Po krótkiej rundzie po rynku, znalazłyśmy się tam. Weszłyśmy po raz któryś do Smoka. Klimat był jak zawsze, gołe ściany, jasne kanapy, smok nad barem i kolorowe światła. Wysoki sufit, pełno ludzi i głośna muzyka. Znalazłyśmy sobie kanapę w rogu i miałyśmy z niej widok na okno. Była może dziesiąta i padał deszcz. Piwo, nasze nie pierwsze, przyjemnie w nas szumiało. Siedziałam z nią na kanapie, zwrócona w jej stronę i razem oglądałyśmy ten deszcz za oknem. W szybie odbijały się kolorowe światła. A ja po tym trzecim piwie bawiłam się jej włosami, w końcu jestem córką fryzjerki (i uwielbiam jej włosy). I to jest właśnie ten idealny moment. W przygaszonym blasku świateł, z ceglaną ścianą obok nas, kanapą w rogu i pięknym deszczem na szybie. Nie mogło być lepiej i już nigdy nie będzie. Byłyśmy tam wesołe i poważne, lekko pijane albo beztroskie. Nigdy nie zapomnę tego okna i deszczu, świateł, kanapy i jej obok. Była idealna.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa constella, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.