16 listopada 2022 roku, godz. 14:37 99,0°C

Kiedy przestało zależeć ci na własnym życiu

Swoje prywatne rzeczy, czyli takie, które są moim życiem, trzymam raczej dla siebie, jednak jest pewna rzecz, która chodzi mi po głowie. Z uwagi, iż pracuję nad zmianą profilu Bezczelność bytu, co jest tak naprawdę pracą nad samym sobą, czasem czuję się jak ktoś, kto okłamuje innych. I jest ku temu konkretny powód - pomimo wszystkich rzeczy, które robię i udostępniam, a chodzi tutaj o deskorolkę, malarstwo, do którego wróciłem, rysunek, do którego wróciłem, pisarstwo, którym zajmuję się przeszło dekadę, wszelkimi rzeczami, które sprowadzają się do samorozwoju, czuję się jak kłamca, głównie dlatego, że od dwóch lat zmagam się z alkoholizmem. Mogę powiedzieć, że przez to, że jestem DDA, ale to częściowo zwalanie winy za swoje błędy na karb przeszłości, trudnych warunków, w jakich się wychowałem - bieda, przemoc, alkoholizm jednego z rodziców. W pewnym momencie życia sztuka była moją ucieczką od tego wszystkiego. Brak poczucia pewności siebie, kompleksy, to było coś, co mnie ograniczało, jednak przez wewnętrzną chęć rozwoju, stawiania sobie wyzwań, rozwijałem się we wszystkim, czego się dotknąłem - jakkolwiek to brzmi. Jednak alkoholizm, który mi się aktywował stał się dominującym elementem mojego życia. I mówię tutaj o poważnym piciu, gdzie moje cugi trwają miesiącami. Potrafię funkcjonować, pić, pracować, robić swoje, potem na dwa, trzy dni polecieć w tęgie chlanie i wrócić znowu do "skromnego picia". Dlaczego o tym piszę? Teraz nawet, po dwóch drinach? Od lat, lat, lat prowadzę dzienniki - zeszyty, gdzie robię swoje notatki i jest to ta część mnie, której nie udostępniam. Teraz zdecydowałem się o tym powiedzieć, bo niestety, ale moje umiejętności analityczne dają mi ten przywilej, że mogę opisać co tylko zechcę, także to, w jaki sposób myśli alkoholik, jakie ma podejście do siebie, do życia i jest to coś, co utrudnia konfrontację z własnym ja. Dlaczego? Bo czuję się dobrze. I to jest mój największy problem i myślę też, że problem z używkami w ogóle, nazwać to można strefą komfortu. Używka jest komfortem, wygodą, bezpiecznym wyjściem, wygodnym rozwiązaniem i wystarczy z niej skorzystać, by poczuć się dobrze. Do tego dochodzi system wyparcia, a mój jest o tyle mocny, że obok alkoholu robię dużo rzeczy - codzienne treningi, na trzeźwo, rzecz jasna, deskorolka, przeważnie na trzeźwo, zimne kąpiele, codzienne zapiski, próby konfrontacji z demonami, a jednak, mój rdzeń pozostaje nienaruszony, ten rdzeń, który tkwi w nieświadomości, a który spowodował częściowo moje uzależnienie. I może to brzmieć śmiesznie, ale moim największym przeświadczeniem, moim dogłębnym przekonaniem, moim jedynym skarbem jest myśl, że umrę legendą. Może brzmieć to komicznie, ale takie jest moje nastawienie, które pogłębiły lekcje historii sztuki, w których było tak wiele o artystach-nałogowcach - absynt, używki, narkotyki, jakby to była jakaś destruktywna droga twórcza, którą wielu przede mną kroczyło i pozostało na kartach historii do dzisiaj. Wierzę w prostotę, ale nie wierzę w łatwość. Wysoki poziom rozwoju duchowego i jednoczesna, destruktywna natura mojego niższego ja sprawiają, że jestem świadomy tego, iż moje życie może być pojebane, chujowe, ale to, co pozostawię po sobie, będzie moją spuścizną. A pozostawię wiele. I pytanie, jakie są rodzi, może brzmieć, co konkretnie pozostawię. Ogromną twórczość kogoś, kto cierpiał, zginął we własnym nałogu, czy człowieka, który przeszedł granice własnego, emocjonalnego, psychicznego upośledzenia? I mogę powiedzieć, że mam wyjebane. Jakby mój finalny los był przesądzony. Jak każdego człowieka - bo umrę. To naturalne. Pozostawię po sobie twórczość - to też naturalne. I niestety, ale najgorszy rodzaj psychicznego bólu to taki, którego człowiek w ogóle nie odczuwa. A jednak jest obecny i człowiek pozostaje naznaczony tym bólem, żyje w jego objęciach swoich masochistycznym podejściem. Myślę, że piszę to dla siebie i mam nadzieję, że dla siebie napiszę, że wyrwałem się z tego bólu, uzależnienia i jestem człowiekiem, którym chcę być dzięki temu, co robię, robiłem i jak wiele przez to wycierpiałem.

Victoria Angel
 16 listopada 2022 roku, godz. 15:17

To, że Jesteś anonimowy, to nie jest to samo, że kłamiesz. Odważyłeś się i napisałeś o Sobie.... Nie jesteś jedyną żywą istotą, która ukrywa się pod nickiem w wirtualnym świecie. Każdy coś tam ma za "swoim uszami".
Jedni tak jak Ty ukrywają za światem wirtualnym własne nałogi, inni swoje przypadłości, które też są mrocznymi stronami osobowości. Każdy cierpi z innego powodu. Ja owszem miałam w swoim życiu napad myśli samobójczych, ale doszłam do wniosku, że skończyć z własnym życiem zawsze można [...]

Rowerzysta Tomasz  16 listopada 2022 roku, godz. 15:48

Wspaniały komentarz Victorio.

Victoria Angel 16 listopada 2022 roku, godz. 15:56

Bardzo dziękuję, Rowerzysto. :-))) Pozdrawiam.