7 kwietnia 2021 roku, godz. 14:29

07.04.2021r.(środa)

Środa, to bardzo długi dzień. Pracujesz dziesięć godzin. Dużo długiej tęsknoty. No i jest zima. W kwietniu często bywa zima. Żal polega na tym, że lata jeszcze nie było. Teraz za oknami trwa zawieja śnieżna. Trwa w najlepsze, a oni tam pewnie stoją za sklepem i prowadzą te ożywione dyskusje, które stają się potem, gdy wrócą do domów, wieścią gminną.

Ucichły wróble, sikorki i kosy. Pochowały się w gąszczu tui, który to gąszcz daje im schronienie przed wiatrem i siekącym śniegiem. Impet natury biorą na siebie drobniutkie gałązki drzewa opiekuna.
A teraz nagle wiatr ucichł. Z nim zniknął śnieg. Niesamowitą jest ta cisza, z której popiołów budzą się nieśmiałe trele wróbli. Po chwili na pół minuty wychodzi słońce i robi się bardzo jasno i przyjemnie. Wróble o ton ćwiergoczą głośniej. Słońce zachodzi za kolejną chmurę siną. Wróble zaraz milkną. Zostaje cisza i nieruchome gałęzie świerków. W tej cichości kosy lądują na trawniku i przeczesują jego przestrzeń wyszukując dżdżownic i robaków. Znowu słońce zostaje uwolnione. Kolejny raz ogród wypełniony zostaje intensywnym światłem. Pewnie topniejąc znikają kolejne śnieżynki i kurczy się pokrywa śnieżna. Kosy przemierzają trawę pokrytą białym zimnym kocem. Czy w takich warunkach znajdą pożywienie?

Słońce zostaje na dłużej. Cisza jest jasnością. Jasność może być błękitna. Wystarczy spojrzeć w górę i poszukać nieba, które sprawnie wygania chmury. A kiedy spojrzeć w dół, to uświadamiamy sobie, że kwiaty mają kolejny wymuszony postój w rozwoju. Kielichy krokusów złożyły się w dzióbki, a teraz wstąpiła w nie nadzieja, że jeszcze dziś ich wnętrza wypełnią się naszymi zachwyconymi spojrzeniami.
Cisza przeszyta jasnością trwa. Zastanawiam się czy nie uzupełnić jej, może nawet ubogacić ją muzyką i śpiewem Korteza, może Myszkowskiego albo Knopflera? Będzie jeszcze przytulniej. Dojdzie wzruszenie. Zamyślenie eksplorujące. Kawa dorzuci życia życiu, czyli wigor, a nogi może zechcą tańczyć Bieszczadzkie Anioły z Beskidzkim Aniołem Stróżem.

A kotów nie widać. Powchodziły w zaciszne miejsca i przytuliły Morfeusza. Ich drogi wydają się być słuszniejsze od naszych. Dużo śpią. Kiedy pójdą do nieba, ich dusza będzie bardziej wypoczętą i gotową, aby ogarnąć i konsumować rajskie szczęście. Mówi się często o kocim raju. Myślę, że to ten sam co nasz i w tym samym niebie. Trudno sobie wyobrazić niebo po śmierci, a w nim edeńskie ogrody bez tych sierściuchów wałęsających się pod rajskimi jabłoniami i leniuchujących sennie, gdzieś pod niebiańskim krzewem aronii. Ciekawe czym skutkuje spożycie jagód aronii tam.

maba Ewka... albo nie
 7 kwietnia 2021 roku, godz. 14:43

Faaajne... :)))
Do tych Bieszczadzkich, Beskidzkich Aniołów dorzuciłabym jeszcze Lanckorońskie!

fyrfle Mirek  7 kwietnia 2021 roku, godz. 15:02

Tak, mieszkam całkiem blisko, a jeszcze tam nie byłem, a oglądałem kilka filmów. Cudne miejsce.