15 listopada 2020 roku, godz. 8:54 25,1°C

Sen o Warszawie

Tęsknię za Warszawą. Bardzo. Nie istnieje drugie miasto, które kochałabym tak serdecznie. Dlaczego wybrałam właśnie polską stolicę? Z jakiego powodu darzę sympatią tę metropolię? Kojarzą mi się z nią najpiękniejsze chwile mojego życia. Chwile, które już nigdy nie powrócą.

Pierwszy raz pojawiłam się w Warszawie za czasów gimnazjalnych. Polonista zabrał nas na teatralne przedstawienie. Kiedy zobaczyłam miasto na własne oczy, zapałałam do niego żarliwą miłością. Kiedy po raz pierwszy ruszyłam warszawskimi ulicami… W dodatku było wtedy ciemno… Wiedziałam, że stolica skradła moje serce. Pragnęłam tutaj wrócić, mieć więcej czasu na poznanie miasta (z wyprawy do teatru wróciliśmy tego samego dnia). Nie rozumiałam do końca, za co tak je pokochałam… Wiedziałam jedno – muszę tutaj wrócić.

I wróciłam. Zaprosiła mnie do siebie moja nieżyjąca już ciocia. Spotkałam się z przyjaciółmi (teraz już byłymi), którzy przedstawili mi bliżej stolicę. Nigdy nie zapomnę tego spaceru po Łazienkach… Tak mi się tutaj spodobało, że za nic nie chciałam wracać do Olsztyna. Niestety, nie miałam innego wyjścia.

Tak jak już wspomniałam, Warszawa kojarzy mi się z najpiękniejszymi chwilami. Kiedy byłam w trzeciej klasie liceum (a więc miałam osiemnaście lat), nadarzyła się okazja, by znów wrócić do stolicy… Nigdy nie zapomnę szczęścia, którego wtedy doświadczałam. Pamiętam, jak wsiadłam do pociągu i ruszyłam w drogę… To były czasy, kiedy nie istniały dla mnie żadne bariery; dlatego nie było nic dziwnego w tym, że udałam się do Warszawy sama. Nie, nie potrzebowałam towarzystwa, byłam w zupełności samowystarczalna…

Nigdy, nigdy nie zapomnę chwil, kiedy moje stopy dotknęły warszawskiej ziemi. Oczy miałam pełne łez. Nie było dla mnie rzeczy niemożliwych! Marzenia znajdowały się na wyciągnięcie ręki… Nawet teraz, pisząc to, czuję ból. Mknęłam warszawskimi ulicami, szeroko uśmiechnięta, pogodna, szczęśliwa do granic możliwości… Nigdy nie zapomnę, jak cudownie się czułam, gdy pogrążyłam się w tłumie… Warszawiacy są tak barwni! Tak różnorodni! Tutaj każdy może być sobą, gdyż osoby, które spotykamy na swej drodze, widzimy prawdopodobnie po raz ostatni. W Warszawie nie czułam się dziwaczką. Stanowiłam jedność z tłumem. Nie wyróżniałam się. Mogłam iść z szeroko podniesioną głową, bo wiedziałam, że nikt nie wytknie mnie palcem.

W Warszawie nie brakuje atrakcji. Tutaj zawsze coś się dzieje. Panuje tu ruch, zmienność. A ja lubię, jak nie brakuje mi wrażeń… Tak… Nie brakowało mi ich, gdy zjawiłam się tutaj w październiku 2008 roku. Sama możliwość wyrwania się z Olsztyna – choć na jeden dzień – stanowiła dla mnie przeogromną frajdę. Musiałam tego dnia opuścić szkolne zajęcia, ale mało mnie to wtedy obchodziło. Miałam szansę, by wrócić do mojej kochanej Warszawy… Samo wspomnienie tamtych cudownych przygód sprawia, że łza kręci mi się w oku.

Kiedy szłam środkiem miasta, już po zapadnięciu zmroku, wiedziałam, że tu powrócę. I uczynię to bardzo szybko. Nie chciałam wracać do monotonnego, przewidywalnego życia. Choć mogłam pozwolić sobie jedynie na jednodniową wyprawę, to mi wystarczało. Liczyło się dla mnie to, że nie opuszczam Warszawy na zawsze. Że będę mogła do niej powracać. Byłam wdzięczna Bogu, że zesłał na mnie przeogromne szczęście. Tak, kiedy wsiadałam do powrotnego pociągu, wiedziałam, że moje serce tutaj pozostaje. Jeszcze się wtedy nie spodziewałam, że na zawsze…

Niestety, utraciłam bezpowrotnie moje szczęście, gdy sięgnęło zenitu. To, co tak kochałam, dla czego pragnęłam żyć, zostało mi bezlitośnie odebrane. Utraciłam mój sens życia. Nie mogłam odzyskać serca, które zostało w Warszawie. Zmuszono mnie, żebym wróciła z nieba na ziemię. Nie mogłam zobaczyć stolicy! Moje marzenia zostały mi brutalnie wydarte. Tak… Nie wiedziałam, po co tu jestem, skoro utraciłam sens istnienia. Nie, nie mogłam wrócić, choć próbowałam. Moje ciało… moje ciało za bardzo się zmieniło. Nie mogłam wejść drugi raz do tej samej rzeki. Czas płynął, moje wspaniałe wspomnienia oddalały się ode mnie…

Wróciłam do Warszawy wiosną zeszłego roku. Czułam się cudownie, lecz to nie było to samo… Oczywiście, moja radość była ogromna, że jeszcze raz przeszłam się warszawskimi ulicami. Zrozumiałam jednak, że dawne czasy nie powrócą, choćbym robiła wszystko, co w mojej mocy, aby je odzyskać.

Choć od tamtych pięknych czasów minęło ponad dziesięć lat, rany wciąż się jątrzą. Wiodę teraz całkiem inne życie – nie mówię, że gorsze – i wiem, że nie odzyskam już przeszłości. Nie wrócę tam, choćbym próbowała i mocno pragnęła. Oczywiście, może uda mi się zobaczyć Warszawę, gdy pandemia się wyciszy… Ale to nie będzie ta sama Warszawa. To nie będę ta sama ja. Czas za bardzo wszystko pozmieniał. Niestety, wciąż pogrążam się we wspomnieniach, gdy słucham kawałków ABBY. Pozostało jeszcze parę zdjęć (tylko parę, reszta gdzieś przepadła). Już samo spojrzenie na te fotografie wystarcza, by stwierdzić, że przeszłość zniknęła za zamkniętymi drzwiami.

Mogę sobie tęsknić, mogę wspominać, ale to nie przywróci do życia historii. Muszę żyć. Dalej. Mimo wszystko. Nie przeczę, że jest mi teraz niedobrze. Mam przecież świetnego męża. Fakt, że wyszłam za mąż, wystarcza, by stwierdzić, że nic nie dzieje się dwa razy. Mogę wracać myślami do tamtych lat, lecz – niestety – stać mnie tylko na tyle. Nawet gdybym usiłowała wskrzesić przeszłość, to nic nie byłoby takie samo.

Przedstawienie musi trwać. Muszę zacząć doceniać to, co mam. Niestety, nigdy nie przestanę kochać Warszawy. Zawdzięczam jej niepowtarzalne wspomnienia. Muzyka sprawia, że zaczynam czuć się jak wtedy. Jednak, gdy muzyka gaśnie, ocieram łzę i powstaję z klęczek, by ruszyć w dalszą drogę…

https://www.youtube.com/watch?v=ePNUSmH3dMI

Benia Krupowicz
 15 listopada 2020 roku, godz. 9:58

Super. 🍀❤.