11 maja 2021 roku, godz. 10:47

11.05.2021r.(wtorek)

Trzy dni letniej pogody. Jest dziesiąta, a w cieniu jest 25 stopni Celsjusza. Zrobiłem rundkę po sklepach. Trochę jadła i płyny uzupełniłem w lodówce i piwniczce. A poza tym sezon robienia syropu z mniszka. Zaraz idę nazbierać kwiatów na trzecią serię, a jutro nazbieram dzikiej mięty, też na syrop. W ogrodzie bardzo dużo pracy teraz. Wczoraj wysadziliśmy dalie, mieczyki, kany, raptidy, cynie, dynie ozdobne, kukurydze ozdobne, kosmosy od Eli(nomen omen już kwitną, a pozostałe wysialiśmy. Jeszcze jedne kwiaty od Eli wysadziliśmy, których zawsze nazwy zapominam, ale malw rodzina i oczywiście firletki. Jeszcze fasola tyczna poszła do ziemi, czyli Jaś. Dzisiaj pomidory, ogórki i kolejne kwiaty. Jeszcze trzeba kwiaty w domu podlać, a potem wymyślić coś prostego i szybkiego na obiad. Zamówić sery w bacówce. Drogi do sklepów teraz są przepiękne. Ogrody w setkach tulipanów, narcyzów, pigwowców, szafirków, magnolii, tawuł, berberysów, forsycji, mniszków, stokrotek, niezapominajek. W sadach pełnia kwitnienia wiśni, czereśni i brzoskwiń, a zaczynają rozkwitać jabłonie i grusze. Między nimi świegot kosów, sikorek i słowików oraz wróbli. Pod drzewami, między krzewami i w kwieciu kury,kaczki, koty, psy, gęsi, perliczki oraz wszędobylskie kosy. Nade wszystkim niebo błękitne, jeden wielki szlachetny kamień, z którego wybudowano dach, pod którym Sted wierzył, że dla wszystkich starczy miejsca. Czy tak jest? Może dzisiaj nie rozważajmy tego. Po prostu cieszmy się, że natura jest piękna i w sumie pod zbawienną kuratelą człowieka rozkwita w niewysłowione piękno. Dla wielu pewnie to kontrowersyjne zdanie, ale sady i ogrody są cudne, a lasy też zadbane przez leśników i nieprawdą jest, że w Polsce wycina się je masowo na rynek chiński. Nie. Przychodzi wiek 90-120 lat i się je wycina, bo to jest gospodarka leśna i tak się po prostu postępuje. Na miejsce wyciętych drzew wsadza się nowe i pielęgnuje je przez kolejny wiek. Cieszmy się, że lasy są państwowe, bo gdyby takimi nie były, to nie byłoby w Polsce lasów, jak ich nie ma w Europie Zachodniej. Byłem leśnikiem, wiem jak ta bardzo ciekawa wręcz służba wygląda i bardzo szanuję pracę leśników. Tymczasem piję kawę i za chwilę wyruszam w łąki Doliny Żywieckiej. Prywatne. Na szczęście właściciele łąk tolerują zbieraczy mniszków i nie mają broni, bo gdyby nie tolerowali, a nawet tolerowali, a mieli broń, a byli pod wpływem, to pewnie doszłoby wcześniej czy później do odstrzału, takich jak ja kochających amatorów niektórych elementów z dziada pradziad tradycji. Idę. Pewnie jeszcze powrócę i coś dopiszę, bo tematów sporo, tak, że wy też wracajcie, co kilka godzin, a znajdziecie.

Pewne fakty wymusiły na nas zmianę przyzwyczajeń. Generalne sprzątanie domu i między furtką, a wschodnią ścianą domu robimy piątkowym popołudniem, a to w związku z tym, że w sobotę najczęściej rano otrzymujemy telefon, że przyjeżdżają dzieci z wnukami. Dotychczas sobota, około południa, to był czas sprzątania. Nomen omen, przypomniałem sobie, że trzeba skręcić trampolinę, wyciągnąć piaskownicę i dokupić jeszcze jedną. Nie inaczej było w ostatnią sobotę, ale tym razem nas poproszono, abyśmy przyjechali do Tychów, bo rodzice robią karierę, czy tam rozwijają się zawodowo, więc olaboga ratujta, bo szkolenie trzeba zaliczyć, a nuż gdzieś, coś , kiedyś, no i oni zbierają zawartość teczki do CV. Takie czasy. Młodzi nie potrafią ustalić sobie tej granicy, że popiątek jest świętością i rodzice są dla dzieci w pięknie natury lub po prostu u dziadków. A przede wszystkim wydaje mi się, że dla siebie, bo jednak, moim zdaniem, najważniejszym jest nie zaniedbać miłości ich. Pojechaliśmy. Wzięliśmy chłopców i poszliśmy do Parku Północnego. Park Północny jest miejscem cudownym do wypoczynku i do długich spacerów z dziećmi, czy spacerów dziadków z wnukami. No i teraz te riksze, do których wsadzasz babcię z wnukami i pedałujesz, a choćby i do Paprocan. Była słoneczna pogoda i spacerowało nam się cudownie. Obeszliśmy dookoła wszystkie trzy stawy, a ja porobiłem bajkowe zdjęcia. Niektóre fragmenty natury w stawach, przy stawach, nad stawami i w mokradłach dookoła stawów, to wprost sceneria do kręcenia baśni dla dzieci albo romantycznych filmów erotycznych o zabarwieniu komedii obyczajowej lub melodramatu. Trzeba będzie brać oprócz chleba dla kaczek, jeszcze jakieś orzeszki dla wiewiórek, bo z reguły je spotykamy i podchodzą ciekawsko z nadzieją na małe co nieco. Chłopaki też są głodne i bardzo podczas takich spacerów schodzi zwyczajny chleb albo bułki i oczywiście woda. Trzeba uważać jednak w parku. Jest ogromny ruch: biegaczek i biegaczy, rowerzystów i rowerzystek, hulajnogowiczów przeróżnej płci, deskorolkarek i deskorolkowców oraz psów spuszczanych ze smyczy, które mogą agresją zareagować na dziecko jedzące bułkę. Tym razem na szczęście skończyło się na zabraniu przez psa wnukowi chleba. Trzeba pilnować wnuków, bo stawy, a na trawniki nie można chłopaków puścić, bo te są totalnie zasrane przez wszelkiej maści kundle i kundle szlachetne, a niestety Policję spotyka się rzadko i patrole raczej nie są zainteresowane bezwzględną represją właścicieli psów. Szkoda. Pod tym względem jesteśmy społeczeństwem prymitywnym i niezdyscyplinowanym. Może ze 20 lat temu taką akcję zrobiliśmy w brzeskich parkach przez weekend. Wtedy mandat wynosił 200 złotych. Wszystkie siły prewencji poszły na psiarzy i dostaliśmy prikaz - nie ma pouczeń. Kupę mandatów i wniosków do Sądu Grodzkiego wystawiliśmy i skierowaliśmy. Poszło w pięty. Nazajutrz rano kolejki ludzi do komendanta, bo una mo siedemset złoty emerytury i 200 musi mandatu zapłacić. Był nieugięty. Od tej pory każdy tam nosi ze sobą, wychodząc z psem na spacer, woreczek, szufelkę i zmiotkę. Pamiętam kiedyś woziłem już na emeryturze syna do szkoły w niedzielę. Siedzę w kawiarni przy zamku, pije kawę i idzie sobie szacowny pan z wielkim psem i ten pies kasztani wielką górę łajna, jak haałda w Rydułtowach, między bramą zamku, a kościołem, a pan z torby wyciąga sprzęt i zbiera spokojnie klęcząc prawie. Dumny jestem. To moje dzieło.

Ciekawi mnie bardzo i jednocześnie bardzo martwię się o bratni Naród Francuski. Martwi mnie państwo francuskie i jestem ciekaw tam dziejących się procesów społecznych i religijnych, obyczajowych, kulturalnych i gospodarczych, wreszcie światopoglądowych. Zamieszki żółtych kamizelek, permanentne podpalanie świątyń katolickich, wreszcie wczoraj - list stu trzydziestu tysięcy żołnierzy francuskich protestujących w sprawie islamizacji kraju i bierności władz francuskich, co grozi według żołnierzy śmiertelnym niebezpieczeństwem dla białego człowieka, czyli można się domyśleć, że islam we Francji jest na tyle silny, że może pokusić się o wywołanie wojny domowej, w celu ustanowienia kalifatu i zastąpienia państwa ateistycznego prawem szariatu. Niestety znajomi pisarze mieszkający we Francji nie ułatwiają mi wyrobienia sobie oglądu i poglądu. Skazany jestem na domysły. Przypuszczam, że powodem ich milczenia, choćby na łamach Cytatów czy KS jest lewicowo-liberalna dyktatura poprawności drążąca państwo francuskie i sposób wypowiadania się tamtejszej ludności, a tym bardziej emigrantów z Polski. Może za artykuły, choćby internetowe, grożą im szykany w pracy i wydalenie z Francji. Dlatego to co nam oferują, to przekaz o aniołach i jakiś strasznie połamanych wnętrzach, tęsknocie i takie tam, a w warstwie felietonu, to tematy ogólne, nie dotykające jądra ciemności codziennego życia Francji i Jej Obywateli. Nie ma recenzji tamtejszych filmów, teatru, książek, czy opisu tych wszystkich sporów o których pisałem wcześniej. Nie ma aktualnego stanu tematu aborcji i co na to społeczeństwo i duchowieństwo islamskie we Francji? Jak chronione są kliniki i ich personel? Co księża katoliccy, co laikat katolicki? Jak się ma francuska rodzina. Czy wolno jeszcze we Francji nazywać jakieś relacje międzyludzkie rodziną? Francja, to ważny kraj w Europie, a wiemy o nim nie wiele.Czyżbyśmy mieli się niedowiedzieć nic, nim katedra Notre Dame będzie przemianowana na meczet?

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.