3 kwietnia 2016 roku, godz. 20:30  2,3°C

Jestem Drupmphe

Weszła do pokoju zatrzaskując drzwi... Kilka godzin wcześniej powiedział jej, że nie widzi żadnej przyszłości. Nie wierzyła, że to się tak kończy. Otworzyła stary zeszyt. "Drumphe Avrooc" - tak był podpisany i tak miała na imię.
Na stronie tytułowej zapisany był jej ulubiony cytat -
"-Puchatku?
-Tak Prosiaczku?
-Nic- powiedział Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę"
Dokańczając powiedziała cicho, przez łzy "Chciałem się tylko upewnić czy jesteś..."
Zaczęła zapisywać tam swoją prawdziwą naturę, naturę niczym wilkołak... Wilkołak w pełni...
Wystraszona, zmiażdżona z bólu zaczęła płakać. Nie wiedziała co ma robić. Otworzyła okno. przypomniało jej się jak jeszcze kilka lat temu rzucała jajkami w przechodniów. Uśmiechnęła się. Biegiem pobiegła do kuchni. Wzięła pod pachę karton jajek i podeszła do okna. Zaczęła rzucać. Podczas tego popołudnia wyrzuciła cały karton, bawiąc się świetnie. Cała ulica była brudna lecz jej samopoczucie zaczęło się czyścić. Myśląc, że cały nabiał wyleciał już przez okno zobaczyła, że na parapecie było jeszcze jedno jajko. Rzuciła nie patrząc. Z ulicy nadszedł krzyk! Krzyk wyrzucanych z siebie plugastw i niechlubnych orzeczeń. Wyjrzała przez okno cała w strachu... Zobaczyła jego... Szatyn o piwno-brązowych oczach... Cały w nabiale... Nabiale, który ona na niego wyrzuciła i to jeszcze nieświadomie...
W pośpiechu zbiegła po schodach z ręcznikiem. Wypadła z budynku i zaczęła przepraszać. On poddenerwowany zaczął pytać się o co jej chodzi? Czy ona to zrobiła? Jeżeli tak to po co?
Drumphe zaproponowała aby wszedł do niej, umył się. Nie musiała go długo namawiać... Zgodził się.

Kiedy czekała na niego słyszała jak się myję. Rozmarzyła się. Nagle drzwi zaczęły tłuc. Postawiła tam mopa, który zabarykadował nowo poznanego człowieka. Znowu zaczęła przepraszać. Wyszedł...
Spojrzeli sobie w oczy, a ona coś poczuła. Coś czego nie czuła od ostatniego rozstania.
Zaproponowała Pepsi. Powiedział, że nie lubi Pepsi, woli Colę. Na szczęście miała jeszcze puszkę Coli, którą kupiła przedwczoraj na większych zakupach z przyjaciółką - Sikorą. Podarowała mu ją. Zaczęli rozmawiać. Okazało się, że chodzi do szkoły malarskiej. Ona wyjawiła, że interesuję się sztuką, a jej ulubioną kompozycją jest Marilyn Monroe.
Wyjawił jej, że śpieszył się na zajęcia ale i tak dziś już nic z tego.
Zaproponowała spacer.
Wyszli z mieszkania, a puszka Coli została na parapecie....

Pozaziemski Jaco
 3 kwietnia 2016 roku, godz. 20:44

Wincyj.